Strona używa plików cookies więcej

Wydarzenia

Czy pandemia COVID-19 spowoduje zapaść globalnej gospodarki?

Pandemia koronawirusa to czas zupełnie niecodzienny dla nas wszystkich. Mierzymy się i będziemy mierzyć ze strachem i niepewnością o zdrowie nasze i naszych bliskich, o miejsca pracy, o przyszłość. Niektórzy – także ze stratą bliskich. Musieliśmy zmienić codzienne funkcjonowanie, przeorganizować pracę i naukę, opiekę nad dziećmi.
Nie wiemy, kiedy wrócimy do „codzienności” i czy ta znana nam – w ogóle powróci. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak będzie rozwijać się sytuacja.
W tym trudnym okresie poprosiliśmy naukowczynie i naukowców z UWr, żeby podzielili się swoimi przemyśleniami i refleksjami, przedstawili, jak ich dziedzina „patrzy” na koronowirusa.
Publikujemy tekst dr. Arkadiusza Sieronia z Instytutu Nauk Ekonomicznych UWr.

Pandemia COVID-19 to głównie kryzys humanitarny, ale pociągający za sobą istotne implikacje społeczno-gospodarcze. Przede wszystkim wzrosło prawdopodobieństwo recesji w 2020 r. Oczywiście wzrost gospodarczy powróci, gdy epidemia się skończy, ale możliwe, że ożywienie nie będzie miało kształtu litery „V”. W Polsce tak głęboka recesja jak w innych krajach europejskich jest mniej prawdopodobna, ale wzrost gospodarczy spowolni, zwłaszcza w pierwszym półroczu.

Pandemie są jednymi z największych potencjalnie negatywnych globalnych ryzyk, szczególnie we współczesnym, wysoce zglobalizowanym świecie. Mogą powodować wysoką zachorowalność i śmiertelność, a także wywoływać negatywne skutki społeczno-gospodarcze. Obecnie świat walczy z chorobą koronawirusową (COVID-19) spowodowaną przez SARS-CoV-2, która, niestety, osiągnęła już status pandemii. Wywołała ona poważne zaniepokojenie tym, jak wpłynie na globalną gospodarkę. Niektórzy analitycy twierdzą, że koronawirus wywoła przeciągającą się globalną recesję, inni tonują emocje, argumentując, że nowy wirus zostanie względnie szybko powstrzymany, a globalna gospodarka szybko powróci do formy. Gdzie leży prawda?

W niniejszym tekście skupiam się na ekonomicznej stronie koronawirusa. Niemniej zdaję sobie sprawę, że pandemia to przede wszystkim kryzys humanitarny. Dlatego kieruję wyrazy współczucia do rodzin ofiar.

Ekonomia epidemii

Ogólnie rzecz biorąc, epidemia oddziałuje na gospodarkę dwutorowo. Następuje spadek wydatków konsumpcyjnych, ludzie są chorzy lub starają się unikać choroby. Sami poddają się kwarantannie i zostają w domu, zamiast podróżować czy chodzić do centrów handlowych. Branże turystyczne, transportowe i rozrywkowe będą zatem silnie dotknięte epidemią w krótkim terminie. Najlepszym przykładem efektu popytowego jest spadek popytu na ropę naftową (mniejsze zapotrzebowanie chociażby ze strony transportu) i spadek jej ceny.

Równie ważnym, jeśli nawet nie ważniejszym skutkiem epidemii jest negatywny szok podażowy. Przede wszystkim epidemie zmniejszają podaż siły roboczej. W większości wypadków tymczasowo, ponieważ niektórzy pracownicy chorują lub pozostają w kwarantannie. Gdy spada produkcja, a koszty stałe, ale także pensje, należy wciąż pokrywać, gdy trzeba regulować długi, pojawiają się kłopoty i ryzyko bankructwa wzrasta.

