Strona używa plików cookies więcej

Badania / Doktoranci / Ludzie / Nauka / Studenci

Kierunek: Oksford

Bartosz Bednarczyk, stoi przy tablicy
Fot. Michał Raińczuk/UWr/CC BY 2.0

Anglia, Austria, Francja, Niemcy. Drzwi europejskich uczelni stoją przed Bartoszem Bednarczykiem otworem. Z 23-letnim doktorantem Instytutu Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego, tegorocznym zdobywcą Diamentowego Grantu, rozmawiamy o nabierającej rozpędu karierze naukowej… i niechęci do egzaminów.

W ciągu ostatniego roku bardzo dużo przeżyłeś. Wyjazdy za granicę, staże… Opowiesz o tym, co wydarzyło się u Ciebie od momentu obrony licencjatu?

– Powinniśmy chyba zacząć jeszcze wcześniej.

Zdaję się na Ciebie.

– Studia, najpierw matematyczno-informatyczne, rozpocząłem w październiku 2014 roku. Matematyka nie do końca mi jednak pasowała, więc potem przeniosłem się na zwykłą informatykę. Już w trakcie studiów zainteresowałem się logiką. Po zajęciach udzielałem pomocy innym studentom. Organizowałem dodatkowe zajęcia przygotowujące do kolokwiów i do egzaminów z tego przedmiotu.

Dzieliłeś się swoją wiedzą już na etapie studiów?

– Tak. A teraz prowadzę zajęcia z logiki, co bardzo mnie cieszy.

Wróćmy do Twoich początków na uczelni i pierwszych doświadczeń zawodowych.

– Podczas pierwszych wakacji na studiach pracowałem we Wrocławiu, w firmie programistycznej. Potem przez trzy miesiące w Londynie, w firmie ekonomicznej Bloomberg. Studia licencjackie skończyłem po dwóch i pół roku…

Zaraz, zaraz – zwolnijmy. Daj się trochę pociągnąć za język. Wiesz, to wcale nie takie oczywiste, że student jedzie na staż do Londynu, i to od razu do Bloomberga. To co? Po kolei?

– Pierwsze doświadczenia z realną pracą programisty zdobywałem we Wrocławiu.

Podeszło?

– Wtedy nawet mi się podobało. Potem, po drugim roku studiów, pracowałem w firmie Bloomberg w Londynie, gdzie pieniądze były ogromne, a warunki wymarzone. Nie mogę podać szczegółów związanych z kwotami, bo podpisałem taką umowę. Wiązało się to jednak z tym, że musiałem pracować dziesięć godzin dziennie. Dojazdy zajmowały kolejne dwie godziny. Pracy poświęcałem więc pół doby, byłem wykluczony z życia. Po pewnym czasie zaczęło mnie to męczyć. Stwierdziłem, że praca programisty nie jest tym, co chcę robić w życiu. Poszedłem w stronę nauki.

A była szansa na to, żebyś został w Londynie?

– Tak, ale od razu po zakończeniu stażu powiedziałem, że nie chcę wracać.

To chyba nie była aż tak łatwa decyzja.

– Dużo osób dziwi się, że tak zrobiłem. Ale ja jestem zdania, że należy robić to, co się lubi, praca nie powinna męczyć. Tymczasem w Londynie wstawałem wcześnie rano, jechałem do firmy, wracałem późnym wieczorem, potem tylko szybka kolacja i do spania. W weekendy byłem zajechany.

To było po trzecim semestrze, kiedy myślałem już nad pracą licencjacką i miałem wystarczająco dużo punktów ECTS, żeby skończyć studia w ramach czterech semestrów, a nie sześciu. Spotkałem się z moim przyszłym promotorem, Witoldem Charatonikiem, z którym miałem zajęcia z logiki dla informatyków. Powiedziałem, że chciałbym robić coś ambitnego. Po dwóch dniach wysłał mi maila. Przedstawił w nim swój temat badawczy, nad którym wcześniej pracował z kilkoma innymi osobami, i zapytał, czy jestem zainteresowany. Pochłonęło mnie to zupełnie. Stwierdziłem, że nie ma sensu kończyć szybciej studiów, bo wolę dokończyć rozpoczętą już pracę naukową. Zrezygnowałem więc z niektórych przedmiotów, licencjat odłożyłem na później. Czwarty semestr poświęciłem głównie na pracę naukową z promotorem. To było moje pierwsze doświadczenie badawcze. Promotor potrafił znaleźć dla mnie dużo czasu, mimo że miał inne zajęcia, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Jestem taką osobą, że potrzebuję spotkania, rozmowy, lubię zaprezentować swoje pomysły – a mam ich bardzo dużo – przy tablicy. Lepiej pracuje mi się z kimś, potrzebuję interakcji z ludźmi. Kiedy jej zabraknie, brakuje mi motywacji. A w tamtym okresie do naszego zespołu dołączył jeszcze Emanuel Kieroński, profesor w naszym Instytucie, i razem kontynuowaliśmy badania. W efekcie powstała całkiem dobra praca.

