Strona używa plików cookies więcej

Wydarzenia

Dlaczego warto „zdziczyć” Wrocław?

2 sierpnia ruszyła kampania „Dziki Wrocław – dzika przyjemność” w obronie cennych przyrodniczo obszarów stolicy Dolnego Śląska. Stoi za nią Koalicja Wrocławska Ochrona Klimatu, która skupia 22 organizacje i ruchy działające na rzecz przyrody i klimatu. Aktywiści złożyli wnioski o podjęcie natychmiastowych działań w celu objęcia ochroną prawną 26 wartościowych terenów zielonych Wrocławia. Listę obszarów opracowała inicjatywa społeczna Wrocławska Przyroda, której członkinią jest Aleksandra Kolanek, doktorantka z Instytutu Geografii i Rozwoju Regionalnego UWr. Zapytaliśmy ją o to przedsięwzięcie. 

Wytypowaliście ponad dwadzieścia obszarów na terenie Wrocławia, które mają podlegać szczególnej ochronie. Dlaczego jest to konieczne?

Aleksandra Kolanek: Większość osób zaangażowanych w inicjatywę Wrocławska Przyroda działa w zakresie ochrony przyrody już ponad kilkanaście lat, w ciągu tego czasu obserwowaliśmy stopniowy zanik wielu cennych siedlisk z przestrzeni Wrocławia. Uważamy, że naszego miasta nie stać na dalsze ubożenie walorów przyrodniczych, zwłaszcza, że jesteśmy w momencie trwającego kryzysu różnorodności biologicznej oraz kryzysu klimatycznego. Jesteśmy jednym z olbrzymiej liczby gatunków zasiedlających planetę, co więcej – jesteśmy od nich zależni i związani wieloma połączeniami ekologicznymi. Jako inteligentny, analityczny i przywiązujący wagę do etyki i moralności gatunek o dużych możliwościach przekształcania swojego otoczenia powinniśmy jednocześnie działać odpowiedzialnie. Jako członkinie i członkowie inicjatywy społecznej Wrocławska Przyroda postanowiliśmy działać lokalnie na rzecz przyrody naszego miasta. Przyroda stanowi niezwykle cenny zasób, w związku z tym powinna podlegać skutecznej i efektywnej ochronie.

Ale czy w mieście jest miejsce na przyrodę? Czy osoby, które chcą pobyć wśród zieleni, nie powinny wyjechać poza nie?

Obszary przyrodnicze, czy też obszary zieleni naturalnej to infrastruktura krytyczna, świadcząca człowiekowi liczne tzw. usługi ekosystemowe. Są to tereny naturalnej retencji, oczyszczają powietrze z zanieczyszczeń pyłowych, łagodzą skutki zmian klimatycznych, zwłaszcza latem (co wyraźnie pokazuje m.in. wykonana przez nas analiza warunków termicznych na podstawie danych z satelity – można ją znaleźć na naszym fanpage na Facebooku). Jest to dla wielu ludzi (w tym wielu dzieci) jedyny kontakt z przyrodą, a taki kontakt pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie oraz zdrowie. Można też popatrzeć na problem z innej strony – obecnie ok. 50% ludzi na świecie mieszka w miastach, szacuje się, że obszar zajmowany przez ośrodki miejskie może w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat wzrosnąć nawet trzykrotnie – gdzie wówczas znajdziemy przyrodę? Ona cały czas nam ustępuje. Miasta się rozrastają, przez co zwierzęta i rośliny są wypychane coraz dalej. A co jest poza miastem? Wsie również zmieniają swój charakter, rozbudowują się i zajmują coraz większą przestrzeń. Zabieramy coraz więcej miejsca pod zabudowę, usługi, magazyny, tartaki, pola uprawne itp. Niebawem przyrodzie nie zostanie wiele miejsca. Poza tym nie ma jednej przyrody. Jest wiele różnorodnych i unikalnych siedlisk przyrodniczych, każde z nich posiada swoje walory. Las łęgowy w dolinie rzeki jest inny niż łąka modraszkowa na Biskupinie.

Mamy już we Wrocławiu obszary Natura 2000. Czy to nie wystarczy? Jaka jest różnica pomiędzy ochroną w ramach Natura 2000 a tą postulowaną przez Was?

