Strona używa plików cookies więcej

Kartka z przeszłości

Kobieca twarz Uniwersytetu

Pierwsza studentka, pierwsza kobieta z tytułem doktora, jedyna polska studentka w przededniu wybuchu wojny, święta i patronka Europy, odważne pionierki, kobiety z tytułem doktora honoris causa, słynne studentki i wiele innych pań – pierwszych, jedynych, wyjątkowych i związanych z Uniwersytetem Wrocławskim. O nich oraz ich ponad 120-letniej obecności w historii uczelni przypominamy z okazji Dnia Kobiet.

Choć dziś może się to wydawać nieprawdopodobne, to kobiety w szkołach wyższych są obecne dopiero od ponad 120 lat, w uczelnianych męskich gremiach panowało bowiem przekonanie, że kobiety są stworzone jedynie do uszczęśliwiania męża, rodzenia dzieci i prowadzenia domu. Żądanie dopuszczenia pań do wszystkich etapów kształcenia było jednym z nadrzędnych haseł emancypacji kobiet w II połowie XIX wieku i stopniowo, począwszy od lat 70. XIX wieku kolejne kraje europejskie pozwalały kobietom na podejmowanie studiów. Jako pierwsze smak wyższej edukacji mogły poznać Angielki – dla nich uczelnie angielskie otworzyły się w 1869 r. Najdłużej o prawo do studiów walczyły Niemki – na immatrykulację pozwolono im dopiero na początku XX wieku.

Na niemieckich uczelniach, mimo wielu utrudnień i nieprzyjemności, kobiety zaczęły się pojawiać pod koniec XIX wieku, ale początkowo jedynie w charakterze wolnych słuchaczek. Kwestią przyjmowania na studia kobiet Fakultet Medyczny Uniwersytetu we Wrocławiu zajął się już w 1892 r. W głosowaniu ośmiu członków wydziału opowiedziało się za przyjmowaniem pań, trzech było temu przeciwnych, ostatecznej zgody na immatrykulację jednak nie wydano. Panie – jedynie jako słuchaczki – mogły uczęszczać na zajęcia za zgodą każdego z prowadzących. Z tego przywileju po raz pierwszy w semestrze zimowym 1895/1896 skorzystało 11 kobiet. W klinice położniczo-ginekologicznej, która powstała z połączenia Prowincjonalnego Instytutu Akuszerek i Zakładu Położniczego, zajęcia teoretyczne prowadzone były osobno dla uczennic-akuszerek, osobno dla studentów, ale zajęcia praktyczne odbywały się razem.

Pierwszą studentką medycyny była Klara Bender – córka ówczesnego nadburmistrza Wrocławia, która zrobiła specjalizację z pediatrii. Stanowisko ojca w znacznej mierze ułatwiło jej wejście do społeczności akademickiej i nawet najbardziej ordynarni i grubiańscy profesorowie się z nią liczyli. To ona przełamywała uprzedzenia naukowców, ale udawało się jej to tylko dzięki ciężkiej i solidnej pracy. Na tym samym Wydziale studiowała w tamtym czasie także Margareth Friedrich, która później została pierwszym we Wrocławiu ginekologiem.

Pierwsza kobieta – doktor

Kolejnym wydziałem, który musiał się oficjalnie zmierzyć z kwestią przyjmowania kobiet na studia był bardzo popularny w tamtym czasie Fakultet Filozoficzny. Zasady przyjęć i obecności pań uchwalono tam w 1897 r., ale już dwa lata wcześniej studia chemiczne podjęła tam Clara Immerwahr (1870–1915) – jedna z pierwszych kobiet studiujących we Wrocławiu i pierwsza w historii Uniwersytetu Wrocławskiego kobieta z tytułem doktora, który uzyskała w 1900 r. Jej dysertacja zatytułowana „Przyczynki do określenia rozpuszczalności trudno rozpuszczalnych soli rtęci, miedzi, ołowiu, kadmu i cynku” otrzymała najwyższą ocenę magna cum laude. Pomimo tego iż była wybitną chemiczką z tytułem doktora, to w zawodzie mogła pracować jedynie jako laborantka.

Clara Immerwahr i jej dysertacja.
Clara Immerwahr i jej dysertacja. Fot. Archiwum UWr

Do historii Clara przeszła jako żona Fritza Habera – laureata Nagrody Nobla z 1918 r., który podczas I wojny światowej był jednym z głównych wynalazców i organizatorów zastosowania gazów bojowych przez armię niemiecką m.in. pod Ypres. Zasłynął jako Doktor Śmierć, który osobiście sprawdzał efekty działania gazów, robiąc notatki i pilnie obserwując zachowanie konających żołnierzy. Clara nie mogła znieść ogromnego zaangażowania męża w produkcję gazów bojowych, a badania nad nimi uważała za „naukową perwersję”. W odpowiedzi na jej prośby o zaprzestanie badań i groźbę samobójstwa, Fritz oskarżył ją o brak patriotyzmu i zdradę narodowego interesu. Nie mogąc znieść obciążenia psychicznego związanego z przyczynianiem się męża do śmierci tysięcy żołnierzy, 2 maja 1915 r. Clara odebrała sobie życie, strzelając prosto w serce ze służbowej broni wykradzionej mężowi…

O Clarze Immerwahr-Haber – pierwszej kobiecie, która zrobiła doktorat na Uniwersytecie we Wrocławiu – przypomina pamiątkowa tablica umieszczona 19 grudnia 2011 r. w przejściu pomiędzy ul. Grodzką a pl. Uniwersyteckim, w Bramie Cesarskiej, niedaleko fontanny z Szermierzem. W uniwersyteckim Archiwum zachowała się m.in. jej dysertacja.

Zob. także

Clara Immerwahr-Haber – niespełnione marzenie

W wykazie studentów Wydziału Filozoficznego, obejmującym lata 1885–1911, przy nazwisku Hedwig Bender, wpisanej 21 października 1908 r. jako studentka nauk przyrodniczych, znajduje się dopisek mówiący o tym, że od semestru zimowego 1908/1909 po raz pierwszy na Uniwersytecie we Wrocławiu do ksiąg wpisywane są immatrykulacje kobiet. Pierwsze uroczyste ślubowanie nowo immatrykulowanych studentek odbyło się wyjątkowo w Sali Muzycznej, a nie w Auli Leopoldyńskiej, gdyż ta była w trakcie remontu. W swoim przemówieniu ówczesny rektor gratulował paniom pełnego przyjęcia na studia i prosił je jednocześnie, by starały się zachować swoją kobiecość.

Z zachowanych w uniwersyteckim Archiwum dokumentów wynika, że w roku akademickim 1908/1909 na Uniwersytecie studiowało 60 kobiet, z których 16 wybrało medycynę, 7 – studia dentystyczne, a pozostałe – inne kierunki. W kolejnym roku akademickim studiowały już 93 kobiety, w większości medycynę (37) oraz filozofię i historię (20). W semestrze letnim 1910 r. uczelnia miała 2359 studiujących, w tym 84 studentki, a słuchaczek bez immatrykulacji było prawie 200.