Wiem, że zabrzmi to straszliwie, ale jesteś w stanie opowiedzieć o niej w dwóch, trzech zdaniach?

– Z tym będzie problem. (śmiech)

Spróbujmy.

– Istnieją różne dziedziny informatyki. Są ludzie, którzy zajmują się algorytmami, czyli projektują metody obliczeniowe mogące mieć zastosowanie np. w biologii obliczeniowej czy w kompresji tekstu. Są ludzie zajmujący się grafiką komputerową, metodami numerycznymi. I tacy, którzy zajmują się językami programowania. A mnie zawsze interesowała czysta teoria. Dlatego zwróciłem się do prof. Charatonika.

Czysta teoria, bo większa przestrzeń do działania?

– Nie wiem. Takie spaczenie, po prostu. (śmiech) Zazwyczaj ludzie potrzebują motywacji, określonego celu.  A mi matematyka zawsze wydawała się fajna sama z siebie. Jeszcze w liceum jeździłem na różne obozy matematyczne. Miałem duże możliwości dzięki stypendium Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci, przeznaczonego dla najlepszych uczniów, laureatów olimpiad z całej Polski. Tam wszystko zaskoczyło, ruszyło.

Wróćmy do Twojej pierwszej pracy naukowej.

– W informatyce istnieją struktury nazywane drzewami. Mają „korzenie”, z których wyrastają „gałązki” z danymi, a z tych „gałązek” wyrastają kolejne – i tak dalej. Z prof. Charatonikiem pracowaliśmy nad logiką, która by takie drzewa opisywała. Ma to zastosowanie na przykład w automatycznej weryfikacji. Obecnie korzysta z niej m.in. Facebook, którego program automatycznie sprawdza, czy w kodzie programisty nie ma żadnych błędów. W przypadku naszych struktur-drzew chcielibyśmy użyć logiki do opisania własności danych i automatycznego sprawdzenia, czy konkretne drzewo owe własności posiada. Tym właśnie się zajmuję, w dużym skrócie.

I znowu cofamy się w czasie. Jesteś po pierwszych doświadczeniach badawczych, które na tyle Ci się spodobały, że podjąłeś decyzję: „OK, programowanie na tę chwilę zostawiam z boku – idę w naukę”. Co było dalej?

– Wróciłem do Wrocławia. Byłem na takim etapie, że do ukończenia studiów wystarczyło mi zaliczenie jednego przedmiotu. Postanowiłem cały semestr poświęcić nauce. Zacząłem też szukać stażu badawczego, a nie było to łatwe. W informatyce można zazwyczaj przebierać w stażach programistycznych. Naukowe są kierowane do doktorantów albo do doktorów. A ja nie miałem wówczas jeszcze nawet tytułu licencjata! To był problem.

Brzmi to paradoksalnie. Uwielbiasz to, co robisz, jesteś w tym dobry, cały czas się rozwijasz – a brakuje dla Ciebie oferty.

– Bardzo trudno jest taką ofertę znaleźć, tym bardziej w dziedzinie, która mnie interesuje, w czystej teorii. Są oczywiście pewne możliwości, ale to przeważnie rzeczy implementacyjne: ktoś wymyślił jakiś algorytm – na przykład przydzielanie zasobów w procesorach – a kilku praktykantów siedzi, pisze kod i sprawdza, czy działa. Mnie interesuje wymyślanie nowych twierdzeń. Dalszy rozwój matematyki. A to nikomu się nie kalkuluje. No, bo jaka firma za to zapłaci? Microsoft prowadzi staże z automatycznej weryfikacji, ale one są kierowane do doktorantów. Mimo wszystko, aplikowałem. Ale nigdy nie otrzymałem odpowiedzi.