Według Banku Światowego koszty pandemii można podzielić na trzy główne kategorie: około 12 proc. całkowitych kosztów pochodzi ze śmiertelności, 28 proc. wynika z powodu dużej absencji pracowniczej, ale aż 60 proc. – ze zmian behawioralnych, czyli z tego, że ludzie starają się uniknąć zarażenia. Oznacza to, że koronawirus nie musi być bardzo zabójczy i mieć współczynników śmiertelności tak wysokich jak ebola, aby był ekonomicznie kosztowny.

Ponadto podczas pandemii wszystkie sektory gospodarki doświadczają zakłóceń, co może prowadzić do niedoborów pewnych towarów i wynikających z tych ich wyższych cen.

Ograniczona działalność gospodarcza generuje również niższe dochody podatkowe. Ponieważ dzieje się to właśnie wtedy, gdy rząd zwiększa wydatki, skutkuje to większym deficytem fiskalnym i zadłużeniem publicznym. A wiele rządów już obecnie jest nadmiernie zadłużonych. Przykładem są Włochy, których dług publiczny wynosi 135 proc. PKB i może jeszcze wzrosnąć.

Ekonomiczne skutki koronawirusa

A jakie konkretnie będą skutki ekonomiczne pandemii? Nie jest łatwo to skwantyfikować, zwłaszcza że próba historycznych przypadków jest niewielka. Bank Światowy szacuje, że pandemia mogłaby zmniejszyć globalne PKB nawet o 4,8 proc. w scenariuszu najgorszym (pandemia podobna do grypy „hiszpanki”), 3,1 proc. w scenariuszu umiarkowanym (pandemia na poziomie grypy z 1958 r.) i 0,7 proc. w scenariuszu łagodnym (pandemia na poziomie grypy z 1968 r.).

Początkowo komentatorzy porównywali COVID-19 z SARS, co miało sens, biorąc pod uwagę typ wirusa oraz miejsce wybuchu epidemii. Tamta pandemia spowolniła tempo wzrostu realnego PKB Chin z 10,5 proc. w pierwszym kwartale 2003 r. do 8,9 proc. w drugim kwartale 2003 r., ale odbiło ono już w następnym kwartale. I właśnie ze względu na te na niewielkie koszty SARS dla PKB Chin inwestorzy przez długi czas lekceważyli koronawirusa.

Niesłusznie. Wpływ ekonomiczny COVID-19 będzie znacznie większy. Wynika to z faktu, że rola Chin w światowej gospodarce znacznie wzrosła. W 2003 r. Chiny stanowiły jedynie około 8,3 proc. światowej gospodarki, podczas gdy obecnie – 19,3 proc. Ponadto Chiny stały się silniej powiązane z resztą świata, stały się istotnym elementem globalnych łańcuchów dostaw, co może mieć znaczne reperkusje dla międzynarodowych firm, co podkreślano w komunikacie Apple z lutego, który wywołał panikę na Wall Street. Kolejna różnica polega na tym, że Chiny mają znacznie wyższy dług: całkowity prywatny dług (pożyczki i dłużne papiery wartościowe) wzrósł gwałtownie ze 102 proc. PKB na koniec 2002 r. do 208 proc. PKB na koniec 2018 r. Co więcej, pandemia COVID-19 pojawiła się podczas spowolnienia gospodarczego. W czasie SARS PKB Chin rosło około 10 proc. rocznie, podczas gdy pod koniec 2019 r. – około 6 proc.

Obecna epidemia ma również znacznie większy zasięg. W wypadku SARS było 8096 zachorowań w 37 krajach, a zainfekowanych koronawirusem zostało już prawie 250 tysięcy osób w 163 krajach (dane z 20 marca 2020 r.). Oznacza to, że perspektywy dla globalnej gospodarki w najbliższych miesiącach nie rysują się korzystnie, nawet jeśli epidemia w Chinach wygaśnie, a Państwo Środka wznowi w pełni produkcję i powróci do wcześniejszej ścieżki wzrostu gospodarczego.

W przeciwieństwie do poprzednich epidemii, które najczęściej dotykały słabo rozwinięte państwa (jak ebola), tym razem jest inaczej. Najwięcej infekcji odnotowano w Chinach, we Włoszech, w Iranie, Korei Południowej, we Francji, w Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych, czyli, wyłączywszy Iran, w największych gospodarkach świata. Kraje te stanowią łącznie 45,5 proc. światowej gospodarki według PKB zgodnie z parytetem siły nabywczej (54,5 proc. według nominalnego PKB).