Pod względem liczby studiujących Uniwersytet we Wrocławiu należał do uczelni dużych. Niemały odsetek studiujących stanowili obcokrajowcy, w tym także Polacy. Pierwszą zagraniczną studentką immatrykulowaną w semestrze zimowym 1909/1910 była Ewa Remberg – pochodząca z Warszawy Żydówka, która studiowała historię oraz starą i nową filologię. W tym czasie była jedną z około dwudziestu dziewcząt spoza Prus. Były tu poza Polkami także Rosjanki, Amerykanki, Węgierki, a nawet Rumunka, Angielka i Kanadyjka.

Na początku XX wieku Uniwersytet nie dysponował akademikiem dla zamiejscowych studentów. Środki na jego budowę zbierane były od 1906 r., ale wybuch wojny w 1914 r. nie pozwolił zrealizować planu. Studenci najczęściej wynajmowali pokoje, a zamiejscowe studentki mieszkały u krewnych albo w domach niektórych zgromadzeń zakonnych lub związków kobiecych prowadzących tzw. pensje.

Święta studentka

Wśród wyjątkowych kobiet związanych z Uniwersytetem Wrocławskim jest też i święta. Edyta Stein (1891–1942) – niemiecka filozofka pochodzenia żydowskiego, ateistka, konwertytka, karmelitanka bosa, przez Jana Pawła II kanonizowana i ogłoszona patronką Europy – swoją naukową pracę rozpoczęła w 1911 r. na Uniwersytecie we Wrocławiu. W listach pisała: „Stary, szary budynek nad Odrą (niedawno przemalowany na żółto w stylu epoki) stał mi się wkrótce ukochany i bliski. W wolnych godzinach, znalazłszy pustą salę wykładową, lubiłam siedzieć na jednej z szerokich desek okiennych, wypełniających głębokie nisze w murze, i tam pracowałam. Z tej wysokości mogłam patrzeć na rzekę i Most Uniwersytecki, na którym wrzało życie, i miałam wrażenie, że jestem księżniczką na zamku. Podobnie swojsko czułam się w przyległym konwikcie (…) a także w Bibliotece Uniwersyteckiej”.

Edyta Stein studiowała germanistykę, historię, psychologię i filozofię na Wydziale Filozoficznym. „Przez cztery semestry studiowałam na Uniwersytecie Wrocławskim. W życiu tej Alma Mater brałam tak czynny udział, jak chyba mało kto, i mogło się wydawać, że do tego stopnia w nie wrosłam, iż z własnej woli stąd nie odejdę. Ale i teraz, i w późniejszym jeszcze życiu, potrafiłam lekkim ruchem zerwać najsilniejsze więzy i ulecieć jak ptak, który wyrwał się z sidła”.

Stein była uczennicą m.in. Williama Sterna, twórcy pojęcia i skali IQ. „Wykład z psychologii był pierwszym, jakiego w ogóle słuchałam. Można to wziąć za wróżbę, gdyż w czterech semestrach moich studiów we Wrocławiu zajmowałam się przede wszystkim psychologią. Wykłady Sterna były bardzo proste i zrozumiałe. Siedziałam na nich jak na miłej pogawędce i byłam nieco rozczarowana.” Seminaria psychologiczne i filozoficzne prof. Sterna odbywały się w budynku Collegium Anthropologicum przy obecnej ul. Kuźniczej 35. Jedna z sal nosi dziś imię Edyty Stein, a na fasadzie budynku znajduje się marmurowa tablica z kopią jej podpisu.

Edyta Stein w czasach młodości i tablica pamiątkowa na gmachu przy ul. Kuźniczej 35.
Edyta Stein w czasach młodości i tablica pamiątkowa na gmachu przy ul. Kuźniczej 35. Fot. Archiwum UWr

Edyta zafascynowana była przede wszystkim filozofią i psychologią. „Całe moje studia psychologiczne doprowadziły mnie do przekonania, że ta nauka tkwi jeszcze w powijakach, że brak jej wciąż koniecznego fundamentu w postaci jasnych pojęć i że sama nie jest w stanie tych pojęć wypracować. To zaś, co dotąd poznałam z fenomenologii, zachwycało mnie tak bardzo właśnie dlatego, że fenomenologia w całkiem swoisty sposób opierała się na tego rodzaju pracy badawczej i że tutaj, od początku wykuwało się samemu potrzebne narzędzia myślowe.” Zaintrygowana fenomenologicznymi publikacjami Edmunda Husserla, postanowiła kontynuować studia filozoficzne w Getyndze u samego Husserla. Po obronie doktoratu, wielu przejściach i zawirowaniach życiowych oraz duchowych, 1 stycznia 1922 r. przyjęła chrzest w Kościele katolickim, przybierając imię Teresa.

W październiku 1933 r. pożegnała się z rodziną i wstąpiła do Karmelu w Kolonii. Przyjęła imię Teresa Benedykta od Krzyża, na duchowych opiekunów wybierając sobie największych mistyków karmelitańskich, tj. św. Teresę z Avili i św. Jana od Krzyża. Po złożeniu ślubów wieczystych w 1938 r. została przeniesiona do klasztoru w Holandii. W sierpniu 1942 r. aresztowało ją Gestapo. Została przewieziona do Auschwitz, gdzie po niespełna tygodniu tj. 9 sierpnia 1942 r. zginęła wraz z siostrą w komorze gazowej.

Jan Paweł II beatyfikował Edytę Stein 1 maja 1987 r., a 11 października 1998 r. została kanonizowana. W roku 1999 papież ogłosił świętą Teresę Benedyktę od Krzyża – byłą studentkę najstarszej wrocławskiej uczelni – patronką Europy. Edyta Stein jest jedyną kobietą w gronie kilkorga wyniesionych na ołtarze absolwentów wrocławskiej Alma Mater.

Zob. także

Edyta Stein i Uniwersytet Wrocławski

Kobiety po drugiej stronie katedry

Momentem przełomowym na drodze do kariery naukowej kobiet była I wojna światowa. Jej wybuch otworzył paniom drogę nie tylko do studiów uniwersyteckich, ale i do działalności akademickiej,
czemu do tej pory na przeszkodzie stała tradycja akademicka. Z roku na rok zwiększała się liczba studentów urlopowanych, czyli takich, którzy figurowali w spisach osobowych uczelni, ale faktycznie służyli w wojsku. Na niektórych zajęciach z czasem zaczęły przeważać kobiety, a zdarzało się nawet, że w gronie uczestników zajęć nie było ani jednego studenta. Według źródeł na seminarium historycznym w roku akademickim 1914/1915 przeważały studentki, podobnie na seminarium germanistycznym – z blisko 50 osób ponad połowę stanowiły kobiety. Wojnę najmocniej odczuły kierunki przyrodnicze, bo to z nich powoływano specjalistów do różnych służb w wojsku. Wiele kobiet studiowało fizykę, dlatego prowadzenie niektórych zajęć powierzano także kobietom. Największe zmiany spowodowane wojną zachodziły w klinikach medycznych. Powoływanych do służby na froncie pracowników zastępowały kobiety i personel medyczny o niższych kwalifikacjach. Wojsko pochłaniało nie tylko studentów i kadrę nauczającą – do służby medycznej angażowano również studentki. Aby wyrównać braki wśród wykładowców, Uniwersytet zdecydował się na liczne i szybkie awanse młodych pracowników naukowych, a do prowadzenia zajęć dydaktycznych zaczęto coraz częściej angażować kobiety.