W końcu zacząłem podpytywać o staż badawczy na uczelni. Rozmawiałem m.in. z Janem Otopem, który robi u nas habilitację, a wcześniej przez kilka lat pracował w Austrii, w Institiute of Science and Technology. To od niego dowiedziałem się, że działa tam mocna grupa ludzi, zajmujących się podobnymi zagadnieniami co ja, ale badanymi od trochę innej strony. Zasugerował, żebym się do nich odezwał, podał mi konkretne namiary. Po tygodniu otrzymałem odpowiedź: możesz przyjechać w wakacje, zorganizujemy finanse, opłacimy pobyt. Super.

Masz fart. Spotykasz na swojej drodze ludzi, którzy potrafią – i chcą – pomóc.

– To moje największe szczęście: potrafię trafić na właściwych ludzi we właściwym miejscu. Już w gimnazjum miałem genialnego nauczyciela, który zainteresował mnie informatyką. Wcześniej sam nie wiedziałem, co mnie interesuje.

Niektórzy nie dowiadują się tego do końca życia.

– Ludzie zazwyczaj wchodzą w informatykę, bo chcą pisać gry komputerowe. Nie inaczej było w moim przypadku. A potem pokierował mną nauczyciel. Startowałem w różnych olimpiadach. W liceum  dostałem wspomniane stypendium Krajowego Funduszu, zainteresowałem się teoretyczną matematyką. Wybór uczelni też nie był przypadkowy. Brałem pod uwagę UJ i UWr. Wybrałem Wrocław, podobnie jak moi znajomi. Na pierwszym roku miałem problemy natury zarobkowej. Z pieniędzmi zawsze jest kłopot. Trzeba za coś przeżyć, a nie chciałem pozostawać na garnuszku rodziców. Dostałem ofertę pracy. Zaproponowano naprawdę spore wynagrodzenie. Tyle że musiałbym pracować na pełny etat, a miesiąc wcześniej rozpocząłem studia…

…z których musiałbyś zrezygnować.

– Albo studiować dłużej, wybierając jeden czy dwa przedmioty w trakcie semestru. Wtedy sporo rozmawiałem z prof. Krzysztofem Lorysiem. Powiedział, że praca kosztem nauki nie ma sensu. Że sprzedam swój wolny czas korporacji. Że jestem w wieku, w którym powinienem się jeszcze rozwijać. Że później przyjdą lepsze oferty. I miał rację, bo trafiłem potem do Londynu, mogłem się rozwijać. Prof. Lorysiowi jestem wdzięczny, bo bardzo mi pomógł. Do Wrocławia przyjechałem z małego miasteczka Strzelce Opolskie, gdzie pod koniec drugiej i w trzeciej klasie liceum pracowałem w call center – 7 zł za godzinę – żeby mieć własne pieniądze, choćby na wyjście na piwo ze znajomymi. I nagle dostałem sensowną ofertę pracy za duże pieniądze.

Ciężko było się oprzeć.

– Właśnie. Ale trafiłem na prof. Lorysia i postanowiłem słuchać ludzi mądrzejszych ode mnie. Dobrze na tym wyszedłem. Potem trafiłem na Witolda Charatonika, promotora, z którym prowadziłem badania. Później Jan Otop pomógł mi dostać się na staż, kierując mnie – znowu – do odpowiedniej osoby. A w międzyczasie zacząłem pracować z Emanuelem Kierońskim. To dzięki niemu i prof. Charatnikowi udało mi się otrzymać stypendium magisterskie z grantu na badania prowadzone przez Emanuela.

Opowiedz o Austrii.

– Skończyłem semestr, obroniłem się na piątkę, pojawiła się możliwość wzięcia udziału w konkursie na stypendium. Żeby je dostać, musiałem pójść na studia magisterskie – więc się rekrutowałem. Potem jednak zacząłem zastanawiać się nad tym, czy przenieść się w inne miejsce. Nie dlatego, że nasza uczelnia jest słaba, ale ponieważ mam specyficzne zainteresowania: logika, teoria automatów, teoria baz danych. U nas traktuje o tym jeden przedmiot. A kiedy pojawiają się nowe przedmioty, brakuje zainteresowanych nimi studentów. Rok temu Jan Otop miał prowadzić seminarium o teorii automatów. Byłem jedyną zapisaną osobą. I przedmiot został zlikwidowany. (śmiech)

Czyli przeprowadzka wynikała z potrzeby dalszego rozwoju w ściśle określonej dziedzinie.

