Strona używa plików cookies więcej

Wydarzenia

Być rodzicem na UWr – rektor odpowiada na pytania

Jakiś czas temu prosiliśmy Was o wypełnienie ankiety dotyczącej rodzicielstwa. Chcieliśmy się dowiedzieć, jak to jest być rodzicem na UWr i czego, jako rodzice, potrzebujecie. Z ankiety wynikły pytania, które zadaliśmy prof. Przemysławowi Wiszewskiemu, rektorowi UWr.

Skąd pomysł na akcję wspierającą rodziców na UWr?

Przede wszystkim stąd, że sam jestem rodzicem – mam trójkę dzieci, wychowuję je razem z żoną, wspólnie dzielimy się obowiązkami. Wielokrotnie doświadczyłem tego, jak trudno jest pogodzić zobowiązania naukowe i dydaktyczne z odpowiedzialnością za bycie rodzicem.

Myślę też o doktorantach, bo zdaję sobie sprawę, że im jest jeszcze trudniej. Zwłaszcza teraz, kiedy jest tak silny nacisk na szybki przebieg kariery zawodowej. Jest to bardzo trudne do zrealizowania w połączeniu z chęcią posiadania dziecka i rodziny – bo to przecież proces, któremu trzeba poświęcić wiele energii i swojego życia.

Wreszcie – uniwersytet powinien być miejscem, do którego ludzie się odnoszą, z którego czerpią wzorce. Jeżeli pragniemy, by życie zawodowe i rodzinne w ogóle dawało się pogodzić ze sobą, żeby funkcjonowanie w tym dzisiaj dość obłąkanym miejscami świecie było takie, jakie być powinno, żebyśmy mieli przestrzeń do wychowywania wspaniałych ludzi, do bycia razem, do tworzenia społeczeństwa – to tutaj musimy to pokazać. I jeśli my nie pokażemy, że to jest możliwe, to nie możemy tego wymagać od innych.

Wychodząc od tych trzech elementów, podjąłem decyzję, by w ciągu czterech lat mojej kadencji UWr stawał się miejscem coraz bardziej przyjaznym dla rodziców i dla dzieci naszych pracowników.

Zapytam trochę przewrotnie – a po co pracodawcy pracownik-rodzic? Czy nie łatwiej byłoby zatrudniać tylko tych bez dodatkowych zobowiązań, którym łatwiej będzie poświęcić się karierze?

To jest pytanie o różne ścieżki rozwoju i wizji UWr. Dawno temu, jeden z moich przełożonych zadał mi pytanie, czy na pewno musi udzielić urlopu macierzyńskiego. Pracownica zaszła po raz drugi w ciążę, a jego to denerwuje, najchętniej by ją zwolnił, bo nie jest wydajna. Pamiętam moje zdziwienie i szok. Z jednej strony mamy osoby, które chciałyby mieć rodzinę, z drugiej – mamy stricte narzędziowe traktowania człowieka, nie tylko jako rodzica.

Pracownik powinien realizować zadania wytyczone przez pracodawcę. Ale nie można mu odbierać pełni jego istnienia. Byłem i jestem temu gruntownie przeciwny. Stajemy się ludźmi tylko poprzez stanowienie naszych „osób” jako całości. Życie zawodowe jest ważne, bo pomaga nam zrealizować to, kim jesteśmy dla społeczeństwa. Ale nasi pracownicy powinni mieć możliwość realizowania siebie poprzez tworzenie rodzin. To naturalna potrzeba dla większości z nas. I w życiu bym nie powiedział, że pracownik, który rozwija siebie dla innych – przez pracę i dla najbliższych – przez troskę o rodzinę, jest dla pracodawcy więcej czy mniej wart niż osoba nieposiadająca rodziny. To absolutnie nie moje kategorie. Moim zadaniem jest troszczyć się o to, by w miarę naszych możliwości pracownik będąc z nami, miał poczucie bezpieczeństwa na wybranych przez siebie drogach samorozwoju.