Każda forma ochrony ma swoją specyfikę i cel powstania, a europejskie i polskie prawo daje nam różne narzędzia, w zależności od tego co i w jakiej skali chcemy chronić. Obszary Natura 2000 mają za zadanie chronić konkretne, wytypowane przez Unię Europejską siedliska przyrodnicze, cenne i zagrożone w skali całej Europy. Ochrona, którą my postulujemy, ma za zadanie chronić lokalną różnorodność biologiczną, gatunki i siedliska unikalne w skali regionu lub miasta. W większości przypadków chodzi o ochronę naprawdę niewielkich terenów, będących jednocześnie prawdziwą enklawą przyrodniczą. Chodzi o ochronę naszych wrocławskich perełek, którymi miasto powinno się chwalić i dbać o nie ze wszystkich sił. We Wrocławiu nie ma obecnie ani jednego rezerwatu, funkcjonują w pełni jedynie dwa użytki ekologiczne – na tle pozostałych miast wojewódzkich wypadamy bardzo źle. Biuro prasowe Urzędu Miasta Wrocławia opublikowało informację, że 41% powierzchni miasta to zieleń – to duża manipulacja, bowiem w tę powierzchnię wliczane są także sztuczne nasadzenia roślin gatunków niewystępujących naturalnie w mieście czy parki jako całość (a zatem także powierzchnia zajęta przez np. plac zabaw w obrębie parku). Jeżeli chcemy myśleć o realnej ochronie przyrody musimy myśleć ekosystemowo, musimy myśleć ekologicznie – ale “ekologicznie” w rozumieniu naukowym, czyli o zależnościach między organizmami.

zdjęcie przedstawia Bulwar Zwierzyckiego, w którym ma powstać Bulwar Fizyków - Ogród Doświadczeń
fot. Aleksandra Draus

Dlaczego wybraliście akurat te obszary?

Są to w większości miejsca znane doskonale wrocławskim przyrodnikom, zbadane przez nas, wyróżniające się szczególnymi walorami – mamy więc Pola Irygacyjne, od lat będące przedmiotem szczególnego zainteresowania aktywistów, przyrodników-amatorów, naukowców-biologów z UWr i postulowane do objęcia ochroną rezerwatową. Mamy m.in. niewielki zbiornik za Centrum Handlowym Korona na Sołtysowicach, który jest niezwykle cennym miejscem rozrodu wielu gatunków płazów oraz siedliskiem wielu rzadkich ptaków. Mamy też kilka obszarów w dolinach rzek, które warto chronić nie tylko ze względu na ich walory krajobrazowe, ale i funkcję przewietrzającą miasto. Warto dodać, że to nie jest skończona lista – na fanpage inicjatywy zachęcamy, by zgłaszać nam inne tego typu warte ochrony tereny.

Jaka jest różnica pomiędzy proponowanymi przez Was formami ochrony: rezerwat przyrody, użytek ekologiczny, zespół przyrodniczo-krajobrazowy?

Rezerwat to forma ochrony o największym reżimie ochronnym spośród wymienionych, obejmuje obszary i elementy przyrodnicze o szczególnych walorach. Co istotne, w obrębie rezerwatu można wyznaczyć strefy różnego rodzaju ochrony – ścisłej, czynnej czy krajobrazowej, co pozwala elastycznie i efektywnie zarządzać przedmiotem ochrony. Dla rezerwatu sporządza się tzw. plan ochrony, czyli dokument, który określa cele ochrony, zadania ochronne oraz reguły udostępnienia rezerwatu. Jest to gwarant zachowania przyrody w jak najlepszym stanie. Użytkiem ekologicznym obejmuje się obszary niewielkie, ale przyrodniczo cenne. Z kolei zespół przyrodniczo-krajobrazowy tworzy się dla ochrony wyjątkowo cennych fragmentów krajobrazu, zarówno przyrodniczego jak i kulturowego.

Czy przeciętny wrocławianin lub wrocławianka coś na tym zyska?