Po klęsce militarnej Niemiec i demobilizacji żołnierzy w styczniu 1918 r., znacznie zwiększyła się liczba studentów na uczelniach. W roku akademickim 1918/1919 zapisało się na studia blisko 5 tys. słuchaczy, z czego prawie 400 stanowiły kobiety. W tym czasie w grupie asystentów znajdowało się już 14 kobiet, z czego 8 z tytułem doktora na medycynie. Prawo do habilitacji kobiety w Niemczech uzyskały dopiero w 1920 r., ale co ciekawe, w tym czasie ich liczba na uczelni spadła, okazało się bowiem, że w czasie wojny ich pomoc uczelni była potrzebna, zaś po jej zakończeniu doszło do zmasowanego ataku męskiego środowiska akademickiego, traktującego je jako konkurentki do swoich miejsc pracy.

Od 1933 r. Uniwersytet ulegał widocznej degradacji. Spadała liczba studentów, przyjmowano także znacznie mniej kobiet. W 1934 r. rozpoczął się w Niemczech oficjalny proces ograniczania zapisów kobiet na studia – immatrykulowano już tylko 702 studentki, a w roku akademickim 1935/1936 ustalono limity liczebności studentów na poszczególnych uczelniach Rzeszy.

Polki na Reichsuniversität

W okresie międzywojennym na Uniwersytecie we Wrocławiu studiowało blisko 100 Polaków, wśród nich były tylko dwie Polki. Ich los nie był łatwy szczególnie w 2. połowie lat 30., gdy Polaków izolowano na ćwiczeniach lub w ogóle usuwano z sal wykładowych. W 1931 r. studia medyczne ukończyła Halina Szuman-Kuczyńska. Nieco później, bo w latach 1935–1939 filologie angielską i niemiecką studiowała Lutosława Malczewska (1914–2004). Była ona w tym czasie jedyną Polką na uczelni, działała w Związku Akademików Górnoślązaków Silesia Superior, a mieszkała na pensji u urszulanek. W czerwcu 1939 r. została relegowana z uczelni wraz z siedemnastoma innymi Polakami. 10 czerwca 1939 r. na antypolskim wiecu w Auli Leopoldyńskiej, padły słowa: „Z dniem dzisiejszym zabrania się Polakom wstępu do Uniwersytetu. Jesteśmy przekonani, że od dnia dzisiejszego już nigdy więcej polska stopa nie przekroczy progów tej niemieckiej uczelni”. Po tych słowach polscy studenci mieli opuścić Aulę i w ogóle uczelnię, ale jak się okazało – nie na długo. Słowa wypowiedziane w Auli się nie spełniły… Malczewska studia dokończyła po wojnie w 1952 r. Została dwukrotnie odznaczona medalem UWr – w 1989 i 1999 r.

Pomimo wybuchu II wojny światowej Uniwersytet we Wrocławiu kontynuował swoją działalność. Na rok akademicki 1939/1940 immatrykulowanych zostało 2177 osób, w tym 325 kobiet. W roku 1940 liczba kobiet wzrosła do 437. Władze uniwersyteckie zwykle przyjmowały więcej pań niż zadekretowane odgórnie 10% ogółu studiujących, ale pod tym względem wojna przyniosła istotną zmianę, ponieważ już w końcu 1940 r. było ich na studiach 646.

Pionierki

Sekretarki, bibliotekarki, asystentki… W wielostronicowych historiach uczelni zwykle nie ma dla nich miejsca. Wspominając pionierów, zapomina się o pionierkach, które w 1945 r., na równi z mężczyznami dźwigały z płonących gruzów wrocławskie uczelnie – Uniwersytet i Politechnikę.

Od lewej: Janina Tuszkiewiczowa, Zofia Gostomska-Zarzycka, Agnieszka Walkowiak.
Od lewej: Janina Tuszkiewiczowa, Zofia Gostomska-Zarzycka, Agnieszka Walkowiak. Fot. Archiwum UWr

Jedyną kobietą w Grupie Naukowo-Kulturalnej, która do Wrocławia dotarła już kilka dni po kapitulacji Festung Breslau, była Zofia Gostomska. Dlaczego prof. Stanisław Kulczyński, organizator wrocławskich uczelni i szef Grupy włączył ją do męskiego zespołu? „Wyjątek zrobiliśmy dla Gostomskiej, która wylegitymowała się przejściem Kanady i umiejętnością władania bronią” – pisał Kulczyński. Zofia Gostomska (1899–1952) pochodziła z Przemyśla. Po maturze pracowała jako prywatna nauczycielka i dziennikarka, a od 1921 r. poświęciła się w pełni swojej pierwszej pasji – bibliotekarstwu. Została stypendystką w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie. W 1925 r. wyemigrowała do Kanady, gdzie najpierw pracowała na farmach, a później w konsulacie RP m.in. w Montrealu. Jednocześnie była korespondentką kilku dzienników. Jej drugą pasją była publicystyka – pisała liczne artykuły podróżnicze i popularnonaukowe. Do Polski wróciła w 1930 r., zatrudniając się we lwowskim Ossolineum. Niestety, ukochany Lwów musiała opuścić podczas okupacji w 1942 r. Osiedliła się w Krakowie, gdzie pracując w różnych instytucjach prywatnych, spędziła resztę lat wojny. Słysząc, że prof. Stanisław Kulczyński zbiera ochotników na wyjazd do mającego skapitulować lada dzień Wrocławia, postanowiła się zgłosić. To właśnie jej, jedynej kobiecie w pierwszej grupie pionierskiej, wrocławska Delegatura Ministra Oświaty i cała Grupa Naukowo-Kulturalna zawdzięcza bogatą kronikę. Kronika ta, oparta na wspomnieniach samej autorki i najbliższych współpracowników prof. Stanisława Kulczyńskiego, wzbogacona została zapiskami z akt delegatury, które niestety uległy już częściowemu rozproszeniu. Dzisiaj kronika jest cennym źródłem informacji o działaniach podejmowanych przez ekipę pionierską, a jej największą zaletą wydaje się być usystematyzowanie i uzupełnienie luk wyłaniających się ze wspomnień poszczególnych członków Grupy Naukowo-Kulturalnej. Redaktorzy trzytomowego zbioru wspomnień pionierów pt. „Trudne dni” określili Gostomską jako najdzielniejszą z pierwszej grupy pionierskiej. Początkowo było w tej grupie tylko dwoje bibliotekarzy: ona i dr Antoni Knot, późniejszy profesor i wieloletni dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej. Kolejni przyjechali dopiero pod koniec maja i czerwca. Przed tą nieliczną grupą ludzi stało ogromne wyzwanie – trzeba było przygotować Bibliotekę Uniwersytecką tak, by w sierpniu 1945 r. mogła zacząć udostępniać swoje zbiory. Liczne wyjazdy do różnych miejscowości w celu poszukiwania ukrytych zbiorów były pasją Gostomskiej. Po zwiezieniu zdobyczy do Wrocławia, zajmowała się zabezpieczaniem i konserwowaniem księgozbiorów, a gdy sytuacja w Bibliotece i na uczelni się unormowała, zajęła się organizowaniem Gabinetu Śląskiego, którym kierowała do czasu odejścia z uczelni. Gabinet ten był jednym z pierwszych działów, jakie powstały w tworzącej się Bibliotece. Dzięki zaangażowaniu Gostomskiej zbiór Gabinetu Śląskiego liczył w krótkim czasie ponad 12 tys. woluminów, a ona sama skupiła się na gromadzeniu informacji dotyczących śląskich miast, sztuki i folkloru. Wkrótce Gabinet przemianowano na Gabinet Śląsko-Łużycki, a Gostomska, jego organizatorka, wyszła za mąż za adiunkta uniwersyteckiego Wydziału Rolnego dr. inż. Kazimierza Zarzyckiego. Po niespełna 4 latach mąż zmarł, a owdowiała Zofia postanowiła wyjechać z Wrocławia i w 1951 r. przeniosła się do Biblioteki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Nie pracowała tam długo, zmarła bowiem 4 marca 1952 r. w wieku zaledwie 53 lat.