Jednocześnie według mnie pracownicy, którzy mają rodziny, którzy doświadczyli tego, czym jest ojcostwo lub macierzyństwo, są bardziej wyrozumiali, cierpliwi i elastyczni. Są też mniej przywiązani do swoich własnych poglądów. Co oczywiście nie dyskryminuje tych, którzy nie zakładają rodzin. Ale jeśli pytamy o tych, którzy mają rodziny, to widzę, że oni angażują się w stu dwudziestu procentach na rzecz swoich wspólnot. W zdecydowanej większości przypadków wspierają Uniwersytet z dużym oddaniem, świadomi, że w ten sposób również budują swoją rodzinę.

Uniwersytet Wrocławski jest największą uczelnią w regionie, ale też jednym z największych pracodawców. Rodziców jest tutaj po prostu bardzo dużo. A uczelnia pełni też rolę wartościotwórczą.

To nie jest przypadek, że my jesteśmy uniwersytetem w odróżnieniu od szkół bardziej sprofilowanych, zawodowych. Uniwersytet pokazuje, że człowiek jest jednością, pokazuje piękno naszej egzystencji w jej wielu wymiarach. Musimy więc pamiętać o tym, że częścią bycia człowiekiem jest nader często także chęć założenia i rozwijania rodziny.

Przejdę teraz do konkretnych pytań, które pojawiły się przy okazji ankiety badającej sytuację rodziców na UWr. Zacznę od pytań dotyczących rodziców-studentów. Pierwsze pytanie: o jakie wsparcie finansowe może ubiegać się studentka, której nie przysługuje zasiłek macierzyński?

Może ona ubiegać się o świadczenie rodzicielskie (tzw. kosiniakowe) w wysokości 1000 zł miesięcznie „na rękę”, które przysługuje m.in. studentom lub osobom bezrobotnym (więc doktorantka, która nie pracuje, też uzyska to świadczenie). Jest ono niezależne od dochodu studentki i ojca dziecka. Na jego wysokość nie ma wpływu tzw. 500 +. Jest też świadczeniem niezależnym wobec tzw. becikowego. Zatem można je wszystkie łączyć. Oczywiście to wsparcie nie jest wystarczające, ale jednak państwo nie pozostawia rodziców w ciężkiej sytuacji zupełnie bez dochodów. Oprócz tego osoba w takiej sytuacji może się ubiegać o stypendium socjalne. Przysługuje ono m.in. rodzicom.

Kolejne pytanie: jestem ojcem dwojga dzieci. Czy aby uzyskać indywidualną organizację studiów muszę mieć średnią ocen 4,5?

Nie ma takiej konieczności. Rodzicom po prostu indywidualna organizacja studiów się należy.

Plecy mężczyzny trzymającego na rękach małe dziecko, widoczna rączka i główka dziecka w czapeczce.
fot. Fot. D. Hull/UWr/CC BY-NC 2.0

Kolejna osoba zastanawia się, czy powinna ubiegać się o indywidualną organizację studiów, eksternistyczne zaliczenie semestru, czy raczej porozumieć się indywidualnie z każdym prowadzącym? Wkrótce będzie mamą po raz drugi.

Kiedy urodzi dziecko, to może wnioskować o indywidualną organizację studiów, która po prostu jej przysługuje. Może też wystąpić do dziekana o eksternistyczne zaliczenie semestru – to zależy od tego, co jest wygodniejsze dla konkretnej osoby.

Jeśli drugi rodzic może zaopiekować się dzieckiem, może się okazać, że ta druga forma będzie odpowiedniejsza. Bo warto czasem wyjść z domu i spotkać się z innymi, dorosłymi ludźmi, także dla własnego zdrowia psychicznego [śmiech].

Następne pytanie: czy warunki zaliczenia mogą być inne dla osób studiujących w ramach indywidualnej organizacji studiów niż dla reszty grupy?

