Strona używa plików cookies więcej

Wydarzenia

In memoriam: dr hab. Bogusław Bednarek

Bogusław Bednarek (1950-2021)

Wieloletni pracownik Instytutu Filologii Polskiej, znany jako prowadzący „Labirynty kultury”, cykl telewizyjnych programów kulturalnych. Zajmował się kulturą średniowiecza (zwłaszcza eposami i sagami skandynawskimi) oraz literaturą baroku.


Należał do tego rocznika wrocławskich polonistów, którzy w roku 1968 zaczynali studia, ja zaś wtedy debiutowałem w roli pracownika naukowo-dydaktycznego naszego uniwersytetu. Tak się złożyło, że od II roku byłem nawet ich instytutowym opiekunem.

Pięcioro z nich zostało na uczelni, a wśród nich – Bogusław Bednarek, który pracę magisterską napisał pod kierunkiem prof. Władysława Floryana, zgodnie uznawanego przez wszystkie powojenne generacje studenckie za wybitnego oratora. Poszedł Bogusław w ślady swego Nauczyciela, od razu zdobywając sławę niezwykłego mistrza sztuki retorycznej. Obsłużył dlatego z okolicznościowymi wykładami – poza obligatoryjnymi zajęciami uczelnianymi – setki konferencji, sympozjów, zjazdów polonistycznych, inauguracji roku akademickiego i spotkań wszelkiego typu, goszcząc na scenach różnych instytucji – szkół, klubów, teatrów, akademików, auli uniwersyteckich, wzbudzając powszechny podziw i często bawiąc audytorium do łez. I ja czuję się Jego niewypłacalnym dłużnikiem uczuciowym, gdy wspominam wspaniały oratorsko i aktorsko wykład, który wygłosił na uroczystości moich 70. urodzin, będącej zarazem moim pożegnaniem ze służbą czynną na Uniwersytecie Wrocławskim.

Jego kunsztowi słowa, niezwykłym środkom stylistycznym w czasie wystąpień stosowanym, poświęcono prace licencjackie i magisterskie, a powszechne uznanie i wielką popularność ugruntowały telewizyjne „Labirynty kultury”, od wielu lat, niestety, już nienagrywane, ale – na szczęście – przez wrocławską telewizję ciągle powtarzane.

Zapracował prof. Bogusław Bednarek na tę sławę i popularność swym niezwykłym oddaniem pracy naukowej, umiłowaniem książek i filologicznych poszukiwań. Kto policzy wszystkie godziny spędzane w legendarnym gabinecie przy pl. Nankiera nad encyklopediami, tekstami źródłowymi, kulturoznawczymi i historycznoliterackimi? Najczęściej opuszczał ten gabinet w późnych godzinach wieczornych. Był on jego umiłowaniem i całym życiem w najdosłowniejszym znaczeniu – tak jak były nimi biblioteki wrocławskie z ossolińską na czele.

Ten niezwykły erudyta, zatopiony w książkach całymi godzinami, był zarazem – też w najdosłowniejszym znaczeniu – człowiekiem radości i zabawy, obdarzonym wyjątkowym poczuciem humoru, ozdobą wszelkich spotkań towarzyskich, a w ostatnich latach – również estrad kabaretowych. Trudno sobie także wyobrazić najrozmaitsze spotkania i uroczystości na polonistyce wrocławskiej bez jego niezapomnianych przemówień, błyskotliwej konferansjerki i uroczych wierszy specjalnie na te okazje przez niego napisanych.

Poza wszystkim, a to jest w gruncie rzeczy najważniejsze, był człowiekiem dobroci, łagodności, towarzyskiego taktu i uśmiechu. Na jego widok ludziom pogodniały twarze. I taki pozostanie w mojej pamięci – najlepszej, najserdeczniejszej, najwdzięczniejszej.


Autorem wspomnienia jest prof. Jan Miodek.


Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduję się na dokładny i pełny opis wieloletniej znajomości, zażyłości i przyjaźni z Mistrzem. Teraz, gdy minęło ledwie kilka dni od jego odejścia, stać mnie wyłącznie na garść drobnych wspominków, na krótki stimmung przypominający starą, porwaną, taśmę filmową. Zapis ten jest niekompletny, zdawkowy i zapewne zrozumiały wyłącznie dla mnie. Spróbuję się nim, mimo wszystko, podzielić.