Gdy ogląda się zdjęcia Grupy Naukowo-Kulturalnej, łatwo zauważyć, że są na nich tylko dwie kobiety. Jedna to Zofia Gostomska-Zarzycka, zaś druga to Janina Tuszkiewiczowa (1904–1987), rodowita lwowianka mająca za sobą ciężkie doświadczenia wojenne. Była zaangażowana w prace konspiracyjne, a jako jako żołnierz Armii Krajowej walczyła w Powstaniu Warszawskim. Do Wrocławia przyjechała 27 maja 1945 r. Początkowo wraz z córką zatrzymała się na Karłowicach, ale już po paru dniach, ze względu na stan bezpieczeństwa, przeniosła się do klinik, które były pod opieką uzbrojonej straży. „Kliniki tworzyły bardzo duży zamknięty kompleks (…). Przez długi czas poruszałam się tylko w obrębie tego obszaru. Nawet w tzw. odprawach z rektorem Kulczyńskim (przy ob. ul. Szajnochy) nie mogłam brać udziału. Na te odprawy jeździli kierownicy poszczególnych prac grupami, na rowerach. Ja nigdy na rowerze nie jeździłam, a wyprawa w pojedynkę z klinik do centrum miasta ze względu na bezpieczeństwo w ogóle nie była praktykowana” – wspominała. Nie mogąc wyjść poza teren klinik, Tuszkiewiczowa postanowiła zająć się wyżywieniem mieszkającej na klinikach ponad 20-osobowej grupy. Po latach wspominała: „Postanowiłam uruchomić kuchnię. Nie było to łatwym zadaniem, brakowało bowiem podstawowych środków żywności. Sytuację częściowo ratowały resztki zapasów znalezionych w bunkrach klinicznych, wśród nich beczki z solonym mięsem. Niestety mięso to, wprawdzie solone, jednak przez długi czas oblężenia przechowywane, mocno już „pachniało”. Postanowiłam je uwędzić i przy pomocy zatrudnionych Niemców zbudowałam na podwórzu wędzarnię. Żywiliśmy się tym mięsem dość długo i nikt się na szczęście po nim nie rozchorował. Trawienie ułatwiało wino czerwone przywiezione z triumfem przez dra Tadeusza Nowakowskiego”.  Z każdym dniem we Wrocławiu przybywało osadników. Zorganizowano dla nich pokoje w budynku dawnego prywatnego sanatorium laryngologicznego na terenie klinik. „Mirus” szybko stał się prawdziwym domem: „Byliśmy jakby wielką rodziną, którą łączył wspólny cel: zbudowania we Wrocławiu silnego polskiego ośrodka kulturalnego i naukowego” – wspominała Tuszkiewiczowa, której zadaniem, jako kierowniczki tego „hotelu” było jego urządzenie i wyżywienie mieszkańców.  Mieszkanie w „Mirusie” było tylko etapem przejściowym. Uczelnia zaczęła przydzielać swoim pracownikom mieszkania, a wraz z nimi – nowe obowiązki. Janinie Tuszkiewiczowej przypadło w udziale zorganizowanie i prowadzenie sekretariatu rektora oraz senatu Uniwersytetu i Politechniki, co w tych trudnych czasach wymagało niezwykłej energii, sprytu i zręczności. Tuszkiewiczowa była prawą ręką rektora Kulczyńskiego. Sekretarzowała też następnym rektorom, a później pracowała w Ogrodzie Botanicznym. Była powszechnie szanowana i lubiana. Jej dom był miejscem spotkań wrocławskich uczonych. Oprócz pracy na uczelni udzielała się także społecznie: była w grupie założycielskiej Klubu Inteligencji Katolickiej we Wrocławiu, została uhonorowana odznaką „Rodła” przyznawaną osobom, które zasłużyły się przy krzewieniu polskości na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Zmarła w listopadzie 1987 r. w wieku 83 lat.