Zależy, jak rozumiemy „zysk”. Poza wymienionymi przeze mnie wyżej usługami ekosystemowymi istnieje jeszcze jedna kwestia – bez przyrody nie przetrwamy. Każdy jeden owad, płaz czy ssak jest elementem ogromnej sieci powiązań troficznych. Trochę jak w grze jenga – możemy wyjąć kilka klocków i nic się nie stanie, ale za którymś razem po usunięciu klocka wszystko rozsypie się po stole. Ochrona przyrody to ochrona ekosystemu, którego częścią jesteśmy. A nasze wrocławskie walory przyrodnicze to skarby, o które powinniśmy tak samo dbać jak o np. zabytki. Dzięki ochronie przyrody w mieście na pewno zyskają osoby najbardziej narażone na zmiany klimatyczne – osoby starsze czy ze schorzeniami układu krążenia. Wśród tych osób bowiem coraz częstsze i silniejsze fale upałów są przyczyną nadmiarowych zgonów.

Jak przekonać wrocławian do działań na rzecz ochrony środowiska? I czy w ogóle – przekonywać? Czy nasz wpływ jako jednostek na środowisko w dobie zmian klimatycznych w ogóle ma sens?

Jako edukatorka przyrodnicza widzę sens w przekonywaniu ludzi do działań na rzecz ochrony środowiska. Wraz z pozostałymi osobami ze stowarzyszenia NATRIX prowadzimy zajęcia edukacyjne, głównie dla dzieci. Pokazujemy, dlaczego nie warto przyrody się bać i jak ciekawe stworzenia żyją wokół nas, chociaż często sobie z tego sprawy nie zdajemy. Nawet jeżeli nie zmienimy całego świata to możemy zmienić świat komuś lub czemuś. Od 2010 roku współkoordynuję akcję przenoszenia płazów na wrocławskim Zalesiu – to są tysiące uratowanych zwierząt, dzięki tym działaniom ta populacja wciąż żyje i ma się dobrze. To są realne efekty na skalę lokalną. Miliony lokalnych działań przekładają się na presję, która może mieć znaczenie. Proszę spojrzeć na sprawę jajek „trójek” czy produkowanie zamienników mięsa przez duże koncerny – coraz więcej osób dba o to, by jedzenie na ich talerzu wiązało się z mniejszym cierpieniem. Początkowo lobbing w tej sprawie traktowany był niepoważnie, obecnie mamy do czynienia z konkretnymi ruchami marketingowymi w odpowiedzi na presję konsumencką. Mam głęboką nadzieję, że ochrona przyrody również zmierza w tę stronę – realnych działań globalnych graczy w odpowiedzi na presję ze strony społeczeństwa. I tym kontekście przekonywanie ludzi do ochrony przyrody, czy szerzej – ochrony środowiska, jak najbardziej ma sens.

A dokąd pójść na spacer w weekend? Czy ma pani swoje ulubione zielone miejsce we Wrocławiu?

Moim ulubionym zielonym miejscem są pozostałości starorzecza na Wyspie Opatowickiej. Jeżeli przyjść wiosną to można zobaczyć np. niebieskie (!) żaby moczarowe, posłuchać głosów kumaków nizinnych, brzmiących, jakby ktoś dmuchał w szyjkę butelki. Jeżeli cierpliwie poczekamy, to można zobaczyć sunącego po wodzie zaskrońca, poobserwować raniuszka (taką latającą puchatą małą kulkę) albo odpoczywającego na kłodzie zimorodka. Poza tym polecam wsiąść na rower i zwiedzić kawałek po kawałku Wrocław z perspektywy wałów przeciwpowodziowych – mnie taka forma spędzania wolnego czasu niesamowicie relaksuje.

Bardzo dziękuję. 


Aleksandra Kolanek – doktorantka w Zakładzie Geoinformatyki i Kartografii na Wydziale Nauk o Ziemi i Kształtowania Środowiska Uniwersytetu Wrocławskiego. Absolwentka dwóch kierunków na UWr: geografii i biologii, miejska aktywistka, prezeska Towarzystwa Herpetologicznego NATRIX. Przenosi ropuchy, bada węże i pożary lasów, edukuje ludzi w jaki sposób godzić interesy człowieka z ochroną przyrody i klimatu, działa w społecznej inicjatywie Wrocławska Przyroda, która opracowała w 2021 roku listę Przyrodniczych Obszarów Priorytetowych Wrocławia. Naukowo jako geoinformatyk zajmuje się modelowaniem wpływu czynników naturalnych i antropogenicznych na zjawiska przyrodnicze i rozmieszczenie gatunków.