Warto też pamiętać, że Włochy i Japonia były na skraju recesji już w czwartym kwartale 2019 r. Kolejny kwartał ujemnego wzrostu spowoduje techniczną recesję ósmej i trzeciej z największych gospodarek świata (według nominalnego PKB).

Gospodarka Stanów Zjednoczonych prezentuje się relatywnie lepiej. Ale nawet ona może nie mieć odporności na koronawirusa. Biorąc pod uwagę odwrócenie krzywej dochodowości w 2019 r. i ponownie w 2020 r., niepokojący sygnał wysłany przez IHS Markit Flash U.S. Composite PMI Output Index (który wskazał spadek aktywności gospodarczej w lutym) oraz reakcję ludzi i władz na pandemię, analitycy coraz częściej rozmawiają nie o tym, czy recesja nastąpi, ale o tym, jak poważna ona będzie. Inwestorzy również pesymistycznie patrzą w przyszłość – amerykańskie indeksy giełdowe spadły już 29 proc. od swoich niedawnych szczytów.Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego globalna gospodarka wzrosła o zaledwie 2,9 proc. w 2019 r. (najwolniejsze tempo od wielkiej recesji) oraz zaledwie 0,4 punktu procentowego powyżej poziomu uważanego za recesyjny, co oznacza, że świat najpewniej doświadczy recesji w 2020 r.

Czy banki centralne uratują nas przed koronawirusem?

Nie, choć oczywiście będą próbować. Niektóre z nich już ścięły stopy procentowe: pierwszy w krajach zachodnich z pomocą ruszył Fed, który obniżył stopę funduszy federalnych 3 marca 2020 r. Uczynił to z gracją słonia w składzie porcelany, ściął bowiem stopy o 50 punktów bazowych, zamiast o zwyczajowe ćwierć punktu procentowego, i to na nieplanowanym posiedzeniu. Ta nagła decyzja nie tylko nie zatrzymała spadków cen akcji, ale wręcz zwiększyła niepewność na rynkach. Amerykański bank centralny ponownie obniżył stopy procentowe 15 marca, tym razem aż o cały punkt procentowy – do 0–0,25 proc. Ale załóżmy nawet, że komunikacja ze strony Fed byłaby wzorowa. Czy amerykański bank centralny może powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa? Zadać takie pytanie, to uzyskać odpowiedź. Ale czy paniczny ruch Fed naprawi chociaż zepsute globalne łańcuchy dostaw i wznowi zawieszoną działalność produkcyjną? Kolejne pytanie retoryczne. Polityka pieniężna jest bezsilna wobec szoków podażowych. Jeśli przedsiębiorca nie może uzyskać niezbędnych półproduktów z Azji do swojej fabryki albo gdy pracownicy nie pojawiają się w pracy, to poziom stóp procentowych nie ma znaczenia.

Zresztą załóżmy, że problem jest natury popytowej – jak zapewne będą argumentować politycy i bankierzy centralni. W jaki sposób obniżka stóp procentowych ma pomóc, jeśli jednocześnie zachęca się ludzi do pozostania w domu, a co za tym idzie, ograniczenia działalności gospodarczej? Jakie firmy zaczną więcej inwestować w okresie obniżonego popytu, zakłóceń w łańcuchach dostaw, spadających cen akcji?

Skoro ultraniskie stopy procentowe nie pomogły ożywić wyjątkowo słabego wzrostu gospodarczego po wielkiej recesji, kiedy koronawirus bytował jeszcze tylko pośród nietoperzy albo łuskowców, to tym bardziej nie pomogą teraz. Koronawirus wpływa na gospodarkę głównie przez zmianę zachowań ludzi – działania banków centralnych ich nie zmienią (a być może nawet nie powinny, skoro społeczne dystansowanie się ma być naszą najlepszą obroną przed rozprzestrzenianiem się wirusa). Obniżki stóp procentowych dokonane przez Fed oraz inne banki centralne (w tym Narodowy Bank Polski) były niepotrzebne i nie pomogą gospodarce dotkniętej pandemią, mogą jednak nasilić wszystkie negatywne skutki niekonwencjonalnej polityki pieniężnej, takie jak nadmierne zadłużenie czy firmy zombie.