Nie. To sytuacja analogiczna do studiów zaocznych. Studenci mają na nich otrzymać tę samą wiedzę, co studiujący w trybie stacjonarnym. Tak samo w przypadku indywidualnej organizacji studiów – warunki zaliczenia i materiał powinny być takie same, jak w przypadku „normalnego” zaliczania zajęć. Oczywiście, zawsze jest przestrzeń na indywidualne rozmowy studenta z prowadzącym, ale nie może być tak, że sposób zaliczenia jest bardziej wymagający.

Kolejne pytania zadały doktorantki i doktoranci. Pierwsze: czy jest możliwość zwolnienia z hospitacji doktorantów-rodziców?

Rozumiem, że pytanie dotyczy limitów godzin, które należy zrealizować w ramach studiów doktoranckich. W przypadku szkoły doktorskiej mowa jest o liczbie godzin do 60. Dziekan może więc wyrazić zgodę na zwolnienie, uznać, że nie ma potrzeby, by dana osoba prowadziła zajęcia bądź hospitacje.

Pamiętajmy jednak o tym, że hospitacji nie należy traktować jako uciążliwego obowiązku, ale jako możliwość podpatrzenia najlepszych, nauczenia się, jak prowadzić zajęcia. Wybór hospitowanych zajęć powinien więc być świadomy. A w trakcie nauki zdalnej cały ten proces jest dużo łatwiejszy.

Czy doktorant-rodzic może ubiegać się o wydłużenie czasu na przygotowanie rozprawy doktorskiej?

Zależy to od trybu, w jakim realizuje się studia. Osoby, które są na studiach doktoranckich, mają czas na realizację przewodów doktorskich do końca grudnia 2022 lub 2023 r. Przewody wszczęte przed wprowadzeniem nowej ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce” należy zakończyć do końca 2022 r., a te wszczęte w starym trybie po wejściu w życie nowej ustawy – do końca 2023 r.

Jednym z warunków umożliwiających przedłużenie terminu jest właśnie wychowywanie dziecka. Kierownik kolegium Szkoły Doktorskiej może przedłużyć czas kształcenia na czas urlopu macierzyńskiego, ojcowskiego bądź rodzicielskiego.

Czy doktorantka-matka, również dziecka z niepełnosprawnością, może uzyskać urlop dziekański?

Oczywiście. Wynika to z regulaminu studiów doktoranckich. Rodzice dzieci z niepełnosprawnościami – i nie ma tu limitu wieku – są uprawnieni do szczególnego sposobu odbywania studiów. M.in. przedłużenia okresu odbywania studiów, zwolnienia z obowiązku uczestniczenia w zajęciach i odbywania praktyk.

Czy doktorantka, która jest stypendystką i wykonawczynią w projekcie NCN, może wnioskować o przedłużenie umowy stypendialnej?

Tu wiele zależy do kierownika projektu. Te projekty mają określone ramy czasowe, ale jest możliwe, żeby kierownik zawiesił wypłatę stypendium na czas, kiedy doktorantka, która urodziła dziecko, nie może uczestniczyć w projekcie. Jeśli uzyska zgodę na przedłużenie projektu, kierownik może aneksować umowę i ponownie wprowadzić doktorantkę do projektu.

Kierownik musi zadbać o to, by zostały wypełnione cele projektu. Granty ze stypendiami nakładają konkretne obowiązki na ich wykonawców, o tym trzeba pamiętać i świadomie decydować się na wzięcie udziału w zespole aplikującym o grant.

Kolejne pytanie: czy można przyjść na zajęcia z dziećmi?

Mam trójkę dzieci. W ciągu ponad dwudziestu lat pracy co najmniej kilkanaście razy prowadziłem zajęcia z dziećmi. Czasami po prostu nie ma innego wyjścia – dziecko jest lekko przeziębione, a nie ma nikogo innego, kto może się nim zająć. Zawsze informowałem o tym grupę, starałam się, żeby dziecko nie przeszkadzało w zajęciach.