– Tak. Wiedziałem już, że to jest to, i chciałem iść dalej w tym kierunku. Co ciekawe, jeszcze jak byłem w gimnazjum, upatrzyłem sobie pewne studia we Francji. Po latach o tej Francji sobie przypomniałem. Sprawdziłem informacje o rekrutacji. Termin: do maja. Wysłałem zgłoszenie i się dostałem. Na studia magisterskie. Te we Wrocławiu przerwałem.

Ale najpierw, na początku czerwca ubiegłego roku, pojechałem do Austrii, do IST w Klosterneuburgu pod Wiedniem, na wspomniany wcześniej staż badawczy. Rozpocząłem tam pracę z Krishnendu Chatterjee. Razem badaliśmy rodzaj logik przydatnych w automatycznej weryfikacji.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: mamy system informatyczny i – dajmy na to – sieć drukarek, do których wysyłamy polecenia. Załóżmy, że mamy ciągłą linię czasu, system pracuje w nieskończoność. Drukarka albo czeka, albo wykonuje żądanie, albo robi coś innego – na przykład się popsuła. Problem polega na tym, że w normalnej weryfikacji, z której korzystają Facebook, Microsoft czy Amazon, system albo pracuje dobrze, bo nie popełnia błędu, albo źle. Nas interesowała sytuacja, w której system pracuje dobrze w – na przykład – 90 proc. Zamiast uzyskać odpowiedź zerojedynkową, chcieliśmy ocenić jakość. Interesował nas też średni czas odpowiedzi. Cały czas bazuję na przykładzie, ale to mniej więcej pokazuje, o co chodzi. W rzeczywistości wszystko jest trochę bardziej skomplikowane, dużo tam matematyki. Ale cel był właśnie taki: ocenić jakość systemu, nie zerojedynkowo, jak w przypadku klasycznej weryfikacji, tylko…

…dostrzegając odcienie szarości.

– Dokładnie. I tym właśnie zajmowałem się w Austrii. Problem polegał na tym, że miałem w tym czasie też inne wyjazdy, m.in. do Sztokholmu, gdzie prezentowałem swoją pracę, i do Francji, gdzie załatwiałem formalności związane z rozpoczęciem studiów. Austriacki staż trochę na tym ucierpiał, nie zrobiłem tyle, ile chciałem. Ale poznałem nowe miejsce, zdobyłem kolejne doświadczenia, nawiązałem kolejne kontakty naukowe. A po zakończeniu stażu przeprowadziłem się do Paryża.

Pojeździłeś sobie dzięki nauce.

Tak! Szkoła letnia w Tuluzie. Konferencja w Sztokholmie. I w Indiach. A w planach są już kolejne wyjazdy, dopiero się rozkręcam. (śmiech) Bardzo chciałbym pojechać na konferencję do Japonii. W tym roku przegapiłem deadline. Nie miałem jeszcze skończonej pracy. To teraz o tym Paryżu, tak? (śmiech)

Tak.

– Studiowałem na École Normale Supérieure Paris-Saclay. We francuskim systemie edukacji są dwa różne typy uczelni: „normalne”, takie jak w Polsce, i akademickie, kształcące przyszłych naukowców. Uczelnie pod szyldem ENS – jest ich we Francji tylko pięć – należą do tej drugiej kategorii. Mają nieporównywalnie wyższy poziom – choć nie powiedziałbym, żeby znacząco odbiegał od naszego – i bardzo, bardzo ostrą selekcję kandydatów. Żeby w ogóle się tam dostać, Francuzi muszą brać udział w dwuletnim kursie przygotowawczym, a potem zdawać trwające po sześć godzin egzaminy. Mi, jako osobie z zagranicy, było łatwiej.

Bartosz Bednarczyk, siedzi, uśmiechnięty
Fot. Michał Raińczuk/UWr/CC BY 2.0

Wejdę ci w słowo, żeby się upewnić – to jest ta sama uczelnia, którą upatrzyłeś sobie jeszcze w gimnazjum?

