Strona używa plików cookies więcej

Konferencje / Ludzie / Wydarzenia

Każda literatura ma swoje magdalenki

O zbliżającej się XIII Międzynarodowej Konferencji „Wielkie Tematy Kultury w Literaturach Słowiańskich” z prof. Tadeuszem Klimowiczem i prof. Ewą Komisaruk rozmawia dr Katarzyna Uczkiewicz.

Konferencja: WIELKIE TEMATY KULTURY W LITERATURACH SŁOWIAŃSKICH. PAMIĘĆ

Instytut Filologii Słowiańskiej UWr serdecznie zaprasza na XIII międzynarodową konferencję z cyklu WIELKIE TEMATY KULTURY W LITERATURACH SŁOWIAŃSKICH. W tym roku motywem przewodnim obrad będzie PAMIĘĆ. Ponad stu trzydziestu uczestników z całej Europy dyskutować będzie o jednym z najważniejszych we współczesnej humanistyce zagadnień w czterech sekcjach: rusycystycznej, ukrainistycznej, południowosłowiańskiej i zachodniosłowiańskiej.

Konferencja odbywa się pod Patronatem Rektora UWr, prof. Adama Jezierskiego oraz Przewodniczącego Rady Miejskiej Wrocławia, Jacka Charłampowicza.

Zapraszamy na obrady plenarne w czwartek, 16 maja 2019 r. od godz. 9.00 do Oratorium Marianum w Gmachu Głównym Uniwersytetu Wrocławskiego (pl. Uniwersytecki 1), a na obrady w sekcjach w piątek 17 maja 2019 r. od 9.00 do Instytutu Filologii Słowiańskiej (ul. Pocztowa 9).


Jako „rozgrzewkę” przed konferencyjnymi dyskusjami zamieszczamy rozmowę o historii konferencji i znaczeniu pamięci w literaturach słowiańskich, którą z przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego, profesorem Tadeuszem Klimowiczem i z profesor Ewą Komisaruk przeprowadziła Katarzyna Uczkiewicz.

W połowie maja na UWr slawiści z Europy i nie tylko rozmawiać będą o pamięci jako wielkim temacie kultury w literaturach słowiańskich. To już trzynasta edycja konferencji. Skąd wziął się pomysł takich właśnie spotkań?

Prof. Ewa Komisariuk: Pierwsza konferencja odbyła się w listopadzie w 1997 r.

Prof. Tadeusz Klimowicz: Pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX w. doszliśmy do wniosku, że warto określić zakres tematyczny konferencji literaturoznawczych, organizowanych przez Instytut Filologii Słowiańskiej. Dosyć lekkomyślnie uznaliśmy wówczas wraz z ówczesną dyrektor Instytutu, prof. Krystyną Galon-Kurkową, że powinien to być temat bardzo szeroki, tak, by każdy potencjalny referent mógł się w nim odnaleźć. Stąd propozycja „wielkich tematów kultury w literaturach słowiańskich” – w takiej formule można było napisać tekst właściwie na każdy „wielki” temat. Na początku obecnego stulecia zrozumieliśmy jednak, że wpadliśmy w swego rodzaju pułapkę – że „wielkie tematy kultury” to nie temat sam w sobie i że potrzebujemy ograniczenia. Trzeba nadać każdej konferencji osobny motyw przewodni. Jako pierwszy temat zaproponowałem pieniądze, chociaż wówczas w naszym instytucie według niektórych profesorów mówienie o finansach było nietaktem. Naukowcy o tym nie rozmawiają – trochę na odwrotnej zasadzie, niż dżentelmeni, którzy o pieniądzach nie rozmawiają, bo je mają. Tymczasem naukowcy o pieniądzach nie rozmawiają, bo ich nie mają… Dlatego przekornie zaczęliśmy od pieniędzy. Chociaż w przypadku literatur słowiańskich pieniądz nie jest aż tak ważny jak na przykład w dziewiętnastowiecznej literaturze francuskiej, niemieckiej czy angielskiej, tam, gdzie kapitalizm miał się dobrze. Natomiast w zgrzebnej literaturze rosyjskiej w dziewiętnastym wieku ten temat był gdzieś na marginesie…

Powiedziałabym, że pieniądz był w niej obecny zawsze, tyle że niewidoczny, podskórny… przecież wszyscy ci hrabiowie, kamerjunkrzy, Onieginowie i Obłomowowie mieli pieniądze na swoje rozrywki, podróże, pojedynki, wyjazdy do wód.

TK: Tak, ale nie mówiło się o tym, skąd są pieniądze – jeżeli już, to częściej mówiło się o łapówkach albo o przepuszczaniu majątku, niż o tym jak go zdobyć, jak zarobić pieniądze.

EK: Kiedy zaglądam do spisu treści tamtej monografii pokonferencyjnej, widzę, że poruszane zagadnienia zaczynają się od folkloru, a kończą się ma literaturze współczesnej, czyli jednak pieniądze są tematem uniwersalnym… wówczas dużo było referatów dotyczących życia pisarzy, np. Marina Cwietajewa i pieniądze, pieniądz w życiu i twórczości Borysa Pasternaka…

TK: Głównie była pewnie mowa o biedzie pisarzy. To był taki stały motyw przewodni. Pisarzowi rosyjskiemu w ogóle nie wypadało mówić, że ma pieniądze. Trzeba się było wpisywać w stereotyp ubogiego, romantycznego, nie wiedzącego, ze istnieją pieniądze, żyjącego gdzieś w chmurach…

Wspomniała pani o publikacji, która towarzyszy konferencji od początku…

TK: To jest też ciekawa historia… Pierwszy tom ukazał się dzięki nieocenionemu Janowi Choroszemu, który wtedy rozkręcał wydawnictwo o nazwie Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej. Ja do tego dorzuciłem nazwę serii Aoryst i w tej serii ukazały się dwie książki: mój przewodnik po literaturze rosyjskiej i tom Wielkie tematy kultury w literaturach słowiańskich pod redakcją prof. Galon Kurkowej i moją.