Przede wszystkim to jest przestrzeń do negocjacji. Nie widzę problemu, by dzieci były na zajęciach. Byle tylko rodzice – czy to prowadzący, czy słuchacze – zadbali o to, żeby jakość zajęć nie ucierpiała na tym znacząco. Wychodzę z założenia, że są to sytuacje wyższej konieczności i nie będą zdarzać się regularnie. Nie widzę wtedy żadnych przeszkód.

W przypadku, kiedy rodzic chce regularnie uczestniczyć w zajęciach z dzieckiem – jest to bardziej skomplikowane. To są bardzo indywidualne kwestie i trudno jest to rozważyć arbitralnie.

A czy jest szansa na to, by godziny zajęć były dostosowane do godzin działania przedszkoli i żłobków?

Będziemy przygotowywać takie rekomendacje, bo faktycznie czasem jest z tym problem. Ale przy pewnej dozie dobrej woli możemy łatwo się z nim uporać. Nie jest tajemnicą, że czasem profesorowie proszą, by ich zajęcia były w konkretnych godzinach i daje się to zrobić. Nie widzę więc większego problemu, by dało się to zrobić także w przypadku rodziców.

Największy problem w tej sytuacji może dotyczyć zajęć na studiach zaocznych.

Dziecko je placka.
fot. Fot. D. Hull/UWr/CC BY-NC 2.0

Podczas urlopu nie wypłacano mi stypendium doktoranckiego. Kiedy wróciłam po urlopie macierzyńskim i wychowawczym, nie przywrócono mi go. Czy tak być powinno?

Nie wiem, z jakiego powodu odmówiono wypłaty. Nie widzę podstawy prawnej do takiego postępowania. Potrzebowałbym więcej szczegółów, by wyjaśnić tę sprawę.

Przejdźmy teraz do pytań od pracownic i pracowników. Czy pracownik-rodzic może mieć wydłużony czas na wykonanie polecenia służbowego?

To jest kwestia dostosowania przez przełożonego zakresu obowiązków. Z mojej strony – nie widzę problemu. Tu dużą rolę odgrywają dobre relacje w zespole. Jeśli takie są, to osoby w zespole wiedzą, że ktoś potrzebuje więcej czasu na wykonanie zadania, ale za to rekompensuje to innymi umiejętnościami czy cechami. Dobrze też jest dać znać z wyprzedzeniem przełożonemu o naszych możliwościach, o tym, co możemy w zamian zaoferować. Obie strony mogą ze sobą współpracować.

Czy potrzeby osób wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami zostaną uwzględnione w specjalny sposób? Czy potrzeby osób z niepełnosprawnościami także?

O osobach z niepełnosprawnościami myślimy, dlatego powstał projekt Uniwersytet Otwarty. Podczas tej kadencji postaramy się zmniejszyć bariery architektoniczne, zadbać o odpowiednie oznakowanie budynków, wyremontować toalety…

Jeśli chodzi o rodziców dzieci z niepełnosprawnościami to jest to trochę trudniejsze. Będziemy starali się oszacować, ilu osób nasze wsparcie powinno dotyczyć. Na pewno możemy zaoferować wsparcie socjalne. Chcielibyśmy też stworzyć bazę danych zaufanych rehabilitantów i innych osób mogących pomóc w tym zakresie, wspólnie z Uniwersytetem Medycznym. Sam wiem, jak trudno jest znaleźć odpowiednich specjalistów.

Liczę też na państwa podpowiedzi. Ile jest sytuacji – tyle jest problemów i sposobów ich rozwiązania. Proszę, byście Państwo zwracali się do naszych pełnomocników ds. równego traktowania i przeciwdziałania dyskryminacji i podzielili się z nimi tym, z czym się mierzycie.

Jeśli pracownik-rodzic korzysta ze zwolnienia związanego z chorobą dziecka, to czy potem musi odrobić zajęcia?

Oczywiście – nie. Od dłuższego już czasu w przypadku nieplanowanej, nagłej nieobecności – a taką jest choroba dziecka, jak i choroba pracownika – te godziny liczą się jak normalnie przepracowane i nie ma obowiązku ich odrabiać.