W roku 1982 miałem dziewiętnaście lat i nie dostawszy się do szkoły teatralnej zacząłem studia polonistyczne. Opiekunem mojego roku był młodziutki wówczas dr Bogusław Bednarek. Prowadził zajęcia z literatury staropolskiej i barokowej. Myślę po latach, że zarówno ja jak i wielu kolegów, nie do końca przekonanych co do słuszności wybranego kierunku, przychodziło na uczelnię głównie z powodu dr. Bednarka. Cudownych profesorów mieliśmy wielu – Czesław Hernas, Jerzy Woronczak, Bogdan Siciński, Mieczysław Klimowicz, Maria Szczerbicka – Ślękowa, ale trzydziestodwuletni Bednarek, naście lat od nas starszy, był kimś kogo chcieliśmy słuchać. Mieliśmy dla Niego wielki szacunek i pewnie dlatego na arcytrudnym kolokwium z Pisma Świętego nikt nie ściągał, bo byłoby nam wstyd, gdyby doktor nas na tym przyłapał. Z wypiekami na licach czekaliśmy na zajęcia  – opowieść o śmierci Rolanda, Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią, czy Pamiętniki Paska jawiły nam się jak najwspanialsze teatrum. Dr Bednarek miał czas dla każdego. Do zadymionego gabinetu nr 129 chodziliśmy chętnie i często, nie tylko w godzinach konsultacji i zadręczaliśmy naszego opiekuna mniej lub bardziej bzdurnymi pytaniami i problemami. Nigdy nie okazał zniecierpliwienia i ze stoickim spokojem, rzeczowo, wyjaśniał wątpliwości każdemu studenciakowi. Starał się po prostu traktować tę swoją trzódkę jak równorzędnych partnerów.

Jakoś tak na początku drugiego roku, w listopadzie lub w pierwszych dniach grudnia, pochowaliśmy na Osobowicach kolegę. Pamiętam, że był to bardzo zdolny i ambitny chłopiec, nazywał się Jacek Rodak. Po jego pogrzebie dr Bednarek zabrał mnie do miasta. Wylądowaliśmy w barze Miś na pierogach i długo rozmawialiśmy o śmierci, odchodzeniu i innych sprawach ostatecznych. Tak chyba narodziła się obopólna sympatia i zaczęły powstawać zręby przyszłej zażyłości. Później Bogusław recenzował moją pracę magisterską i bardzo mnie wspomógł gdy przygotowywałem dla Ossolineum antologię opowiadań wampirycznych, zatytułowaną Pokój na wieży.

Nie zostałem jednak sławnym historykiem literatury, trafiłem do telewizji, lecz moja współpraca z Mistrzem – choć w innej niż dotąd formie – trwała nadal. Stworzyliśmy trzyodcinkowy mini – cykl zatytułowany W krainie demonów, a ponieważ szefostwu spodobała się postać Narratora, Piotr Sędzikowski – operator kamery – namawiał mnie gorąco do stworzenia autorskiego programu dla Bogusława. Tak narodziły się  Labirynty kultury – sto pięćdziesiąt odcinków wyprodukowanych w latach 1995-2008, a emitowanych do dzisiaj. Mistrz Bednarek zabierał widzów w świat toposów, mitów i symboli, intrygujących postaci, wybitnych dzieł i literackich bohaterów. Przyznam, że i dla mnie była to znakomita okazja do przypomnienia i poznania wątków ominiętych podczas studiów i tych, o których wiedza po prostu uleciała. Boguś stosował starą metodę „bawiąc – uczyć”, a myśmy mu tylko pomagali, wprowadzając elementy fabuły i inscenizacji. Pierwszym odcinkiem, w styczniu roku 1995, był Wąż, a ostatnim – z marca 2008 – Horror. Trzynaście lat fantastycznej współpracy, która stworzyła ekipę kumpli, ekipę określaną przez Mistrza Bogusława mianem Labiryntowców. Wspieraliśmy się nawzajem, pomagaliśmy sobie, a od czasu do czasu mimo ciężkiej pracy znajdowaliśmy radość we wspólnym spożywaniu tak zwanych halucynogenów, wyprawiając niekiedy drobne brewerie. Zasada wypracowana wówczas obowiązuje po  dziś dzień – „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

