Strona używa plików cookies więcej

Wydarzenia

Beyond Language: Monika Piechota

Beyond Language: Monika Piechota
Fot. Aleksandra Draus/UWr/CC BY 2.0

Do czułego Odbiorcy: Zachor – o kulturze żydowskiej pamięci

Szolem Alejchem to zwrot w języku jidysz przynoszący w darze pokój jego adresatom. Szolem Alejchem to również pseudonim autora opowieści o Tewje Mleczarzu, Menachemie Mendlu czy Motlu, syna kantora. Nazywając siebie „wnukiem literatury jidysz”, Szolem Alejchem tworzy narrację założycielską literatury jidysz, w której zapisuje pamięć o Icchoku Lejbie Perecu oraz Mendlu Mojchrze Sforimie – swoich mentorach i poprzednikach. Opowiedzieć o życiu, którego żywioł stanowił język to ukazać narzędzie wielobarwnej sztuki i filozoficznej refleksji (nawet, a może szczególnie wtedy, kiedy filozofii jedno objawia się oblicze: „że zawsze się opiera na Kancie i na Nietzschem”, jak pisał w 1937 roku Władysław Szlengel).

Kiedy Abraham Lewin, kronikarz Getta Warszawskiego i członek grupy Oneg Szabat, dowiaduje się, że jego żona, Luba, została zabrana na Umschlagplatz – przestaje prowadzić swój dziennik w jidysz (języku życia) i kontynuuje zapis w języku hebrajskim (języku żydowskiej przeszłości). Pisze ze świadomością, że opisuje koniec społeczności żydowskiej. Elie Wiesel pisze „Noc” miedzy innymi po to, by zostawić potomnym ślad własnego doświadczenia i wspomnienia ku przestrodze. „Zapomnienie mogłoby się okazać niebezpieczeństwem i zniewagą. Zapomnienie o zmarłych byłoby zabiciem ich po raz drugi. A jeżeli żaden z zabójców i ich wspólników nie czuje się odpowiedzialnym za ich pierwszą śmierć, to my jesteśmy odpowiedzialni za tę drugą” (Wiesel [1960] 2006). Yosef Hayim Yerushalmi podkreśla w swojej książce Zachor. Żydowska historia i żydowska pamięć specyficznie selektywną naturę żydowskiej pamięci, która domaga się działania, a nie jedynie zaspokajania ciekawości minionego czasu. Pamięć utrwalano w dziennikach, listach, kartkach, wierszach, obrazach, zdjęciach… Jeśli przeświadczenie Paula Connertona zawarte w książce „Jak społeczeństwa pamiętają” jest prawdziwe, to każdy początek zawiera w sobie element przypomnienia – zdanie zdolne pomieścić okruch nadziei i brzemię przestrogi jednocześnie. Nadzieja utkana jest w mowie, słowie, śpiewie, filmie, komiksie, refleksji, gorzkich ziołach na sederowym stole, poście i nastroju Tisza be-Aw, w rytuale, który przekazuje zbiorową pamięć aktywniej niż kronika. Natomiast przestrogę dostrzegł Marian Turski, historyk i świadek Holokaustu, w słowach Aleksandra Van der Bellena: „Auschwitz ist nicht vom Himmel gefallen”… Hanna Arendt, w swoich badaniach nad systemami totalitarnymi, próbowała dowieść, że zjawisko totalitaryzmu opiera się w gruncie rzeczy na przeświadczeniu, że wszystko jest możliwe. Konsekwentny proces działania prowadzi do kreacji rzeczywistości, w której hipoteza staje się aksjomatem… Oby ludzkość nigdy, zamiast nieba, już nie tworzyła sobie takich piekieł…

Prelekcja o diariuszowych aktach pamięci, izraelskim sposobie upamiętniania w czasie i przestrzeni, semantyczno-topograficznych przestrzeniach muzealnych, o refleksji nad (nie)możliwością istnienia filozofii życia wyhodowanej na doświadczeniu śmierci, o dialektykach żydowskiej egzystencji i utraconej koherentności żydowskiej pamięci… była skierowana do czułego Odbiorcy, nieodpornego na cierpienie i działanie czasu. Trawestując słowa Walta Whitmana, w opowieści o pamięci zdolnej przechować „małe narracje”, o historii opowiedzianej poprzez mikrohistorie pojedynczych ludzi, dotykamy nie książki, nie samego tekstu, lecz człowieka: „Gdyż najważniejszą i ostateczną sprawą jest pamięć o swoim pochodzeniu, swojej wartości i przeznaczeniu” – Elie Wiesel.