Jeśli pracownik-rodzic lub doktorant-rodzic musi pojechać z dzieckiem z niepełnosprawnością na badania, które odbywają się w czasie zajęć, to czy musi je odrobić?

To zależy, czy to jest rzecz nie dająca się przewidzieć i zaplanować? Jeśli jest to terapia możliwa do zaplanowania w okresie przed rozpoczęciem zajęć, to powinniśmy to uwzględnić podczas planowania zajęć. Jeśli jednak jest to sytuacja nagła, nieprzewidywalna, to z mojego punktu widzenia – nie ma konieczności odrabiania zajęć.

A co pracownikami, którzy mają stałe godziny pracy? Rozumiem, że muszą odrobić nieobecność?

Mam nadzieję, że wkrótce uda nam się zorganizować bardziej elastyczny czas pracy. W takich sytuacjach powinno być łatwiej. Obecnie można skorzystać z dwóch dni nieobecności w roku „na dziecko” i można je rozliczać godzinowo. Lekarz może też wystawić na taki dzień zwolnienie lekarskie – ale to już trzeba omówić z nim.

Jak można utrzymywać kontakt z uczelnią podczas nieobecności związanej z urodzeniem dziecka?

To jest pytanie o to, na ile czujemy się społecznością. Jeśli czujemy się częścią społeczności, to możemy choćby zaglądać na strony swoich instytutów czy katedr, pozostawać w kontakcie z koleżankami i kolegami z pracy. A sama wspólnota oferuje nam wsparcie socjalne, ale też informuje o tym, co się dzieje. Jeśli odbywa się zebranie zakładu, to powinni być na nie zaproszeni wszyscy, także ci pozostający na urlopie macierzyńskim czy wychowawczym. I mają oni prawo, choć nie obowiązek, uczestniczyć z nim. Keep in touch to założenie, że tworzymy wspólnotę, że razem jesteśmy silniejsi, oferujemy sobie wsparcie i opiekę.

Czy pracownica w ciąży lub rodzic, który wychowuje dziecko do czwartego roku życia, może odmówić nadgodzin?

Oczywiście. To wynika z odrębnych przepisów prawa. Zresztą także osoby bezdzietne mają ograniczoną liczbę nadgodzin, które pracodawca może na nich nałożyć – na pozostałe muszą wyrazić zgodę.

Czy mogę ubiegać się o dofinansowanie wypoczynku dzieci?

To zależy, w jakim wieku są Pani dzieci. Do 18 roku życia dziecka – bądź do 25, jeśli dziecko się kształci – zawsze można ubiegać się o dofinansowanie.

Rektor prof. Przemysław Wiszewski stoi trzymając ramkę ze zdjęciami swoich dzieci.
fot. Fot. D. Hull/UWr/CC BY-NC 2.0

Czy uczelnia planuje działania integracyjne dla dzieci członków wspólnoty?

Bardzo bym chciał. Jeśli do wakacji uda się otworzyć Ośrodek Edukacji Astronomicznej Uniwersytetu Wrocławskiego w Białkowie, to zaproszę tam dzieci i pracowników. Liczę na to, że uda się też zaprosić wszystkich do Arboretum, może na 1 czerwca? Dużo tu zależy od aktualnej sytuacji pandemicznej. Bardzo mi zależy na takich spotkaniach.

Sam pamiętam, kiedy jako dziecko nauczycieli, uczestniczyłem w imprezach zorganizowanych przy okazji 6 grudnia. Część osób zżymała się, bo znów trzeba przyjść… Ale ja wspominam to bardzo dobrze. Mogłem się spotkać z kolegami i koleżankami, rodzice rozmawiali ze swoimi znajomymi – chyba wszyscy mieliśmy wtedy poczucie wspólnoty.

Też uczestniczyłam w takich balach. Dla dziecka to było bardzo fajne doświadczenie.

Tak! Mam takie zdjęcie, gdzie stoję razem z bratem koło Mikołaja, Mikołaj ma szczotkę, dość ekstrawagancko to wygląda. Z dużą czułością to wspominam.

