Strona używa plików cookies więcej

Wydarzenia

Dr Paula Wiśniewska: własny grant nauczył mnie odpowiedzialności

Dr Paula Wiśniewska zakończyła swój pierwszy grant badawczy w wieku zaledwie 28 lat. Zdobyła na niego środki już na pierwszym roku studiów doktoranckich. Mateusz Bartoszewicz rozmawia z młodą panią doktor o realizacji grantu, osiąganiu celów i niezwykle istotnej relacji z promotorem.

Doktorat z nauk politycznych, ponad rok pracy na uczelni w charakterze adiunkta, bogate doświadczenie grantowe, w tym kierownictwo projektu finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki, doświadczenie zarządcze w samorządzie doktoranckim. To wszystko w wieku zaledwie 28 lat. Jak znalazłaś czas na tyle aktywności?

To jest bardzo dobre pytanie. Sama sobie je zadaję, kiedy jest już 22:00, a ja dalej pracuję [śmiech]. Faktycznie, jak na 28 lat to całkiem sporo, tym bardziej, że średnia w Polsce – jeśli chodzi o obronę doktoratów – to 30 lat. Myślę, że to głównie zasługa ambicji i determinacji. Nie poddaję się i walczę o cele, które sobie wyznaczam, jak np. moje trzyletnie kierownictwo w projekcie PRELUDIUM.

Moje zainteresowania badawcze skupiają się wokół Parlamentu Europejskiego, więc dość dużo czasu spędziłam na pokładach samolotów na trasie Bruksela – Wrocław. Tęsknie za tym podczas pandemii. Oprócz tego, na początku swojej kariery naukowej, byłam zatrudniona przy innym projekcie finansowanym z Narodowego Centrum Nauki w charakterze stypendystki. Z kolei na trzecim roku studiów miałam możliwość pracy w charakterze asystentki przy projekcie o migracjach finansowanym ze środków HORYZONT 2020. Ten ostatni projekt dał mi bezcenne doświadczenie – mogłam zobaczyć, w jaki sposób wygląda praca w ramach międzynarodowego konsorcjum.

Młody wiek? To prawda! Często ludzie nie wierzą, kiedy mówię, że mam stopień doktora. Bądźmy szczerzy – jestem poniżej średniej wieku pracowników uniwersyteckich w Polsce. Gdy myślimy o wykładowcach, mamy przed oczami raczej obraz starszego pana w okularach, z teczką. W tym sensie absolutnie nie wpisuję się w schemat.

Wspomniałaś, że ważnym punktem pracy naukowej była dla ciebie realizacja grantu PRELUDIUM przeznaczonego dla naukowców jeszcze nieposiadających stopnia doktora. Realizowałaś go w latach 2017-2020, ale sam grant uzyskałaś, będąc jeszcze na pierwszym roku doktoratu. To nie lada osiągnięcie! Sam ostatnio aplikowałem, niestety, bez skutku. Tym bardziej robi na mnie wrażenie Twoje osiągnięcie. Jak oceniasz efektywność tej formy finansowania badań dla młodych i ambitnych naukowców – tj. grantów PRELUDIUM?

Świeżo po rozmowie kwalifikacyjnej na studia doktoranckie, miałam lecieć do Mołdawii z moją ówczesną promotor, prof. Anną Pacześniak. Naszym celem była realizacja projektu młodzieżowego finansowanego w ramach programu ERASMUS+. Siedziałyśmy rano na lotnisku i promotor – wówczas realizująca SONATĘ – trochę ni stąd ni zowąd oznajmiła, że też powinnam złożyć wniosek o finansowanie badań podstawowych. Usłyszałam: – Pani Paulo, na początku Pani nie dostanie grantu, ale recenzenci sprawdzą Pani wniosek i będzie Pani wiedziała, co poprawić w przyszłości.

Ale okazało się, że jednak grant otrzymałam.

Paradoksem jest to, że moje niewielkie doświadczenie naukowe okazało się w tym przypadku zaletą. Jako od osoby „młodej badawczo” nikt z recenzentów na pierwszym roku studiów doktoranckich nie wymagał ode mnie większego dorobku, tak jak się tego oczekuje od starszych doktorantów.  Poza tym wniosek, powiem nieskromnie, był naprawdę dobrze przygotowany.