Kolejną niezwykle ciekawą postacią w gronie kilkunastu pionierek jest Agnieszka Walkowiak (1921–2008), która we Wrocławiu znalazła się w styczniu 1942 r., kiedy to trafiła tu na roboty przymusowe. Skierowano ją do pracy w restauracji przy Briegerstrasse (dziś ul. Brzeska), w której spędziła blisko trzy lata. Jak wszyscy Polacy, których na ulicach Breslau było mnóstwo, musiała nosić na ramieniu opaskę z literą „P”, nie mogła jeździć tramwajami, nie mogła chodzić do kina, a za każde najmniejsze wykroczenie mogła trafić do obozu koncentracyjnego. Podczas oblężenia Festung Breslau niejednokrotnie otarła się o śmierć. Pod koniec marca 1945 r. znalazła się w Clausewitzschule przy dzisiejszej ul. Hauke-Bosaka, gdzie mieścił się obóz dla cudzoziemców, których nie zdołano ewakuować. To właśnie tam, ciężko chorą, zastał ją koniec wojny. Po wyzwoleniu Wrocławia postanowiła w nim pozostać. „Po raz pierwszy wybrałam się do centrum miasta ok. 20 maja, żeby zdobyć coś do jedzenia i żeby na własne oczy zobaczyć tę polską władzę. (…) Znajomi z obozu już pracowali. Znany później we Wrocławiu plastyk Władysław Porejko wraz z drugim plastykiem Andrzejem Willem pracowali w Referacie Muzeów i Ochrony Zabytków Grupy Kulturalno-Naukowej profesora Kulczyńskiego (a właściwie Delegatury Ministra Oświaty). Porejko zaproponował, by dołączyć do nich. I tak, 26 maja, gdy polskie wojsko wracając z Berlina, paradowało na placu Wolności, rozpoczęłam pracę w polskim Wrocławiu” – wspominała. Dostała pracę w Referacie Muzeów i Ochrony Zabytków, którego głównym zadaniem było zabezpieczanie i ewidencja dzieł sztuki znajdujących się w zburzonych muzeach wrocławskich i innych placówkach naukowo-kulturalnych oraz w opuszczonych domach. Referat ten swoją siedzibę miał początkowo w gmachu przy ul. Szajnochy 10, później został przeniesiony do piwnic zburzonego muzeum przy pl. Wolności, a jeszcze później do gmachu przy ul. Szewskiej, gdzie dziś mieści się Ossolineum. Na wyprawy terenowe udawali się tylko mężczyźni, dlatego Agnieszka miała inne zajęcie: „Ja miałam za zadanie siedzieć w gmachu Grupy Naukowo-Kulturalnej przy ul. Szajnochy lub ocalałych pomieszczeniach zburzonych muzeów przy pl. Wolności i przy ul. Kościuszki. Niewiele mając do roboty, penetrowałam zawartość bezpańskich szaf z aktami, stojących na korytarzach i w pustych pokojach. (…)  Pewnego dnia przeglądając wspomniane już szafy z aktami, natrafiłam przypadkowo na wykaz miejscowości na Dolnym Śląsku i ich kryptonimy. Był to niewątpliwie jakiś klucz do szyfru lub fragment klucza. (…) Oddałam te papiery prof. Knotowi i powiedziałam o tym prof. Majewskiemu i mgr. Gębczakowi. Nie wiem, czy tego właśnie poszukiwał sztab prof. Kulczyńskiego, ale od tego czasu poszukiwania i rewindykacja wywiezionych zbiorów uniwersyteckich i dzieł sztuki stały się skuteczne – o ile ekip nie uprzedzili szabrownicy różnego autoramentu”. Autorem szyfru był prof. Günter Grundmann, konserwator zabytków prowincji dolnośląskiej, odpowiedzialny m.in. za ewakuację ruchomego mienia artystycznego i kulturalnego zgromadzonego w Breslau. Rozpoczęta już w 1942 r. akcja ukrywania mienia ruchomego dotyczyła przede wszystkim zbiorów państwowych, które przenoszono do specjalnie przygotowanych na ten cel składnic rozmieszczonych w kilkudziesięciu miejscowościach. Dzięki odnalezieniu przez Agnieszkę Walkowiak klucza do szyfru Grundmanna, udało się znaczną część zbiorów w porę odzyskać. Nie wszystko trafiło jednak na swoje dawne miejsce. Niestety po latach złamanie tego kodu prasa wrocławska niejednokrotnie przypisywała innym osobom.  Po utworzeniu Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu Agnieszka Walkowiak postanowiła pozostać na uczelni. Po uzupełnieniu nauki początkowo pracowała w sekretariacie Związku Nauczycielstwa Polskiego w Sekcji Szkół Wyższych, potem w dziale osobowym Uniwersytetu i Politechniki. „W roku 1950, gdy Politechnika Wrocławska zrywała więzy łączące ją z Uniwersytetem, za innymi pracownikami przeniosłam się do Politechniki, gdzie w 1982 r. przeszłam na emeryturę” – wspominała. Była pierwszym pracownikiem administracyjnym Politechniki Wrocławskiej, który zdobył wyższe wykształcenie. Planowała doktorat, ale na drodze stanęły różne niesprzyjające okoliczności. Z związku z tym postanowiła spełnić swoje inne marzenie – wybudowała mały dom, który w znacznej mierze wykończyła samodzielnie. Pracowała w różnych działach PWr, jednak najbardziej związana była z Archiwum PWr, którego powstanie w znacznej mierze było jej zasługą. To ona w 1979 r. opracowała pierwszą powojenną instrukcję kancelaryjną PWr. Jej współpracownicy i znajomi do dziś wspominają ją jako wszechstronną, ofiarną i pełną inicjatywy, niezwykle życzliwą i uczynną osobę. Była aktywna społecznie – należała m.in. do Towarzystwa Miłośników Wrocławia, do Klubu Ludzi z Literą „P”, działała w NOT, PTTK i ZNP. Była wielokrotnie nagradzana i odznaczana, otrzymała m.in. przyznawaną nielicznemu gronu osób odznakę „Za zasługi dla archiwistyki”. Zmarła w wieku 87 lat. Przez wiele lat, niemal do końca życia, zabiegała o upamiętnienie pionierów i tych wszystkich, którzy odbudowywali wrocławskie uczelnie w pierwszych powojennych latach. Chciała, by o ich zasługach przypominała tablica pamiątkowa. Jej marzenie urzeczywistniło się w roku obchodów 70-lecia polskiej nauki we Wrocławiu, gdy w listopadzie 2015 r. taka tablica pojawiła się w głównym gmachu UWr.

Polki na polskim Uniwersytecie

Wybitnych kobiet w powojennej historii uczelni było i jest wiele. Wszystkich nie sposób wymienić, dlatego przyjrzymy się tylko kilku, które były „pierwsze” lub „jedyne” pod jakimś względem. Ludwika Rychlewska (1917–2010) była jedną z pierwszych absolwentek Uniwersytetu Wrocławskiego. Jej dyplom magistra filozofii w zakresie filologii klasycznej ma nr 2. Został wydany 13 czerwca 1946 r. i podpisany przez prof. Edmunda Bulandę. Prof. Rychlewska przybyła do Wrocławia ze Lwowa i z tutejszym Uniwersytetem związała się na stałe. Pełniła tu m.in. funkcję prodziekana Wydziału Filologicznego oraz dyrektora Instytutu Filologii Klasycznej i Kultury Antycznej. Zmarła w 2010 r. wieku 93 lat, pozostawiając wielu swoich wychowanków – znakomitych
filologów.

Prof. Maria Kokoszyńska-Lutman (1905–1981) – organizatorka wrocławskich badań z zakresu logiki – była pierwszą kobietą pełniącą na Uniwersytecie Wrocławskim funkcję prorektora. W kadencji rektora Edwarda Marczewskiego była prorektorem ds. dydaktycznych (w latach 1955–1956). W latach 50. XX wieku była ponadto prodziekanem i dziekanem Wydziału Filozoficzno-Historycznego. Przyczyniła się do wykształcenia we Wrocławiu mocnego ośrodka naukowego logiki.