Autorką tekstu jest mgr Monika Piechota, anglistka, tłumaczka, nauczycielka, doktorantka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego, poświęcająca się rozprawie na temat diariuszy czasów Zagłady


Zachor – żydowska kultura pamięci

Refleksja nad prelekcją mgr Moniki Piechoty.

Kolejna rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau nie okazała się łatwiejsza od poprzednich. Z roku na rok świadków ubywa, a nasz obraz holokaustu zawęża się do pewnych bardzo konkretnych obrazów: transporty pełne ludzi, brama obozowa i stosy okularów, zegarków i ściętych włosów. Gdyby zebrać w całość zbiorową świadomość, to zabraknie najważniejszego elementu: tego, co było potem. Różne przedstawienia historii konwencjonalnie zaczynają holokaust w roku 1941, 1939 czy 1933. Ale praktycznie wszystkie kończą swoją faktografię na roku 1945, ewentualnie wspominając już niejako post factum procesy norymberskie. W rzeczywistości nie można powiedzieć, że rok 1945 był końcem. To punkt, od którego zaczyna się długa i wciąż trwająca walka o pamięć wśród następnych pokoleń, potomków ofiar i sprawców wszystkich narodowości.

Może właśnie dlatego należy wrócić do artykułu Yerashalmi’ego i ponownie zadać sobie pytanie o pamięć tych wydarzeń. Czemu służy pamięć, która rodzi nienawiść i żal?

To pytanie, bardzo kontrowersyjne, niestety wciąż powraca i powracać będzie, ponieważ forma pamięci Europejczyków a Żydów jest zupełnie odmienna. Ta judaistyczna, odrzuca grecki model wielkości – tej pogardy dla życia swojego i innych w celu podążania za chwałą, swoją uwagę skupia nie na czynach, ale na życiu właśnie. Być może to sprawiło, że zdjęcia młodego Marka Edelmana Muzeum Polin opatrzyło hasłem: „najważniejsza jest wolność”, a jedno z ostatnich, wykonane już wiele lat po wojnie: „najważniejsza jest pamięć”. Żydowska kultura i tradycja, bazując na boskich nakazach, zachowuje elementy przeszłości, w szczególności tej negatywnej, jako memento na przyszłość, oderwanie od chwili radości przypomina, że Jahwe nie tylko nagradza, ale i też srogo karze. Bo pamiętać, znaczy przeżyć, nawet jeśli w stopniu bardzo ograniczonym, symbolicznym. Historia zachowuje się w przedmiotach, fotografiach, małych rzeczach Dlatego też muzeum ofiar holokaustu Yad Vaseen po hebrajsku znaczy tyle co „miejsce i imię”. Jest spełnieniem biblijnej obietnicy Boga wobec izraelitów.

Gdy 27 stycznia Marian Turski apelował:„Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się, aż stało się to, co stało się tutaj”, przypomniał, że nie można zamykać holokaustu w szufladce historii, opatrzyć faktografią i zostawić pomnikom i tablicom pamiątkowym. Żydowska forma pamięci wymaga rozbicia tych 6 milionów ofiar na pojedyncze jednostki, przywoływania i utrzymywania ich historii, każdej z osobna, małych ziarenek i całych wszechświatów zarazem, które poświadczą swoją biografią o prawdzie, gdy zabraknie już światków. Trzeba ponownie, rok w rok powtarzać, segregacje i antysemityzm przedwojennej Europy, Ustawy Norymberskie, Noc Kryształową czy również rok 1968. Wszystko przez pryzmat wspomnień pojedynczych osób, tak by pamiętać o ludziach – nie liczbach. Pamiętać o ludziach – nie wyznawcach konkretnej religii. Pamiętać o ludziach – nie danej narodowości.

Nade wszystko pamiętać, aby to się nigdy nie powtórzyło. Nigdy, nikomu i nigdzie.

Autorem tekstu jest Michał Drążek, student Kolegium MSI UWr

Dodane przez: Michał Raińczuk

4 Lut 2020

ostatnia modyfikacja: 17 Lut 2020