Grant badawczy bardzo mobilizuje. W moim przypadku projekt był powiązany z doktoratem, więc z jednej strony wiedziałam, że po prostu muszę to zrobić, a z drugiej miałam to szczęście, że niejako zajmowałam się i grantem, i doktoratem jednocześnie. W ramach PRELUDIUM badałam relacje między europartiami a grupami politycznymi funkcjonującymi w Parlamencie Europejskim. Natomiast sam doktorat dotyczył partii politycznych na poziomie europejskim.

Moje badania opierały się na metodach jakościowych – obserwacji i wywiadach pogłębionych, ustrukturyzowanych. W momencie, gdy okazywało się, że nie mogę wejść „drzwiami” na posiedzenie danej komisji, grupy albo napotykałam na problem z dostępnością do eurodeputowanych, wchodziłam „oknem”. Warunkował to mój plan badawczy i umowa podpisana z Uniwersytetem oraz Narodowym Centrum Nauki. Miałam zobowiązania terminowe i finansowe, z których rozliczałam się wobec promotora, Uniwersytetu i zewnętrznych jednostek. To mi bardzo pomogło.

Projekt składany o finansowanie w ramach PRELUDIUM poddawany jest najpierw zewnętrznej ocenie w Polsce, a następnie recenzji międzynarodowych naukowców. A zatem my już w momencie aplikowania musimy dokładnie wiedzieć, co chcemy zrobić. Dzięki przygotowywaniu wniosku zdobywamy doświadczenie, warsztat naukowy, zagłębiamy się w konkretną metodologię. Wobec czego, jak już zaczynamy pracę, jest nam łatwiej. W mojej opinii to wprowadzanie uniwersytetów w XXI wiek. Dzięki takim projektom stajemy się doceniani w środowisku akademickim.

Otrzymanie grantu PRELUDIUM wiąże się z pełnieniem funkcji kierownika. To duże wyzwanie i jeszcze większa odpowiedzialność.

Zgadza się. Moje doświadczenie grantowe zaczęło się od bycia stypendystką. Bycie kierownikiem, a wykonawcą, to są dwie zupełnie różne funkcje. Jak się wchodzi w jakiś projekt jako wykonawca, odczuwa się wsparcie grupy, która już dysponuje określonymi narzędziami badawczymi. W grupie zwykle wszyscy wzajemnie sobie pomagają. Mówią, o czym jeszcze trzeba pamiętać, jak coś zrobić, na czym przede wszystkim się skupić. Poza tym ktoś inny bierze na siebie odpowiedzialność za raporty, spotkania z administracją uniwersytecką, dopilnowanie, żeby się to wszystko składało w jedną całość.

Tymczasem samemu będąc kierownikiem grantu, człowiek uczy się odpowiedzialności i tego, że jeżeli sam czegoś nie zrobi, to nikt nie zrobi tego za niego. Stąd też PRELUDIUM może troszeczkę zrażać. Wszak praca i przygotowywanie wszystkiego samemu, poczynając od zbierania danych, aż po późniejszą ich samodzielną analizę – to jest ogrom pracy dla jednej osoby. Nie ma się z kim podzielić pracą. Co prawda jest opiekun naukowy, ale to nie jest to samo, to już nie ten poziom odpowiedzialności. Konkludując – PRELUDIUM uczy odpowiedzialności.

Wspomniałaś o opiekunie naukowym, wcześniej o promotorze. Jaka jest Twoim zdaniem jego rola?

Ogromna. Niestety, nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak istotny jest odpowiedni wybór promotora. Pisząc prace licencjackie lub magisterskie, zazwyczaj myślimy sobie: ważne, żeby promotor był, ale w sumie jakby go nie było – to trudno. Moim zdaniem rola promotora na studiach doktoranckich opiera się przede wszystkim na odpowiednim pokierowaniu młodej osoby, np. na informowaniu o możliwości składania wniosków o dofinansowanie. Oprócz tego kluczowe jest wprowadzenie w świat nauki, zachęcanie do wyjazdów na konferencje, wciąganie we własne granty. To jest bardzo istotne – uczenie pewnego rodzaju fachu i przygotowywanie do tego, aby doktorant po ukończeniu studiów był w stanie samodzielnie prowadzić badania.

Moja promotor, prof. Anna Pacześniak, powiedziała mi kiedyś, że jeżeli między doktorantem a promotorem „nie ma chemii”, to jest to takie małżeństwo z rozsądku przez cztery lata [śmiech].

Znam osoby, które promotora widują raz, w porywach dwa razy w roku, gdy przychodzi do podpisywania dokumentów. W moim odczuciu to nie na tym powinno polegać. To powinna być relacja mistrz-uczeń. Tym też kierowałam się przy wyborze promotora. Spodziewałam się, jak będzie, bo współpracowałam już wcześniej z panią profesor, która była opiekunem mojego koła naukowego.

Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że bardzo ważne jest, kogo się na swojej drodze spotyka. Śmiało mogę powiedzieć, że w tej kwestii miałam dużo szczęścia. Oprócz prof. Pacześniak, dużo wsparcia otrzymałam także ze strony m.in. prof. Patrycji Matusz, kierowniczki grantu HORYZONT 2020, w którym brałam udział. Z nią miałam również okazję współpracować z tytułu bycia członkiem Wydziałowej Rady Doktorantów. Kolejną osobą jest kierownik Katedry Studiów Europejskich na UWr, prof. Piotr Grabowiec, aktualnie mój bezpośredni przełożony. Również był osobą, na którą zawsze mogłam liczyć.

Mamy tu bez wątpienia do czynienia ze swoistą socjalizacją. O tym się mało mówi, ale jest to bardzo ważne, kto nas socjalizuje. Oczywiście, w tym procesie mamy wiele pracy własnej doktoranta, ale przecież już same nazwy „szkoła doktorska” i „studia doktoranckie” wskazują, że ktoś nas tu jeszcze czegoś uczy. I – moim zdaniem – powinni nas uczyć, podobnie jak powinna być również powszechna tego świadomość.

Czyli ważne jest wprowadzenie w naukową kulturę organizacyjną, w tym m.in. uczestniczenia w konferencjach, prezentowania referatu czy organizacji wydarzeń naukowych.

Tak, jest to ważne. Pierwsze takie doświadczenia zdobywałam jeszcze w kole naukowym. Mam wrażenie, że moje koleżanki i koledzy, zaczynając szkołę doktorską, przez pierwszy rok dopiero się orientują. Aha, to jakie są konferencje, na którą by tu warto pojechać, jak napisać dobry artykuł naukowy, itd. Potrzebują czasu na rozruch. Trochę jak w firmie: przychodzimy, zaczynamy od praktyk, stażu i dopiero później jesteśmy zatrudniani.

W moim przypadku doświadczenie zdobyte w kole naukowym sprawiło, że od początku studiów doktoranckich dużo wiedziałam o organizacji konferencji, projektach i publikacjach. W tym sensie można zaryzykować twierdzenie, że byłam dobrze przygotowywana do studiów doktoranckich. Może właśnie to pozwoliło mi zrobić doktorat w trzy lata?

Rozmawiał Mateusz Bartoszewicz

Zdjęcie: Tomasz Walków

Wywiad został przygotowany i przeprowadzony dla portalu eDoktorant.pl

Paula Wiśniewska – doktor nauk społecznych w dyscyplinie nauki o polityce i administracji. Adiunkt w Katedrze Studiów Europejskich w Zakładzie Europejskich Procesów Politycznych Uniwersytetu Wrocławskiego. W latach 2017-2020 kierowniczka projektu badawczego “Relacje między europartiami a grupami politycznymi w Parlamencie Europejskim” finansowanego ze środków Narodowego Centrum Nauki (grant Preludium). W latach 2016-2017 stypendystka w projekcie badawczym „Polskie partie polityczne w relacji z otoczeniem społecznym – analiza strategii organizacyjnych i komunikacyjnych” finansowanego ze środków Narodowego Centrum Nauki, kierowanego przez dr hab. Annę Pacześniak, prof. nadzw. UWr. W 2019 roku asystentka w projekcie „Advancing Alternative Migration Governance” (ADMIGOV), finansowanego ze środków Komisji Europejskiej w ramach programu Horyzont 2020, kierowanym przez dr hab. Patrycję Matusz, prof. nadzw. UWr. Członkini “Team Europe” działającym przy Komisji Europejskiej w Polsce. Opiekunka Koła Naukowego Studentów Europeistyki „Projekt Europa”. Koordynatorka studiów anglojęzycznych MA European Studies.

Mateusz Bartoszewicz: doktorant nauk o polityce i administracji na Uniwersytecie Wrocławskim. Od czerwca 2019 roku Przewodniczący Samorządu Doktorantów UWr. Przygotowuje pracę doktorską pt. „Mechanizmy propagandy politycznej w polskich tygodnikach opinii – analiza porównawcza”. Zainteresowania badawcze: komunikowanie polityczne, współczesna propaganda i socjotechnika, marketing polityczny, psychologia społeczna.

Dodane przez: Małgorzata Jurkiewicz

20 Lis 2020

ostatnia modyfikacja: 26 Lis 2020