Od lewej: prof. Ludwika Rychlewska i jej dyplom ukończenia studiów; prof. Maria Koszyńska-Lutman.
Od lewej: prof. Ludwika Rychlewska i jej dyplom ukończenia studiów; prof. Maria Kokoszyńska-Lutman. Fot. Archiwum UWr

W zestawieniu wyjątkowych kobiet nie może zabraknąć prawdopodobnie najpiękniej i najlepiej śpiewającej, a do tego najpopularniejszej absolwentki Uniwersytetu Wrocławskiego, zwanej Białym Aniołem polskiej estrady, Anny German (1936–1982). Anna German studiowała geologię na Uniwersytecie Wrocławskim na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Z ulicy Trzebnickiej, gdzie mieszkała w tych latach, nie miała daleko do Instytutu Nauk Geologicznych przy ul. Cybulskiego. W tamtym czasie główne wejście do budynku znajdowało się od strony dzisiejszego bulwaru J. Zwierzyckiego. Studenci i pracownicy przechodzili wtedy przez hol dzisiejszego Muzeum Geologicznego im. Henryka Teisseyre. Prof. H. Teisseyre był wówczas kierownikiem Katedry Geologii Stratygraficznej, gdzie pod kierunkiem Zdzisława Śliwy Anna German przygotowywała pracę magisterską. Dyplom uzyskała w styczniu 1962 r., broniąc pracę magisterską pod tytułem „Zdjęcie geologiczne okolic Zatonia”. Pod tym nieco tajemniczym tytułem kryje się ogrom solidnej geologicznej roboty – własnoręcznie sporządzona mapa geologiczna. Dziesiątki kilometrów marszrut, mnóstwo pobranych próbek, wiele rysunków i szkiców, długie godziny spędzone przy interpretacji wyników i kreśleniu mapy. Efekt – własnoręcznie pokolorowany prostokąt, przedstawiający budowę geologiczną obszaru kilkunastu kilometrów kwadratowych terenu wciśniętego w „worek Bogatyni” na południowo-zachodnim krańcu Polski. Nie warto chyba doszukiwać się „wpływu studiów geologicznych na twórczość wielkiej piosenkarki Anny German”. Warto jednak pamiętać, że studia te na pewno wzmocniły jej wrażliwość na piękno przyrody i miłość do swej ojczyzny z wyboru.

Kobiety doktorami honoris causa

Tym, co pozytywnie wyróżnia Uniwersytet Wrocławski uczelnię na tle innych polskich szkół wyższych, jest nadawanie tytułu doktora honoris causa kobietom. W gronie ponad 160 osób, którym w powojennej historii uczelni taki tytuł przyznano, jest [tylko czy aż?] pięć kobiet.

Od lewej: prof. Bogusława Jeżowska-Trzebiatowska, prof. Alodia Kawecka-Gryczowa, prof. Karolina Lanckorońska, Urszula Kozioł, prof. Zuzanna Topolińska.
Od lewej: prof. Bogusława Jeżowska-Trzebiatowska, prof. Alodia Kawecka-Gryczowa, prof. Karolina Lanckorońska, Urszula Kozioł, prof. Zuzanna Topolińska. Fot. Archiwum UWr

Pierwszą kobietą doktorem honoris causa w dziejach UWr została wybitna fizykochemiczka prof. Bogusława Jeżowska-Trzebiatowska (1908–1991). Uroczysta promocja odbyła się 17 grudnia 1980 r. w Auli Leopoldyńskiej. Prof. Stanisław Wajda, promotor, tak pisał we wniosku o nadanie jej honorowego doktoratu: „Bogusława Jeżowska-Trzebiatowska jest twórcą znanej w świecie wrocławskiej szkoły chemii koordynacyjnej, przyczyniła się w znacznej mierze do rozwoju tej dyscypliny nauki”. Prof. Henryk Ratajczak, ówczesny rektor UWr, mówił podczas uroczystości: „Wieloletnia i wielostronna działalność naukowa, szerokie horyzonty i zainteresowania badawcze, twórcza pasja i talent organizacyjny sprawiły, że działalność prof. Bogusławy Jeżowskiej-Trzebiatowskiej musi być mierzona w skali osiągnięć o znaczeniu światowym. Należy ona do najwybitniejszych przedstawicieli nauki polskiej, której jest godnym i uznanym przedstawicielem na świecie”. Urodzona w Stanisławowie pod Lwowem Bogusława Jeżowska, zainspirowana sukcesem naukowym Marii Curie-Skłodowskiej, zdecydowała się – wbrew rodzicom – studiować chemię. Na Politechnice Lwowskiej była jedną z zaledwie dziesięciu studentek chemii, a w 1935 r. –  jako pierwsza kobieta na Politechnice Lwowskiej – uzyskała stopień doktora. Po wojnie, zmuszona była opuścić ukochany Lwów i przeniosła się do Wrocławia, gdzie aktywnie uczestniczyła w budowaniu polskiego szkolnictwa wyższego. Była organizatorką m.in. Instytutu Chemii UWr oraz wielu katedr i zakładów chemicznych na Uniwersytecie i Politechnice. Honorowy doktorat UWr, jeden z czterech jakie miała, przyznano jej m.in. „za wybitne osiągnięcia naukowe i zasługi dla rozwoju Uniwersytetu Wrocławskiego oraz za zorganizowanie wrocławskiej szkoły chemii koordynacyjnej”. Prof. Jeżowska-Trzebiatowska była chemikiem światowej sławy, wykładała na wielu uczelniach zagranicznych, ponadto była członkiem krajowych i zagranicznych towarzystw naukowych, laureatką licznych nagród i odznaczeń. Zmarła w 1991 r, zostawiając po sobie ponad 600 prac naukowych m.in. z dziedziny chemii koordynacyjnej i chemii pierwiastków oraz liczne grono polskich chemików (i chemiczek) – swoich uczniów (i uczennic) dla których była największym autorytetem.

Kolejne dwa doktoraty honoris causa przyznano kobietom dopiero 10 lat później. Uroczystą promocję doktorską dwóch wybitnych uczonych – prof. Karoliny Lanckorońskiej oraz prof. Alodii Kaweckiej-Gryczowej zaplanowano na 15 maja 1990 r. Ze względu na zły stan zdrowia do Wrocławia nie mogła przybyć jednak ani 90-letnia wówczas Karolina Lanckorońska, ani 87-letnia Alodia Kawecka-Gryczowa. Aby w imieniu władz uczelni wręczyć dyplom doktora honoris causa UWr prof. Kaweckiej-Gryczowej, do Warszawy udał się prof. Krzysztof Migoń, promotor. Jak się wkrótce miało okazać, było to ostatnie wyróżnienie tej znawczyni historii książki, bowiem kilkanaście dni później zmarła.

Prof. Alodia Kawecka-Gryczowa (1903–1990) otrzymała honorowy doktorat UWr „za osiągnięcia naukowe w badaniach nad dziejami książki polskiej”. Była bibliotekarką, historykiem kultury, bibliologiem i bibliografem, profesorem i kierownikiem Pracowni Bibliografii Staropolskiej Instytutu Badań Literackich PAN w Warszawie, wiele lat pracowała w Bibliotece Narodowej, z którą związana była od 1930 r. tj. niemalże od początku jej istnienia. W czasie wojny z poświęceniem troszczyła się o powierzone jej księgozbiory, a zaraz po zakończeniu działań wojennych przystąpiła do poszukiwania rozproszonych zbiorów. Poza zadaniami zabezpieczającymi i poszukiwawczymi organizowała prace rejestracyjne oraz tworzyła warsztat do opracowywania starych druków, kontynuowała także pracę naukową w dziedzinie historii książki. Stworzyła i redagowała wiele serii naukowych, a jej prace poszerzyły znacznie wiedzę o dawnej książce i o jej roli w kulturze i społeczeństwie. Na podstawie nowych źródeł i różnorodnych metod księgoznawczych wzbogaciła piśmiennictwo o nowe fakty i interpretacje.