Aleksandra Kolanek


lis
fot. Pixabay

Uniwersytet Wrocławski w rankingu THE Impact został uznany za najbardziej ekologiczną polską uczelnię (więcej na naszej stronie). To wyróżnienie nie jest przypadkowe, bo uczelnia od lat angażuje się w przedsięwzięcia związane z ochroną przyrody, także tej najbliższej, wrocławskiej.

Przykładem jest projekt „Dzikie w mieście” realizowany wspólnie z wrocławskim ZOO i urzędem miasta. Okazuje się bowiem, że na terenach miejskich znajdują się nie tylko obszary cenne przyrodniczo, o których mówi Aleksandra Kolanek, ale można tu spotkać także dzikie zwierzę. Przedsięwzięcie, z ramienia UWr koordynowane przez dziekana Wydziału Nauk Biologicznych, dr. hab. inż. Marcina Kadeja, prof. UWr, ma promować praktyki, które będą wspierały zwierzęta w miastach i eliminowały sytuacje konfliktowe z ludźmi.

A takich potencjalnie może być sporo. W samym 2020 r. urząd miejski odnotował 991 interwencji z udziałem dzikich zwierząt. Wydział Środowiska i Rolnictwa prowadzi pogotowia interwencyjnego ds. dzikich zwierząt. Całodobowo infolinię obsługuje Centrum Zarządzania Kryzysowego. Pod numer 71 770 22 22 należy dzwonić w sytuacji nagłych zdarzeń z udziałem dzikich zwierząt.

W spokojniejszych czasach warto zapoznać się ze stroną „Dzikie w mieście”. Stanowi ona bogaty zbiór informacji o dzikich zwierzętach w mieście, zawiera także liczne materiały poradnikowe, pokazujące m.in. jak zwykły „mieszczuch” może wspomóc bioróżnorodność albo pomóc zapylaczom. Na stronie można też znaleźć odpowiedź np. na pytanie, co zrobić, kiedy nietoperz wpadnie do mieszkania, jak zbudować oczko wodne służące płazom itp.

Kaczka podgorzałka
Krzysztof Kałużny/ZOO

Innym przykładem naszych ekologicznych działań jest „Projekt podgorzałka” realizowany wspólnie z wrocławskim ZOO. Podgorzałka to gatunek rzadko występującej kaczki, narażonej na wyginięcie. To ptak migrujący – zimę spędza głównie poza Europą. Podgorzałki żyją w płytkich zbiornikach bogatych w roślinność i bezkręgowce, po które nurkują. Chociaż są wszystkożerne, w ich diecie dominuje materiał roślinny, taki jak nasiona, korzenie i rośliny wodne. Nie pogardzą mięczakami (ślimakami), czy też owadami, płazami i małymi rybami.

W Polsce, w latach 2018-2020 ich populację oszacowano raptem na 100-130 par, czyli kilka razy mniej niż kilkadziesiąt lat temu. W latach 80. ubiegłego wieku w naszym kraju naliczono ok. pół tysiąca par, a najwięcej można było ich spotkać na Stawach Milickich, gdzie mieści się Stacja Ornitologiczna UWr. W maju tego roku do rezerwatu trafiły 22 kaczki. Ale to dopiero początek. Projekt potrwa pięć lat, a docelowo na Stawach ma zamieszkać kilkaset podgorzałek. „Nasze” podgorzałki otrzymały obrączki identyfikacyjne i są stale monitorowane przez pracowników Stacji. Jak mówi Beata Orłowska ze Stacji Ornitologicznej, trudno w tym momencie mówić o powodzeniu projektu, a na jakiekolwiek wnioski można sobie pozwolić dopiero za kilka lat. Na razie jednak widać, że podgorzałki dobrze sobie radzą w nowym środowisku.

Trzymamy kciuki za losy podgorzałki, a sobie i Państwu życzymy jak najdzikszego Wrocławia – z korzyścią dla nas wszystkich.

Widok na staw, na pierwszym planie krzewy z żółtymi, jesiennymi liśćmi.
fot. B. Orłowska/UWr

Dodane przez: Agata Kreska

4 sie 2022

ostatnia modyfikacja: 5 sie 2022