Strona używa plików cookies więcej

Felietony

Bogusław Bednarek: O Guwernantce Vladimíra Macury

Przed laty szlifowałem umysł wykładami prof. Bogdana Zakrzewskiego, który akcentował, że Jan Ewangelista Purkyně, wybitny czeski fizjolog i słowianofil, umieszczał obok tytułów swoich rozpraw naukowych początkowe litery następujących wyrazów: Humanitas (Ludzkość), Charitas (Miłość), Libertas (Wolność), Claritas (Jasność). Purkyně przyczynił się również do utworzenia we wrocławskiej wszechnicy Katedry Języków i Literatur Słowiańskich. Dzięki jego zabiegom katedrę tę objął w roku 1842 František Ladislav Čelakovský, poeta i erudyta uważający pobyt i pracę w nadodrzańskim grodzie za „dopust Boży”. Ostatecznie w roku 1849 wrócił on do Pragi, ponieważ został mianowany profesorem slawistyki na tamtejszym uniwersytecie. Pomijając szereg kwestii, godzi się nadmienić, iż po Čelakovskim wrocławską Katedrę Języków i Literatur Słowiańskich kierował Wojciech Cybulski.

Marian Szyjkowski opublikował książkę pt. Osjan w Polsce na tle genezy romantycznego ruchu, którą niegdyś referowałem studenckim współbraciom, wykonując polecenie prof. Mieczysława Klimowicza. W murach praskiego Uniwersytetu Karola rzeczony Szyjkowski długo krzewił wiedzę o naszej literaturze oraz ogłosił drukiem cenne dzieła poświęcone związkom kultury czeskiej z kulturą polską. Ale to jeszcze nie koniec moich wspomnień. Otóż dawno temu prof. Władysław Floryan snuł rozważania o filologicznych falsyfikatach. Szczególną uwagę skupił na Rękopisie królodworskim, wydanym przez Václava Hankę i zawierającym rzekomo odnalezione zabytki staroczeskiej literatury. Nawiasem mówiąc, twórcą najbardziej kuriozalnych podróbek był Vrain-Lucas, który bez skrupułów wykorzystywał łatwowierność Michela Chaslesa, matematyka. Według Konrada Górskiego, znawcy zagadnienia, „cynizm oszusta i naiwność ofiary doszły wreszcie do tych granic, że Chasles nabywał od fałszerza listy Kleopatry albo Marii Magdaleny pisane po… francusku”.

Wspomnienia drgnęły w mojej pamięci pod wpływem lektury Guwernantki, czeskiej powieści Vladimíra Macury, spolszczonej przez Michała Kunika i Olgę Czernikow, opatrzonej posłowiem Zofii Tarajło-Lipowskiej, ozdobionej trafnie dobranymi ilustracjami. Funkcję głównych bohaterów i narratorów owego utworu, którego fabuła została osadzona w dziewiętnastowiecznym Wrocławiu i częściowo – w Pradze, pełnią dwie osoby: podstarzały, nieempatyczny František Čelakovský i Antonie (Toninka), jego młoda i wrażliwa druga żona, następczyni zmarłej Marii. Ponadto Guwernantkę zaludniają też inne postacie historyczne – np. Michaił Bakunin, Wojciech Cybulski, Václav Hanka, Pepi Frič (bajroniczny poeta i rewolucjonista), Johana Tonner (śpiewaczka operowa). Natomiast Purkyně występuje w powieści jako Silverius. „To imię zakonne, które profesor nosił u pijarów w Litomyślu, zanim stamtąd uciekł”. Z kolei postacią fikcyjną jest Georg Szyjkowski, młody literat zauroczony, nie bez wzajemności, nękaną rozmaitymi tęsknotami Toninką. Podkreślmy, iż nadając Georgowi nazwisko, Macura złożył sui generis hołd zmarłemu w roku 1952 Marianowi Szyjkowskiemu.

Cechy charakteru i decyzje Čelakovskiego, o których traktuje Guwernantka, są w wysokiej mierze zgodne z przekazami źródłowymi. Ten rasowy lojalista nie cieszył się sympatią studentów akceptujących powstania narodowe. Zacytujmy przemyślenie powieściowego Františka: „Tutaj, pośród Niemców, miałbym z siebie czynić orędownika słowiańskiej sprawy? Żeby jeszcze bardziej ich rozdrażnić?” Zdaniem Čelakovskiego rebelia wymierzona w istniejący porządek polityczny jest skazana na niepowodzenie. Tylko metoda „małych kroków” zaowocuje korzystnymi zmianami. Dlatego lepiej dążyć do zreformowania czeskiej ortografii, niż machać chorągiewką z inskrypcją „Libertas Bohemica”. Jednocześnie konserwatywnego, apodyktycznego Františka nachodzą gorzkie refleksje i dręczą porywy zazdrości. Jest dumny ze swoich osiągnięć poetyckich i naukowych, ale coraz intensywniej zdaje sobie sprawę, że topnieje jego energia. Ponadto rodzi się w nim poczucie zagrożenia, gdy dostrzega emocjonalny alians Antonii z Szyjkowskim. Rzecz jasna, mężczyźni zawsze byli narażeni na podobne dyskomforty.

„Wodzę wzrokiem za swoją rodziną jak kwoka za kurczętami. Jak guwernantka za podopiecznymi”. Wypowiadająca te słowa Antonie, poślubiła Čelakovskiego nie za miłości, lecz z przekonania, że wspieranie czeskich poetów jest patriotyczną, nobilitującą powinnością. Uwikłała się w związek odległy od upojnych ekstaz: „Mąż przejeżdża dłonią po moich pośladkach trochę jak chłop, który głaszcze klacz po zadzie”. Františka nie obchodzą jej potrzeby duchowe, a na domiar złego Antonii ciągle wydaje się, że jest śledzona i cenzurowana przez zmarłą Marię. Oczywiście, zafascynowanie Szyjkowskim, „wspaniale nierozsądnym” i lekceważącym konwenanse, dodatkowo skomplikowało sytuację żony Čelakovskiego.

Autor Guwernantki ukazał dziewiętnastowieczny Wrocław, dozując z polotem informacje o ulicach, kościołach, hotelu „Pod Złotym Lwem”, cmentarzu św. Wojciecha, Instytucie Fizjologii – „faustowskim przybytku Silveriusa” etc. Uwzględnił też zamieszki społeczne, wykłady akademickie, spektakle teatralne, przejażdżki dorożkami tudzież inne realia współtworzące koloryt minionej epoki. Nie poskąpił wiadomości przykrych choć koniecznych, zamieszczając wzmianki o powodziach, podtopieniach i epidemiach, zimnicach (trzeciaczce i czwartaczce), zapaleniu płuc leczonym pijawkami i okładami z kaszy. W tym kontekście trudno pominąć „głupią herbatę z porostu islandzkiego, która wstrętnie smakuje i cuchnie foczym łajnem”.

Macura stworzył powieść wycyzelowaną pod względem literackim i faktograficznym, obfitującą w ponętne dla psychologa i estety subtelności. Dwa przeplatające się monologi wewnętrzne, w których skonfrontował aspiracje na pozór bliskich sobie ludzi, Františka i Toninki, są wyjątkowo zajmujące. Mam nadzieję, że zaprzyjaźnią się z Guwernantką liczni czytelnicy, zwłaszcza wrocławianie.

Bogusław Bednarek

Dodane przez: Agata Sałamaj

4 Gru 2018

ostatnia modyfikacja: 4 Gru 2018