Koronawirus a sprawa Polska

Polska gospodarka powinna w mniejszym stopniu odczuć skutki pandemii niż inne kraje europejskie. Po pierwsze dlatego, że w porównaniu chociażby z niemiecką polska gospodarka jest mniej zależna od eksportu i słabiej powiązana gospodarczo z Chinami. Po drugie, sektor turystyczno-rozrywkowy stanowi mniejszy procent PKB w porównaniu z krajami południowej Europy. Polska gospodarka jest też nieźle zdywersyfikowana. Po trzecie, wyższe tempo wzrostu gospodarczego w Polsce w porównaniu z Niemcami czy innymi państwami zachodnimi stwarza większą przestrzeń przed pojawieniem się ewentualnej recesji.

Niemniej jednak prognozowane jest osłabienie wzrostu gospodarczego. W marcowym Raporcie o inflacji Narodowy Bank Polski obniżył wzrost polskiego PKB w 2020 r. z 3,6 proc. do 3,2 proc. Sam bank centralny dostrzega ryzyko wolniejszego tempa wzrostu w wypadku dłuższego i ostrzejszego niż założony przebieg epidemii, zwłaszcza że scenariusz bazowy Narodowego Banku Polskiego – w którym epidemię udaje się opanować dość szybko, a jej przejściowe negatywne skutki ekonomiczne ograniczone będą głównie do Chin, gospodarek z nimi powiązanych oraz do niektórych gospodarek europejskich – już teraz jest raczej myśleniem życzeniowym. Wbrew raportowi Narodowego Banku Polskiego, wzrost gospodarczy w Polsce spadnie w tym roku poniżej 3 proc. – i to zapewne znacznie. Ze względu na dużą niepewność nie podejmuję się jednak bardziej szczegółowych prognoz. Warto zwrócić jeszcze uwagę, że zawieszenie działalności oświatowej będzie oznaczało, że więcej pracowników zostanie w domu, aby opiekować się dziećmi, co negatywnie wpłynie na aktywność gospodarczą.

Skutki społeczne

Pandemie mogą mieć również znaczne konsekwencje społeczne. Pierwszym potencjalnym negatywnym skutkiem może być rozrost rządu, który będzie zwiększał swoje uprawnienia i wydatki w celu zwalczania tej i przyszłych pandemii, a także kolejne interwencje banków centralnych. Będzie musiał zwiększyć się istotnie dług publiczny. Istnieje ponadto ryzyko, że rządy nie wycofają w pełni nadzwyczajnych uprawnień przyznanych sobie na czas zarazy. Drugim zagrożeniem jest nasilenie tendencji ksenofobicznych oraz protekcjonistycznych w postaci ograniczenia przepływu towarów i ludzi między krajami.

Warto jednak spojrzeć na pandemię z nieco bardziej optymistycznej perspektywy. W pewnym sensie olbrzymie koszty ponoszone przez współczesne państwa na walkę z koronawirusem pokazują, jak bardzo świat się wzbogacił i jak wzrosła wartość ludzkiego życia w ostatnich dekadach. Dzięki wzrostowi gospodarczemu społeczeństwa mają środki na działania zaradcze, nawet tak drastyczne jak kwarantanna całych regionów. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt by nie myślał o tak radykalnych działaniach w odpowiedzi na pandemię o umiarkowanym wskaźniku umieralności. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu obywatele wielu państw nie mieliby wyjścia i musieliby chodzić do pracy, nie bacząc na ryzyko.