(śmiech) Tak! Może nie do końca ta sama uczelnia, ale cały program. Czy bym studiował na ENS Paris-Saclay, czy na ENS Ulm, tak naprawdę nie miałoby znaczenia. Bo Francuzi zrobili coś genialnego. Zrzeszyli trzy najlepsze paryskie uczelnie – wspomniane ENS Paris-Saclay i ENS Ulm oraz Université Paris Diderot – i przygotowali dla nich wspólny program studiów informatycznych, teoretycznych. Szkoły wymieniają się między sobą studentami, zajęcia odbywają się w każdej z nich. Nie konkurują, tylko współpracują. Władze mojej uczelni, ENS Paris-Saclay, postanowiły, zrobią najlepszą uczelnię we Francji i konkurować z najlepszymi na świecie. Program studiów magisterskich jest fajny z dwóch powodów. Pierwszy to masa przedmiotów, bardzo różnych. Z samych automatów, którymi zajmują się właśnie głównie Francuzi, i z logiki mam do wyboru piętnaście rodzajów zajęć.

Dla Ciebie – raj.

– Trafiłem w supermiejsce. A przecież wspomniałem tylko o przedmiotach z jednej dziedziny.

Druga sprawa: to są studia dla naukowców i wyglądają zupełnie inaczej niż w Polsce. Pierwszy semestr trwał pięć miesięcy i opierał się na normalnych zajęciach szkolnych, jak u nas, w Warszawie, Krakowie czy na każdej normalnej uczelni na świecie. Po jego ukończeniu każdy ma obowiązek odbycia długiego, pięciomiesięcznego, stażu w instytucji naukowej lub na uczelni.

Od razu rzucają cię na głęboką wodę.

– Dla mnie to było rewelacyjne rozwiązanie. I tak zajmowałem się tą tematyką, a zyskiwałem możliwość pracy z nowymi osobami i dodatkowo zapewniano mi pieniądze. Plan był taki, żeby we Francji zrobić doktorat. Ale… znowu pojawiło się coś nowego i wszystko się skomplikowało. (śmiech)

Podczas pobytu w szkole letniej w Tuluzie, jeszcze przed rozpoczęciem nauki na ENS, poznałem Michaela Benedikta, który pracuje w Oksfordzie i należy do piątki najlepszych na świecie specjalistów w dziedzinie logiki i baz danych. Tak się złożyło, że to, co zrobiłem w swojej pracy licencjackiej i w pierwszej pracy naukowej, w pewien sposób uogólniało wyniki Benedikta, więc miałem się czym przed nim pochwalić. Skorzystałem z okazji i porozmawiałem z nim o możliwości zrobienia doktoratu na Oksfordzie. Zapytałem, czy ciężko jest się dostać, na co on odpowiedział: „Ty dostaniesz się bez problemu”. (śmiech) Zaproponował mi staż naukowy, temat – ale koniec końców do Oksfordu wtedy nie pojechałem. Pojawiły się problemy natury prawnej we Francji oraz problemy zdrowotne u Benedikta.

Nie mogłeś zrezygnować ze studiów?

– Miałem stypendium. Podpisałem zobowiązanie, że staż zrobię we Francji i tam zostałem. Staż płatny, bo dla Francuzów coś takiego jak darmowy staż nie istnieje, co zresztą bardzo mi się podoba.

U nas darmowe staże to plaga.

– Dla mnie to jest idiotyzm. Na stażu w Londynie – na stażu! – zarobiłem więcej niż moi rodzice zarabiają w rok. Przepraszam – odłożyłem, a nie zarobiłem. Jak więc można iść na darmowy staż, jeśli za granicą sypią pieniędzmi na prawo i lewo?

Z opowieści wynika, że Twoim dylematem jest zazwyczaj dokonanie wyboru, a nie brak opcji.

– Możliwości jest mnóstwo, wręcz za dużo. Zdaniem ludzi, których poznaję, jestem zdolny, bo napisałem już kilka prac, a studenci przed doktoratem zazwyczaj prac nie mają. Po drugie: jestem młody, zainteresowany. Dostaję propozycje robienia doktoratu na różnych uczelniach, na przykład w Dreźnie. Zapewniają świetne warunki, oferują wsparcie mocnej grupy badawczej i ogromne pieniądze. No i wtedy faktycznie pojawia się problem: co wybrać?

Podziwiam takich ludzi jak Ty. Mieć pomysł na siebie to jedno, ale realizować ten pomysł to już inna sprawa.