Prof. Karolina Lanckorońska (1898–2002) wł. Karolina Maria Adelajda Franciszka Ksawera Małgorzata Edina hrabina Lanckorońska z Brzezia herbu Zadora. Pomimo iż przysługiwał jej tytuł hrabiowski, nigdy go nie używała, tłumacząc to tym, że znaczenie mają jedynie tytuły naukowe i dlatego „poślubiła naukę” (rzeczywiście nigdy nie wyszła za mąż). Była historykiem sztuki, wybitną znawczynią i badaczką włoskiej sztuki renesansu i baroku, autorką licznych prac poświęconych twórczości największych mistrzów włoskich XVI wieku. Doktorat z historii sztuki obroniła w 1926 r. na Uniwersytecie Wiedeńskim. W 1936 r. została pierwszą kobietą w Polsce, która napisała pracę habilitacyjną z historii sztuki, a jednocześnie pierwszą kobietą na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, która uzyskała tu habilitację. Z tą lwowską uczelnią związała ważną część swojego życia. W liście datowanym na 16 marca 1990 r., a będącym odpowiedzią na list prof. Mieczysława Klimowicza, ówczesnego rektora, informujący o nadaniu jej tytułu doktora honoris causa UWr, czytamy: „Wielki ten dar intelektualny mnie nie tylko zaszczyca, ale i wzrusza do głębi. Dowiadując się bowiem o tym wyróżnieniu, które mnie niezasłużenie spotyka, myśli moje i uczucia wróciły do okresu, niestety krótkiego, mojej pracy dydaktycznej we Lwowie, przerwanej brutalnie lat temu 52. Dziś zostaję członkiem społeczności Uniwersytetu Wrocławskiego, który chlubnie kontynuuje tradycje Uniwersytetu Jana Kazimierza. Z całego serca dziękuję. Żałuję ogromnie, że wiek i siły już mi nie pozwolą przybyć do Wrocławia na uroczystą promocję”. Promocja prof. Lanckorońskiej na doktora honoris causa UWr odbyła się dwa miesiące później, tj. w maju 1990 r. w siedzibie Polskiego Instytutu Historycznego w Rzymie. Instytut ten został przez nią założony w listopadzie 1945 r., tuż po tym jak świadomie odrzuciła karierę profesora uniwersyteckiego i całkowicie poświęciła się pracy nad problemami rozwoju nauki i kultury polskiej za granicą, ratowaniu polskich zabytków kultury, wsparciu finansowemu polskich naukowców oraz studentów, którzy pracowali lub studiowali w różnych krajach Europy Zachodniej. Ze stypendiów przez nią fundowanych skorzystało także wielu historyków i historyków sztuki związanych z UWr. Pod koniec życia Lanckorońska przekazała swojej Ojczyźnie niezwykły dar – dzieła sztuki należące do kolekcji rodowej, których wartość artystyczna i historyczna nie ma sobie równej w Polsce. Choć za swoje wybitne zasługi była wielokrotnie nagradzana i wyróżniana, otrzymała m.in. doktoraty honorowe trzech uczelni, powtarzała: „Znam dwa słowa: służba i zasługa. Zasług nie mam. Służyć się starałam.” Urodziła się w wieku XIX, a zmarła w XXI, mając 104 lata. Całe życie służyła Ojczyźnie, Bogu i nauce.

Ciekawą postacią w gronie kobiet z tytułem doktora honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego jest Urszula Kozioł (ur. 1931) – poetka, prozaik, autorka felietonów i utworów dramatycznych dla dzieci i dorosłych, należąca do tzw. pokolenia współczesności. Na Uniwersytecie Wrocławskim studiowała filologię polską, współredagowała pismo studentów i młodej inteligencji „Poglądy”, w latach 1965–1967 była dyrektorem Wrocławskiego Ośrodka Kultury, a od roku 1971 przez wiele lat redagowała miesięcznik „Odra”. Urszula Kozioł jest poetką wybitną, wysoko cenioną przez krytykę i czytelników. Jej twórczości poświęcone zostały książki monograficzne. Wiele utworów przełożonych zostało m.in. na język niemiecki, angielski, amerykański, włoski, serbski, rosyjski, czeski, słowacki, francuski, bułgarski, rumuński, hebrajski, węgierski i hindi. Wiersze ukazały się w licznych antologiach, a także w osobnych tomach, przede wszystkim w Niemczech w przekładach m.in. Karla Dedeciusa, Henryka Bereski i Jutty Janke, ale także w Stanach Zjednoczonych, Serbii i w Rosji. Tytuł doktora honoris causa został Urszuli Kozioł nadany 30 października 2002 r., zaś uroczysta promocja odbyła się 11 kwietnia 2003 r. Promotorem był prof. Jacek Petelenz-Łukasiewicz.

Ostatnią kobietą uhonorowaną przez Uniwersytet Wrocławski tytułem doktora honoris causa jest znawczyni języka macedońskiego prof. Zuzanna Topolińska (ur. 1931), która jest jednym z najwybitniejszych językoznawców slawistów na świeci.  Doktorat (1959) i habilitację (1964) uzyskała na Uniwersytecie Warszawskim. Do 1992 r. pracowała w Polskiej Akademii Nauk, później na Uniwersytecie św. Cyryla i Metodego w Skopje. Od 2000 r. kieruje Centrum Badawczym Lingwistyki Arealnej im. Bożydara Widoeskiego przy Macedońskiej Akademii Nauk i Sztuk. Jest autorką ponad 630 prac podejmujących fundamentalne zagadnienia językoznawstwa polskiego, słowiańskiego i teorii języka. Jej książki i artykuły dotyczą całej słowiańszczyzny, przede wszystkim języka polskiego i kaszubszczyzny, języka macedońskiego oraz pozostałych języków zachodnio- i południowosłowiańskich. Ich przedmiotem są problemy fonologii, składni, semantyki, leksykologii i leksykografii, dialektologii i geografii lingwistycznej, historii języka i in. W każdej z tych dyscyplin osiągnęła godne najwyższego podziwu rezultaty, a jej koncepcje wywarły i nadal wywierają znaczący wpływ na rozwój i kształtowanie się myśli językoznawczej w Polsce i w krajach byłej Jugosławii, zwłaszcza w Macedonii. Dla językoznawstwa polskiego i słowiańskiego doniosłe znaczenie ma „Gramatyka współczesnego języka polskiego”, której była inicjatorką i współautorką, oraz projekt badawczy „Polski~macedoński. Konfrontacja gramatyczna” (ukazało się 10 tomów). Prof. Topolińska wykładała jako visiting professor na uniwersytetach amerykańskich. Jest członkiem PAU, Macedońskiej Akademii Nauk i Sztuk, Serbskiej Akademii Nauk i Sztuk, doktorem honoris causa Uniwersytetu św. Cyryla i Metodego w Skopje. Od lat współpracuje z Instytutem Filologii Słowiańskiej UWr. Uroczysta promocja prof. Topolińskiej odbyła się 12 maja 2016 r. Promotorem był prof. Jan Sokołowski z Instytutu Filologii Słowiańskiej, z którym laureatka od lat współpracuje przy różnych projektach dotyczących m.in. lingwistyki macedońskiej.