Można też wyrazić nadzieję, że pandemia będzie miała kilka pozytywnych długoterminowych skutków i zwiększy świadomość społeczeństwa. Po pierwsze, epidemia powinna unaocznić kluczową rolę higieny dla zdrowia publicznego, a także zwiększyć ryzyka epidemii we współczesnym świecie. Po drugie, pandemia jasno pokazuje niewydolność państwowej służby zdrowia w wielu krajach. Nie twierdzę, że w pełni prywatna opieka zdrowotna poradziłaby sobie z pandemią, ale obecny system, w którym służba zdrowia jest niedoinwestowana i często funkcjonuje przy granicy zdolności niezaburzonego leczenia pacjentów, objawił swoją słabość. Po trzecie, odwołanie zajęć szkolnych skłania do refleksji na temat roli przymusowej edukacji w obecnych czasach. Największym problemem związanym z zamknięciem szkół nie jest brak lekcji, lecz fakt, że rodzice będą musieli opiekować się swoimi dziećmi. Jasno pokazuje to, że w wielu wypadkach państwowa szkoła uczy jedynie przy okazji, przede wszystkim zaś pełni funkcję placówki opiekuńczej, aby rodzice mogli pracować i płacić podatki. Po czwarte, gdy minie kwarantanna, podczas której rząd i uczelnie zachęcają do pracy i nauczania online, politycy i pracodawcy mogą w końcu przejrzeć na oczy i zrozumieć, że w nowoczesnej gospodarce nie zawsze jest niezbędne odbijanie karty zakładowej. W pełni produktywna praca, także nauczanie studentów, jest możliwe na odległość. Pozostaje mieć nadzieję, że obserwacja ta doprowadzi do większego uelastycznienia rynku pracy i do rozwoju zdalnych form nauczania. Po piąte, pandemia pokazuje, jak bardzo ważne są oszczędności – zarówno te prywatne, jak i publiczne – na czarną godzinę. Po szóste, epidemia powinna również unaocznić ludziom i firmom potrzebę dywersyfikacji. Chodzi mi tutaj zarówno o źródła dochodów, jak i o źródła dostaw. Problemem wielu firm było to, że bazowały na jednym azjatyckim poddostawcy.

Co dalej?

Pandemia koronawirusa zwiększa szanse na pojawienie się poważnej globalnej recesji w tym roku. Pierwszy kwartał będzie recesyjny, zapewne także drugi. Walka toczy się głównie o drugie półrocze. Oczywiście gdy pandemia się skończy, gospodarka się odbije, ale w porównaniu z sytuacją sprzed miesiąca maleje szansa na szybkie ożywienie w kształcie litery „V”. Polityka monetarna tutaj nie pomoże – jeśli już, to potrzebne są inicjatywy oddziałujące na stronę podażową, czyli chociażby cofnięcie ceł wprowadzonych przez Stany Zjednoczone i Chiny oraz dalsza liberalizacja handlu, aby neutralizować zakłócenia w handlu międzynarodowym. Umorzenie danin publicznoprawnych, a przynajmniej odroczenie terminów płatności podatków, również mogłoby korzystnie wpłynąć na sytuację finansową przedsiębiorstw w czasie pandemii.

W Polsce prawdopodobieństwo głębokiej recesji jest niższe. Wszystko jednak zależy od przebiegu pandemii i od kształtu krzywej epidemiologicznej. W modelu południowokoreańskim szczyt nowych zachorowań następuje niżej i szybciej, a kraj jako tako funkcjonuje. Jednak w scenariuszu włoskim wzrost nowych infekcji jest większy i dłuższy, wyższa jest też śmiertelność – co prowadzi do wprowadzenia de facto stanu wyjątkowego i znacznego ograniczenia aktywności gospodarczej.

W wypadku sytuacji w Polsce za wcześnie jeszcze na spekulacje, jakie czekają nas konsekwencje gospodarcze. Niepewność jest znaczna. Póki co dzienne przyrosty są niższe niż w innych krajach, ale kluczowe będą najbliższe dni. Ponieważ nie osiągnęliśmy jeszcze szczytu epidemiologicznego, najgorsze przed nami. Ale później będzie lepiej.


dr Arkadiusz Sieroń

Rozszerzona wersja artykułu ukazała się pierwotnie na portalu mises.pl.

Dodane przez: Agata Kreska

1 Kwi 2020

ostatnia modyfikacja: 22 Cze 2020