Strona używa plików cookies więcej

Nauka

Jak brzmiała Wielkanoc… 300 lat temu?

Zanim zaczniecie czytać... koniecznie użyjcie zamieszczonych linków - by wprowadzić się w klimat świąteczny... i wiedzieć o czym czytacie. To dwa utwory z kilkudziesięciu, które można znaleźć na płycie Saint Amour wydanej przez muzykologa z Uniwersytetu Wrocławskiego dr Grzegorza Joachimiaka. To utwory dolnośląskich twórców: Silviusa Leopolda Weissa, Chaconne F-dur (Weiss SW 62.12), wyk. Jan Čižmář (lutnia 13-chórowa) oraz Esaiasa Reusnera młodszego: Praeludium d-moll (ze zbioru Delitiae testudinis oder Erfreuliche Lautenlust), wyk. Jan Čižmář (lutnia 11-chórowa)

Wielkanoc. Jak brzmiała 300 lat temu na Dolnym Śląsku? Do księgarń trafia właśnie niezwykła książka wrocławskiego muzykologa dr. Grzegorza Joachimiaka. Opowiada ona o fenomenie dolnośląskiej muzyki. Muzyka, która powstawała w regionie, była grana i słuchana w całej Europie. W jednym instrumencie nie było w Europie bieglejszych i zdolniejszych nad Dolnoślązaków. Lutnia. Zapisy tego, co wtedy grano, odnaleziono w klasztorze cysterskim w Krzeszowie. Wiemy, jak ta muzyka brzmiała. Naukowcowi z Uniwersytetu Wrocławskiego udało się zlokalizować wszystkie elementy układanki, która składa się na zbiór Saint Amour. Nie ma drugiego takiego w całej Europie. 

„Lutnia w klasztorze. Fenomen dworskiego instrumentu w kulturze Śląska XVII i XVIII wieku” – tak zatytułowana jest publikacja naukowa Joachimiaka. Muzykolog przeprowadził prawdziwe śledztwo szukając dawnych zapisów utworów na lutnię. Część znalazł we Wrocławiu, część w Warszawie, a część… w bibliotece w Szwecji.

– Warto było szukać, bo to nasz dolnośląski fenomen, który rezonował na całą Europę. Trzeba sobie wyobrazić, że mamy tu kilka zjawisk na raz – po pierwsze utwory, które powstawały na Śląsku potem niczym „popowe przeboje” trafiały na dwory całej Europy. Po drugie muzycy z Wrocławia, Krzeszowa i okolic: można zaryzykować twierdzenie, że nie było lepszych lutnistów nad Dolnoślązaków. Po trzecie wreszcie – Dolny Śląsk zwariował trzy wieki temu na punkcie tego instrumentu – podsumowuje Joachimiak.

Książka, którą napisał, a która ukaże się zaraz po świętach to naukowa opowieść o dawnej muzyce, która na nowo ożyła. Wszystko dzięki płycie, którą autor nagrał z przyjaciółmi kilka lat temu. „Saint Amour – muzyka z rękopisów tabulatur lutniowych cystersów krzeszowskich”. Przed 6 laty po raz pierwszy od ponad dwustu lat usłyszeliśmy, jaką wtedy muzyką rozbrzmiewały dwory, klasztory i przestrzeń publiczna.

– Oczywiście instrumentów było wiele – ale tu w regionie byliśmy ekspertami od gry na lutni. W końcu to instrument dworski, ale w graniu na nim wyspecjalizowali się np. cystersi z Krzeszowa. Narażając się na kary grali wspólnie ze świeckimi. Lutnia w XVII wieku na tych terenach – to była moda na granicy szaleństwa. Śląsk w drugiej połowie XVII i pierwszej połowie XVIII wieku stał się jednym z centralnych, a może nawet najważniejszym punktem na mapie Europy rozwoju i pielęgnowania sztuki gry na lutni. Począwszy od ok. 1710 roku aż do lat 70. XVIII wieku, lutnia i muzyka na nią przeznaczona wciąż pozostawała w centrum zainteresowania krzeszowskiego opactwa Cystersów”. – opowiada Joachimiak

Książka muzykologa z Uniwersytetu Wrocławskiego poświęcona jest kolekcji 15 rękopisów muzycznych z pierwszej połowy XVIII w., zapisanych specyficzną notacją muzyczną tabulatury lutniowej w odmianie francuskiej (literowej). Jest to jeden z największych, jeśli nie największy ze zbiorów tego typu. Dlaczego zatem powstał na Śląsku i w środowisku opactwa cystersów w Krzeszowie?

– To pytanie było moim ‘drivem’ nakręcało do poszukiwań. Po pierwsze – taka lokalna moda. Naprawdę Śląsk trzy wieki temu zwariował na punkcie tego instrumentu. Bo jeśli sięgali po niego cystersi, by wspólnie muzykować ze świeckimi – to jak na tamte czasu był to objaw niemal „muzycznego, pozytywnego opętania”.

Joachimiak ustalił coś jeszcze: zwykle, gdy odkrywamy dawną muzykę wiązała się ona z obrzędowością religijną. Tu jest inaczej, poznajemy „lutnię w stylu pop” – popularne świeckie utwory. Większość tego repertuaru wykonywano na dworach królewskich niemalże całej ówczesnej Europy, ale są też przykłady utworów kompozytorów działających wyłącznie lokalnie, w tym również z grona cystersów.

– Muzyka z lutni wspaniale pasuje do tego czasu, w roku, Wielkanocy, wiosny. Świeża, ożywcza, energetyczna, pogodna. Przyznam, że nie wyobrażam sobie dziś Wielkanocy bez dźwięku lutni w tle. Trochę zwariowałem na punkcie tej muzyki. Jak 300 lat temu Cystersi z Krzeszowa. Ostrzegam – można się od tych dźwięków uzależnić – śmieje się Joachimiak.

„Lutnia w klasztorze. Fenomen dworskiego instrumentu w kulturze Śląska XVII i XVIII wieku” Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego. W księgarniach od początku kwietnia.

Dodane przez: Tomasz Sikora

2 Kwi 2021

ostatnia modyfikacja: 7 Kwi 2021