Chciałam jeszcze zapytać o konkretne postulaty, które wynikają z ankiet. Na co faktycznie rodzice mogą liczyć, co uda się zrealizować? Czy możemy na przykład liczyć na dopłatę do żłobków lub przedszkoli?

Bardzo bym chciał, żeby udało się to zrealizować. Zrobiliśmy ostatnio symulację kosztów takiego rozwiązania. Ten rok jest wyjątkowo trudny pod względem finansowym. Mam nadzieję, że uda się to zrobić od stycznia 2022 r. Teraz sytuacja jest dość specyficzna, wykładowcy w dużej mierze przebywają w domach i mogą zajmować się dziećmi mimo swoich obowiązków zawodowych, choć jest to szalenie trudne. Kiedy jednak wrócimy do kształcenia stacjonarnego to koniecznie trzeba będzie się zająć kwestią żłobków i przedszkoli.

A czy jest szansa na żłobek lub przedszkole przyzakładowe?

Zastanawialiśmy się, czy lepiej szukać środków na sfinansowanie własnej instytucji, czy skupić się na dopłatach. Wygląda na to, że większym zainteresowaniem cieszyłaby się ta ostatnia forma ze względu na swoją elastyczność – rodzice mogą wtedy wybrać placówkę blisko ich miejsca zamieszkania. Budynki uniwersytetu są porozrzucane po całym mieście, trudno więc byłoby znaleźć jedną, zadowalającą wszystkich lokalizację. Jest to też bardzo kosztowne rozwiązanie – samo założenie przedszkola to ok. miliona złotych, utrzymanie roczne co najmniej 300-400 tysięcy złotych, mimo dopłat ze strony miasta. We Wrocławiu znalezienie odpowiedniego miejsca też jest bardzo trudne. Moglibyśmy dostosować któreś z naszych pomieszczeń, ale koszty tego też są bardzo duże.

Pojawił się też postulat pracy i studiów zdalnych także po pandemii. Czy to możliwe?

Tu bardzo dużą rolę będą odgrywali przełożeni, to oni zadecydują, co jest do zrealizowania zdalnie, a co nie. Ja zakładam, że jeszcze w kolejnym roku wykłady będziemy mieli w dużej mierze zdalnie, stacjonarnie będą się odbywać ćwiczenia i zajęcia dla mniejszych grup studentów. Tu dużo będzie zależało od osób układających plany i od specyfiki studiów.

Którego z postulowanych rozwiązań możemy doczekać się najszybciej?

Najszybciej – zamontujemy przewijaki. Zrobiliśmy już rozeznanie, gdzie warto je umieścić. Liczę, że uda się to zrobić przed 1 września, ale okazuje się, że jest sporo przepisów, które musimy mieć na uwadze. Część przewijaków umieścimy w toaletach. Wiem, że to nie jest komfortowa sytuacja, sam też przewijałem dziecko w różnych dziwnych miejscach…

Znam to, przewijałam kiedyś syna pod biurkiem kolegi z pracy…

Bawiło mnie trochę, kiedy akurat musiałem przewinąć dziecko w swoim gabinecie, ktoś wchodził i pytał „co tu tak okropnie śmierdzi?” [śmiech].

Sytuacje, z którymi muszą mierzyć się rodzice bywają niezręczne… Ostatnie pytanie. Z ankiet wynika, że sytuacja rodziców w bardzo dużej mierze zależy od podejścia ich bezpośrednich przełożonych, wykładowców. Jak zmienić to podejście, jeśli nie jest zbyt prorodzicielskie?

Przede wszystkim – stawiam na komunikację, na „miękką” politykę, ale też działania, które po prostu są widoczne. Z mojej strony obiecuję takie podejście, ale nie mogę go nikomu nakazać. Czekam na propozycje działań, propozycje szkoleń od Państwa. Ale zmiana kultury to jest proces. Ważne, żeby go rozpocząć i cały czas kontynuować.

Dodane przez: Agata Kreska

27 Kwi 2021

ostatnia modyfikacja: 27 Kwi 2021