– Jeszcze mi się chce. Napędzam ludzi. Wciąż dodaję pozycje do listy rzeczy, które mogę zrobić. Wystartowałem bardzo wcześnie. Ludzie myślący o karierze naukowej zazwyczaj zaczynają na piątym roku studiów albo pod koniec magisterki. Ja – w połowie drugiego roku studiów licencjackich.

W Polsce za młodego naukowca uchodzi często 40-latek. Ty masz lat?

– Dwadzieścia trzy. Jest wiele osób, które są dużo lepsze ode mnie, ale czekają, odkładają wszystko na później. Ja cały czas coś robię. Znam swoje możliwości. Zdaję sobie sprawę z faktu, że nie jestem w stanie zrobić tak trudnych rzeczy jak Jerzy Marcinkowski, dyrektor Instytutu Informatyki, który wspólnie ze swoim doktorantem rozwiązał problem z dziedziny baz danych otwarty przez czterdzieści lat. Swoją drogą ich osiągnięcie pokazuje, jak mocną kadrę mamy w Instytucie.

A może raczej:  j e s z c z e  nie jesteś w stanie zrobić.

– Nie. Po prostu nie jestem na tyle zdolny. Ale problemami średniej trudności mogę się zająć. Dopiero się rozpędzam. Jeszcze zobaczymy.

W tej chwili znowu stoisz na rozdrożu? Oksford to sprawa w toku?

– Staż w Oksfordzie nie wypalił, więc zrobiłem go we Francji. Trafiłem pod skrzydła szefa instytutu, nazywa się Stephane Demri. Myślę, że razem stworzyliśmy coś bardzo mocnego. Pracę obroniłem z wyróżnieniem we wrześniu. Teraz wspólnie z Demrim ją dokończymy, poprawimy i zaprezentujemy na prestiżowej konferencji w LICS w Vancouverze, jestem przekonany, że się tam zakwalifikuje. Staż pod okiem Demriego to superwpis w moim CV. W każdej chwili mogę też poprosić go o list referencyjny, co nie jest bez znaczenia. Uważam, że jego opinia bardzo liczy się w świecie nauki.

Po ukończeniu stażu we Francji w końcu mogłem pojechać do Oksfordu, w czerwcu, na trzy miesiące. To była dobra okazja, żeby poznać ludzi, zobaczyć, czy to miejsce mi odpowiada.

Dla większości ludzi Oksford to prestiż, jedna z najlepszych uczelni na świecie, a Ty mówisz: „Zastanawiam się, czy to dla mnie odpowiednie miejsce”. (śmiech)

– Właśnie, to jest dobry argument – prestiż. Jakbym chciał tam studiować, to bym się nie dostał, bo jestem za słaby. Ale na doktoracie jest tak, że liczy się to, co już zrobiłem, co aktualnie robię naukowo, jakie są moje zainteresowania, jak wygląda moje CV – i jaki mam potencjał. W normalnym trybie, na podstawie wyników matury, nie dałbym rady, bo nie potrafię na przykład pisać egzaminów. Egzaminy mnie męczą.

Stres?

– Po godzinie zaczyna mi się nudzić. Odpływam. Nie potrafię wysiedzieć. Muszę się poruszać, porozmawiać z kimś, popracować przy tablicy. Wtedy mogę rozwiązywać zadania. Ale kiedy siedzę na krześle, przy kartce…

…brakuje bodźców, głowa opada…

– …i łatwo o głupie błędy. Dlatego nie przepadam za egzaminami. Ale teraz, w Oksfordzie, mam zupełnie inną sytuację.

Czyli doktorat już na pewno będziesz pisał właśnie tam?

(śmiech) Będę się rekrutował w lutym.

Podjąłeś już decyzję?

– Na 99,9 procent – tak. Rozmawiam już z Benediktem o potencjalnych tematach, którymi chciałbym się zająć i które interesowałyby także jego. Trzeba znaleźć coś takiego, co będziemy robić razem. Im bardziej promotor będzie zainteresowany tematem, tym lepiej dla mnie, bo wtedy poświęci mi więcej czasu.

Jeżeli mogę zapytać – masz w ogóle czas na życie prywatne? Na inne pasje? Zainteresowania?

