Strona używa plików cookies więcej

Kartka z przeszłości / Ludzie

Nehring – polski rektor niemieckiego Uniwersytetu

Breslau, 20 stycznia 1909 r., środa rano. W domu przy Sternstrasse 22 (ob. Sienkiewicza) w wieku 79 lat umiera prof. Władysław Nehring. Był jedynym polskim rektorem uniwersytetu we Wrocławiu i jednym z najwybitniejszych przedstawicieli przedwojennej wrocławskiej slawistyki.

W sobotę 23 stycznia 1909 r. Władysława Nehringa żegnały tłumy. O godz. 13 kaplica cmentarna – nie ta istniejąca do dziś, ale ta wcześniejsza, z 1872 r. projektu Carla Colbego – wypełniła się po brzegi. Rodziny było niewiele, bo w ostatnich latach życia Nehring pochował dwóch synów, żonę i jedną z córek. Wśród zgromadzonych nie zabrakło przedstawicieli władz miasta, Uniwersytetu, towarzystw naukowych i korporacji, członków senatu uniwersyteckiego, profesorów Wydziału Filozoficznego, studentów i mieszkańców Breslau, duchowieństwa… Delegatów przysłały także krakowska Akademia Umiejętności, Uniwersytet Jagielloński i poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Swojego krajana żegnali mieszkańcy Kłecka i okolic, a w kaplicy i wokół niej wyraźnie słychać było język polski.

W imieniu Uniwersytetu żegnali Nehringa naczelny prezes Śląska i kurator uczelni hr. Zedlitz-Trützschler oraz rektor prof. Wilhelm Uhthoff. Wzruszającą mowę nad trumną swego przyjaciela wygłosił tajny radca dr Foerster, profesor filologii klasycznej na Uniwersytecie, ten sam, który w imieniu swoim i Towarzystwa Śląskiego Kultury Ojczyźnianej zamieścił duży nekrolog w „Schlesische Zeitung”. Jak relacjonowali dziennikarze, to właśnie on po mistrzowsku scharakteryzował rozległą i obfitą w owoce naukowe działalność Nehringa. Po uroczystych wystąpieniach tłum żałobników odprowadził Nehringa na miejsce jego ostatniego spoczynku.

Kilka dni po pogrzebie „Dziennik Poznański” opublikował telegramy kondolencyjne nadesłane m.in. przez rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, dziekana Wydziału Filozofi cznego Uniwersytetu we Lwowie i przedstawicieli Biblioteki Ossolińskich we Lwowie. Wyrazy głębokiego żalu i współczucia przekazali uczeni m.in. z Krakowa, Lwowa, Wiednia, Pragi. Prof. Aleksander Brückner nadesłał list z Berlina, a jeden z uczniów Nehringa, Ignacy Chrzanowski – z Warszawy. Uznanie dla działalności zmarłego wyrazili przedstawiciele towarzystw naukowych, literackich, ludoznawczych i dziennikarskich, szczególnie ze Lwowa. Rektora pożegnali też duchowni, m.in. książę biskup kardynał dr Kopp i ks. biskup dr Marx z Wrocławia.

W polskiej prasie pojawiło się wiele wzmianek o śmierci Nehringa i jego zasługach. Jedna z gazet pisała, że „czarna chorągiew wywieszona przez Akademię Umiejętności w Krakowie była nie tylko wyrazem jej żałoby, lecz i całej inteligentnej społeczności polskiej”. Ignacy Chrzanowski, były uczeń Nehringa, uważał, że większość społeczeństwa niekoniecznie wie, kim był żyjący w oddalonym o kilkaset kilometrów Breslau Nehring, a tego typu frazesy miały tylko uśpić sumienie społeczeństwa. Jednocześnie Chrzanowski przyznawał, że jedna informacja podawana w prasie była prawdziwa i nieprzesadzona: że Nehring był znakomitym uczonym.

Nehringa pożegnano we Wrocławiu ze wszystkimi honorami, jakie należały się rektorowi i dziekanowi. „Wobec nader licznych dowodów i wyrazów szczerego współczucia” wzruszona córka uczonego, Zofia Nehring, na łamach „Dziennika Poznańskiego” 28 stycznia 1909 r. dziękowała wszystkim, którzy oddali jej ojcu ostatnią przysługę, przybywając na pogrzeb.

Kwatera 76

Ulica Sternstrasse (ob. Sienkiewicza), przy której mieszkał Nehring, należała do Parafii Najświętszej Marii Panny na Piasku, dzierżącej na cmentarzu na Osobowicach (Kommunal Friedhof in Oswitz) pole nr 76. Zgodnie z niemieckim zwyczajem pole to podzielone zostało na dwie części, obejmujące groby zwykłe, wewnątrz kwatery, oraz groby specjalne, tzw. Randgräbe. Kwatera Nehringa opłacona była – przypuszczalnie – na 30 lat, czyli do 1939 r. Dlaczego nie dłużej? Bo zgodnie z ówczesnym prawem groby zwykłe można było dzierżawić przez 20 lat, a te specjalne maksymalnie przez 30 lat. Córka Zofia, która zmarła w 1927 r., została pochowana tuż obok ojca.