Te kilkanaście lat wspólnej roboty to również wiele sytuacji anegdotycznych, czasem śmiesznych, a niekiedy podszytych strachem i nerwami. Oto garść przykładów. Historia pierwsza – Profesor – kierowcą. Rzecz rozegrała się na Cmentarzu Grabiszyńskim. To były chyba Uwagi śmierci niechybnej ks. Baki. Wymyśliłem sobie sytuację, w której Boguś wjeżdża w kadr karawanem. Problem polegał jednak na tym, że jedynym pojazdem jaki Mistrz potrafił prowadzić był rower. Ustawialiśmy zatem plan, a w tym czasie Professore trenował przejazdy pod opieka Pana Karawaniarza. Najpierw wyrwał ławkę nieopodal kaplicy, potem zaś przeleciał pędem przed obiektywem. Na nieszczęście Maciek Wielowieyski nie zdążył włożyć kasety do kamery a upiorny pojazd pognał dalej. Zrozpaczony Charon tłukł Bogusia po rękach i usiłował mu odebrać kierownicę. Na próżno! Z jakimś dziwnym stuporem profesor skręcił w prawo kasując trzy nagrobki. Z tego trzeciego odpadł krzyż i uderzając w czwarte miejsce wiecznego spoczynku odłamał spory fragment płyty z marmuru carraryjskiego. Karawan osiadł. Zapadła złowroga cisza. Po kilkunastu sekundach zabłysły ozdobne latarnie pojazdu, a z głośnika popłynął śpiew „Anielski orszak niech twą duszę przyjmie”. Jak łatwo się domyślić zatrzymali nas na tym cmentarzu, a biedny producent musiał zapłacić za naukę jazdy całkiem sporą sumkę.

Obrazek drugi – Profesor woźnicą. Działo się w szkole rolniczej w Krzyżowicach. Tematem odcinka był osioł. Profesor powoził niewielkim wózkiem zaprzężonym w poczciwego kłapoucha. Niestety – osiołek w pewnej chwili wyczuł panią osiołkową mającą ruję i poniósł niczym najprawdziwszy rumak. Gdyby nie szybka interwencja krzepkich pracowników technikum losy Narratora i programu mogłyby potoczyć się  inaczej…

Historia trzecia – Profesor królem Arturem. Labirynty kultury poświęcone Graalowi realizowaliśmy między innymi w rezerwacie archeologicznym w Będkowicach. Boguś z mieczem za pasem, owinięty jutowym workiem i w koronie na głowie odgrywał rolę władcy. Dodajmy – dość przaśnego i wczesnośredniowiecznego. Ja, ubrany w mnisi habit, dzierżyłem w dłoniach dwie połówki kokosa, którymi wystukiwałem rytm imitujący stukot końskich kopyt (pomysł zaczerpnięty z Monty Pythona). Tak dobiegliśmy, czyli dogalopowaliśmy, do budynku bramnego. Ukryty za kamerą Czesio Cyran, nasz wózkarz, zapytał Bogusia głosem godnym Osterwy lub Jaracza: „ktoś ty”? Mistrz odparł tekstem jaki mu napisałem: „Artur, król Brytów, syn Uthera Pendragona”. Nie wiedział biedny, iż tekst ów był efektem umowy między mną a  Piotrem Sędzikowskim. Obiecałem bowiem chłopakom, że grasejującemu Professore sprokuruję zdanie, w którym wielokrotnie wystąpi litera „r”. Tak po prostu, ku radości ekipy. Bogusław nie obraził się, a nawet go to ubawiło.

Nie ma Profesora, nie ma Piotrusia, Czesia i wielu innych przyjaciół. A może właśnie są? Przeglądając stare fotografie trafiłem ostatnio na jedną szczególną – odnalazłem na niej półprzezroczyste sylwetki Bogusia i Piotra – Mistrza Słowa i Mistrza Obiektywu, bez których moje telewizyjne życie byłoby jałowe, pozbawione nuty szaleństwa, a zatem i sensu.


Autorem wspomnienia jest Marcin Bradke.

Prof. Bogusław Bednarek
fot. Dominika Hull

Dodane przez: Agata Kreska

29 paź 2021

ostatnia modyfikacja: 2 lis 2021