– Mało. Chociaż na początku roku trochę się pod tym względem ogarnąłem. Uznałem, że muszę mniej czasu poświęcać nauce. Ale to nie jest też tak, że codziennie pracuję po osiem czy dziesięć godzin. Są okresy, kiedy siedzę nad czymś nawet w weekendy, ale potem przez dwa tygodnie odpoczywam. Oglądam głupie filmy, gram w gry, wychodzę na piwo ze znajomymi.

Wietrzysz mózg.

– Stwierdziłem, że nie ma sensu cały czas zasuwać. Kiedy jestem we Wrocławiu, chcę więcej czasu spędzać ze znajomymi. Brakowało mi tego, kiedy byłem za granicą. Próbuję też innych rzeczy. Planuję na przykład wybrać się na kurs tańca.

Mam za sobą kurs tańca, salsy, ale nadal nie bardzo rozumiem, jak człowiek może lubić wykonywanie podobnych ruchów.

– Ja też. (śmiech) Ale czasem trzeba opuścić strefę komfortu. Jakiś czas biegałem, starałem się ćwiczyć. Zawsze chciałem wybrać się na siłownię, w końcu się udało, w lutym. Miałem we Francji trenera. Planuję do tego wrócić, wyrobiłem już sobie nawyki. Staram się coraz mniej skupiać na pracy, a coraz więcej na innych rzeczach.

Wcześnie dochodzisz do wniosków, do których inni ludzie dochodzą późno – lub za późno.

– Przechodzę kryzys wieku średniego. (śmiech)

Rozmawiał Michał Raińczuk


Bartosz Bednarczyk urodził się w 1995 roku w Strzelcach Opolskich. W 2014 roku przeprowadził się do Wrocławia i rozpoczął naukę w Instytucie Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego. W trakcie studiów pracował jako pomocnik dydaktyczny dla osoby niedosłyszącej (indywidualne zajęcia z logiki dla informatyków, wstępu do programowania w ANSI C oraz wstępu do informatyki), prowadził też zajęcia grupowe przygotowujące studentów do kolokwiów i egzaminów. Studia licencjackie ukończył na początku 2017 roku, broniąc pracę  „Satisfiability of the Two-Variable Fragment of First-Order Logic with counting quantifiers over finite trees”, napisaną pod okiem Witolda Charatonika. Niewiele później został zatrudniony w grancie NCN ,,W poszukiwaniu nowych logik komputerowych”, pod kierownictwem Emanuela Kierońskiego (w ramach grantu powstały trzy publikacje, zaprezentowane na konferencjach ESSLLI 2017, CSL 2017 oraz FSTTCS 2017). W tym samym roku pracował z Krishnendu Chatterjee nad logikami temporalnymi dla własności ilościowych w IST Austria pod Wiedniem. We wrześniu 2017 rozpoczął studia magisterskie w programie ,,Master 1 voie Jacques Herbrand” na École normale supérieure Paris-Saclay. Po ukończeniu pierwszego semestru wybrał się na dwutygodniową wizytę naukową do Iana Pratt-Hartmanna na Uniwersytecie Manchesterskim. W ramach drugiego semestru studiów odbył czteromiesięczny staż w Laboratoire Spécification et Vérification pod opieką Stéphana Demriego, z którym bada złożoność separacyjnej logiki modalnej. Współpracował też z Charlesem Papermanem z Uniwersytetu Charles-de-Gaulle Lille 3 oraz Michaëlem Cadilhaciem z Uniwersytetu Oksfordzkiego, którzy powoli wprowadzali go w świat teorii półgrup, algebr drzewnych oraz złożoności obwodowej. Studia we Francji ukończył 7 września, z wyróżnieniem (magna cum laude). Po zakończeniu stażu w LSV odbył trzymiesięczną wizytę na Uniwersytecie Oksfordzkim u Michaëla Cadilhaca. Następnie wrócił do Wrocławia, gdzie przez najbliższy rok prowadzić będzie zajęcia z logiki dla informatyków i baz danych. Od października  jest kierownikiem projektu „Logiki z uogólnionymi kwantyfikatorami zliczającymi dla programów operujących na danych i systemów bazodanowych”. Projekt trwa cztery lata, a jego wynikiem mają być nowe, rozstrzygalne logiki opisujące drzewa z danymi. We wrześniu przyszłego roku planuje rozpocząć pracę nad doktoratem na Uniwersytecie Oksfordzkim w grupie Michaela Benedikta.

Dodane przez: Michał Raińczuk

19 Lis 2018

ostatnia modyfikacja: 13 Gru 2018