Białe kruki, jednym słowem.

EK: Potem wszystkie te publikacje miały już wspólną szatę graficzną, a tomy są coraz grubsze. Zwiększa się też liczba redaktorów. Od dwóch do pięciu-sześciu w ostatnich latach.

TK: Ta konferencja od początku była nastawiona na literatury słowiańskie. Kiedyś to było niespotykane. Zwykle osobno rozmawiało się o literaturze rosyjskiej, a gdzie indziej – o czeskiej. Nasz Instytut jako pierwszy od początku nazywał się Instytutem Filologii Słowiańskiej. To nastawienie na wielokulturowość widać także na naszej konferencji.

EK: Już w pierwszym tomie pokonferencyjnym pojawiła się literatura słowacka, czeska, bułgarska, ukraińska… Z kolei jeżeli chodzi o uczestników początkowo byli to Polacy, Rosjanie i Ukraińcy, ale przyjeżdżają także badacze z Włoch, Niemiec, ale też np. z Japonii.

TK: Zazwyczaj trzeba zakładać, że połowę uczestników stanowią rusycyści. To zresztą dosyć naturalne. Każda szanująca się slawistyka na świecie to przede wszystkim rusycystyka. Chociaż i one są teraz zamykane. Nieoceniony Rafał Goździk, który w Korei Południowej szerzy rusycystykę też już o tym mówi. W czasie zimnej wojny było zapotrzebowanie na sowietologów, a przy okazji na filologów… być może teraz – przez Putina – to zapotrzebowanie wróci i rusycystyka rozkwitnie.

Kiedy patrzę na tytuły tych tomów, widzę, jakimi drogami biegły myśli inicjatorów i organizatorów konferencji. Najpierw więc pieniądze…

TK: Potem już wszystko było po bożemu.

Jeżeli po bożemu, to następne jest… ciało.

TK: Ciało, potem sen, zmysły, starość, Tanatos…

Cóż nam zostało po Tanatosie? Tylko pamięć?

TK: Pamięć to też amnezja, także post-pamięć… bardzo obecnie modny temat. Zwykle kojarzy się z Holokaustem, ale myślę, że w przypadku literatur słowiańskich może być to kojarzone ze zjawiskiem, które socjologowie nazywają neo homo sovieticus. Najpierw był powszechny optymizm, że wymrze pokolenie, które pamięta Związek Radziecki, w którym przeżywało swoją młodość i dojrzewanie, wejdą do życia ludzie urodzeni po rozpadzie ZSRR, nie obciążeni sentymentami, nostalgią. Tymczasem okazuje się, że post-pamięć działa. Mówi się „jak fajnie było w Związku Radzieckim, oczywiście jak ktoś był nie w porządku, to trafiał do łagru, ale wszyscy uczciwi ludzie mieli pracę”. To jest taka nostalgia socjologiczno-ekonomiczna: że było tanio, że za darmo, pionierzy jeździli do Arteku, wszyscy mieli mniej więcej tyle samo…

Jeżeli chodzi o post-pamięć, inne literatury słowiańskie będą pewnie w kontrze do literatury rosyjskiej, pojawią się zapewne dyskursy postzależnościowe, „odpominanie” traum wojennych i powojennych…

EK: Choćby Wielki Głód – inaczej go zapamięta Ukrainiec, inaczej Rosjanin.

Na konferencję wpłynęło ponad 120 zgłoszeń. Jak uczestnicy zinterpretowali temat „pamięć”?

EK: Pojawia się zagadnienie pamięci społecznej, miejsca pamięci, medium pamięci o totalitaryzmach, pamięć biograficzna, pamięć kulturowa, fakt autobiograficzny, polityka pamięci, metafory pamięci, psychologia, zmitologizowany obraz pisarza…

TK: A wracając do pamięci… Pamięć jest czymś chwytliwym, chociaż pisarz zazwyczaj staje się banalny, pisząc o pamięci – nawet Puszkin: „Pamiętam cudne zachwycenie…” itd. Jakiś sentymentalny romansik sprzed roku czy dwóch.

Kiedy mówimy o pamięci w literaturze, nieuchronnie wracamy do Marcela Prousta i jego magdalenek maczanych w herbacie, których smak uruchomił lawinę wspomnień, składających się na „W poszukiwaniu straconego czasu”.

TK Myślę, że każda literatura ma swoje magdalenki. Podobny chwyt zastosował Iwan Bunin w opowiadaniu „Antonówki”. „Antonowskije jablaki” ukazały się w roku 1900, a pierwsza część „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta w 1912 albo 1913. Nikt nie podejrzewa wprawdzie Prousta o czytanie Bunina, ale literatury słowiańskie nie mają się tu czego wstydzić.

Dodane przez: Agata Kreska

14 maja 2019

ostatnia modyfikacja: 15 maja 2019