Tablica z nazwiskami profesorów UWr – doktorów honoris causa innych uczelni.
Tablica z nazwiskami profesorów UWr – doktorów honoris causa innych uczelni. Fot. Dominika Hull/UWr/CC BY-NC 2.0

Pisząc o kobietach z tytułem doktora honoris causa, nie można pominąć tych uczonych, które pracując na Uniwersytecie Wrocławskim, zostały uhonorowane tą najwyższą godnością akademicką przez inne uczelnie krajowe i zagraniczne. Ich nazwiska znajdują się odsłoniętej 22 czerwca 2016 r. tablicy pamiątkowej umieszczonej w reprezentacyjnym korytarzu I piętra głównego gmachu UWr. Na płytach z czerwonego piaskowca umieszczone są w kolejności chronologicznej nazwiska ponad 40 uczonych. O roku nadania tytułu informują znajdujące się obok nazwisk emblematy z wytrawianego i oksydowanego mosiądzu. Wśród upamiętnionych w ten sposób uczonych, są cztery kobiety. Jako pierwsza pojawia się prof. Ewa Maleczyńska (1900–1972) – pochodząca ze Lwowa i związana do 1939 r. z tamtejszym Uniwersytetem Jana Kazimierza historyk, która po wojnie osiadła we Wrocławiu i tu do końca życia pracowała w Instytucie Historycznym UWr. Najwyższą godnością akademicką została uhonorowana w 1969 r. przez Uniwersytet im. Jana Ewangelisty Purkyniego w Brnie. Kolejna kobieta wymieniona na pamiątkowej tablicy, to prof. Bogusława Jeżowska-Trzebiatowska, chemiczka, która otrzymała aż cztery tytuły doktora honoris causa. Pierwszy tytuł nadała jej w 1971 r. Wyższa Szkoła w Bratysławie, kolejne – nadane w latach 1978 i 1980 – były wyróżnieniami przyznanymi przez Uniwersytet im. Łomonosowa w Moskwie, Politechnikę Wrocławską oraz Uniwersytet Wrocławski. Kolejną kobietą, której nazwisko widnieje na pamiątkowej tablicy, jest prof. Janina Skrzypiec-Legendziewicz (ur. 1938) z Wydziału Chemii UWr. W grudniu 2013 r. otrzymała ona tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Claude’a Bernarda Lyon 1 w uznaniu zasług i osiągnięć w dziedzinie spektroskopii materiałów luminescencyjnych i ponad dwudziestoletnią owocną współpracę naukową z fizykami z Lyonu. Ostatnią uczoną z Uniwersytetu Wrocławskiego uhonorowaną tytułem doktora honoris causa jest prof. Teresa Łoś-Nowak (ur. 1945), była prorektor Uniwersytetu Wrocławskiego, wybitna badaczka stosunków międzynarodowych, postrzegana w środowisku akademickim jako autorytet w zakresie teorii stosunków międzynarodowych oraz polityki zagranicznej Polski. Honorowy doktorat, nadany przez Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, odebrała w grudniu 2016 r., stając się tym samym 79. doktorem honorowym UMCS.

Od lewej: prof. Janina Legendziewicz oraz prof. Teresa Łoś-Nowak.
Od lewej: prof. Janina Skrzypiec-Legendziewicz oraz prof. Teresa Łoś-Nowak. Fot. materiały uczelni nadających tytuł

W gronie znanych absolwentów i absolwentek Uniwersytetu Wrocławskiego jest wiele kobiet. Wśród nich są artystki-piosenkarki takie jak Anna German czy Pola Raksa, posłanki na Sejm m.in. Barbara Labuda, Beata Kempa, Jolanta Fedak, Ewa Wolak, Teresa Skubalanka, Joanna Berdzik, Alicja Wosik; pisarki, poetki i dziennikarki – Joanna Bator, Katarzyna Obara-Kowalska, Janina Wieczerska, Małgorzata Domagalik, Magdalena Bajer; przedstawicielki świata kultury m.in. Ewa Stankiewicz, Magdalena Łazarkiewicz, Barbara Piasecka-Johnson i wiele wiele innych…

A jak jest dziś?

Minęło ponad 120 lat od czasu, gdy kobiety po raz pierwszy pojawiły się na wrocławskiej Alma Mater. Kiedyś były w mniejszości: wśród blisko 2200 studentów pań było tylko 56 (1908/1909). Z czasem ich liczba rosła, zarówno wśród studentów, jak i wykładowców. Najwięcej pań wybierało fakultet filozoficzny i medyczny, tylko nieliczne decydowały się na studia prawnicze czy teologiczne. Dziś panie stanowią około 70% wszystkich studiujących, wśród kandydatów na studia też przeważają dziewczęta. Do najbardziej „sfeminizowanych” kierunków należy m.in. pedagogika, psychologia, biologia, filologia polska i inne filologie, zaś najmniej pań jest na studiach ścisłych m.in. informatyce i fizyce. Panie stanowią dziś blisko połowę pracowników Uniwersytetu. Również połowa nauczycieli akademickich to kobiety.

Kamilla Jasińska


Artykuł jest poprawioną i poszerzoną wersją tekstu „Kobieca twarz uczelni”, który ukazał się m.in. w „Przeglądzie Uniwersyteckim” nr 1/2014, s. 39–45. Do niniejszego tekstu włączono także fragmenty artykułu „Kobieca twarz uczelni – pionierki” opublikowanego m.in. w „Przeglądzie Uniwersyteckim” nr 1/2015 s. 32–35 (cz. 1) oraz nr 2/2015 s. 28–31 (cz. 2).


Najważniejsza literatura:

  • Historia Uniwersytetu Wrocławskiego 1702–2002, Teresa Kulak, Mieczysław Pater, Wojciech Wrzesiński, Wrocław 2002.
  • Popiński Krzysztof, Pierwsze kobiety na studiach na Uniwersytecie Wrocławskim (1895–1918), [w:] Studia i materiały z dziejów Uniwersytetu Wrocławskiego, tom IV, Wrocław 1995.
  • Gelles Romuald, Doktorzy honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego 1803–2002, Wrocław 2003.
  • Rozynek Józef, Ziółkowski Józef, Doktorzy honoris causa UWr 1948–1992, Wrocław 1993.
  • Suleja Jarosław, Studenci i ich organizacje [w:] Universitas litterarum Wratislaviensis, Księga Pamiątkowa Jubileuszu 200-lecia utworzenia Państwowego Uniwersytetu we Wrocławiu, Wrocław 2013.

Dodane przez: Kamilla Jasińska

7 Mar 2018

ostatnia modyfikacja: 8 Mar 2018