W 1945 r., po zakończeniu wojny, wraz z przybyłymi do Wrocławia Polakami przyjechał Tadeusz Mikulski. To on miał zorganizować polonistykę na tworzącym się od podstaw na niemieckich zgliszczach polskim uniwersytecie. Mikulski pamiętał i o Cybulskim, i o Nehringu, którzy przed laty kierowali Katedrą Języków i Literatur Słowiańskich. Kierując się – jak pisał Mikulski – „prawem słusznego dziedziczenia w kulturze do tych dwu świetnych nazwisk wrocławskich” – rozpoczął poszukiwania materialnych śladów ich życia i działalności.

Po Nehringu niewiele się ostało. Kamienica przy ul. Sienkiewicza leżała w gruzach. Wraz z nią przestała istnieć pracownia, w której przez lata powstawały jego prace, w której spotykał się z młodzieżą akademicką i w której 23 października 1900 r. świętował z przyjaciółmi z uczelni swoje 70. urodziny. Część spuścizny – m.in. dzienniki, korespondencja i notatki przejęte po śmierci przez córkę, a potem oddane w opiekę dr. Stefana Kuczyńskiego, polskiego lekarza – niemalże cudem ocalała z wojennej zawieruchy i za pośrednictwem Antoniego Knota trafi ła pod koniec 1946 r. do Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu.

Mikulski wierzył w to, że zachował się grób Nehringa, dlatego niemalże od razu po przyjeździe do Wrocławia rozpoczął jego poszukiwania. Nie było to łatwe. Wrocław leżał w gruzach, wiele archiwaliów spłonęło lub zaginęło, a ewidencja cmentarna pozostawiała wiele do życzenia. Mikulski jednak nie odpuszczał i w końcu dopiął swego. W roku 1950 wspominał: „Z planem pola 76 wraz z kierownikiem cmentarza dochodzimy do miejsca oznaczonego w ewidencji liczbą 37 i nazwiskiem Władysława Nehringa, profesora uniwersytetu. Z najwyższym staraniem sprawdzamy te wskazówki […]. Nie dowierzając oczom i notatkom planu, ustalamy uważnie kolejność, znakowanie grobów. Oto mogiła Zofi i Nehring, opatrzona numerem 38, zapomniana, bez napisu, ale przecież widoczna, istniejąca. Na miejscu 37 nie ma grobu Nehringa! Nie ma w ogóle żadnego grobu! Miejsce 37, wraz z sąsiednim miejscem 36, obsadzono tujami w czworobok, z niemiec ką pedanterią […]. Wewnątrz tak uzyskanej parceli stoi skrzynia drewniana do wrzucania śmieci czy poschniętych wieńców […]. Grób Władysława Nehringa został zniwelowany łopatą niemiecką do cna. Usunięto z niego pomniczek, na którym – według pamięci dra Kuczyńskiego – imię profesora, Władysław, wypisano z wielkim staraniem o właściwą ortografię. Zasadzono dla niepoznaki tuje, okryto suchą zielenią barbarzyństwo popełnionego czynu”.

Przeciwko obojętności

Mikulski był przekonany, że zmarły Nehring stał się ofiarą wojny polsko-niemieckiej przeniesionej z pól bitewnych na osobowicki cmentarz. Teoretycznie zarząd cmentarza mógł w 1939 r., po upływie terminu dzierżawy, nakazać likwidację jego grobu. Dlaczego jednak nie usunięto innych równie starych grobów? Powierzając Nehringowi godność rektora, a także pruskie odznaczenia państwowe, Niemcy z jednej strony doceniali jego wielkość naukową, z drugiej jednak strony nie omieszkali – jak twierdził Bernard Woodrow Januszewski – wytknąć mu tego, co ich bolało. W jednym z niemieckich czasopism stwierdzono: „Przed zasługami naukowymi Nehringa – czołem! Tak, ale on okrywał chwałą język polski i literaturę polską! Czasami nawet wykładał po polsku, a i w domu jego mówiono po polsku”. Fakt, że Nehring przez czterdzieści lat wykładał na Uniwersytecie język i literaturę polską, niejednokrotnie prowadząc wykłady w języku polskim, najwidoczniej bardzo przeszkadzał Niemcom i dlatego ręką niemieckiego grabarza zlikwidowano kamienny nagrobek, a ślady po mogile zatarto, ustawiając na szczątkach wielkiego uczonego kosz na śmieci, będący de facto, jak twierdzą świadkowie, potężną skrzynią.

W 1950 r. Mikulski apelował: „Ziemia gromadzi prochy obojętnie. Czy nie sprzeciwimy się tej obojętności? Połóżmy słowo polskie na grobie Nehringa”. Osiem lat później, w 1958 r., Mikulski zmarł, ale jego apel odżył w wydanej w 1961 r. przez Bogdana Zakrzewskiego książce „Temat Wrocław”. Sprawę nagrobka Nehringa postanowiło wziąć w swoje ręce powstałe w 1956 r. Towarzystwo Miłośników Wrocławia. Na miejscu uprzątniętego niemieckiego kosza na śmieci usypano mogiłę, a poruszone opowieścią o Nehringu kobiety powtarzały: „Trzeba tu kamień położyć, a wokół zasadzić dużo kwiatów”. Sprawę ostatecznie zakończono dopiero w 1967 r., kiedy na przywróconej mogile spoczął granitowy kamień. „Sprzeciwiliśmy się! Rewindykowaliśmy grób, położyliśmy granitowy kamień z polskim słowem, taki sam kamień, jaki spoczywa na mogile profesora Mikulskiego” – pisał w 1968 r. w „Kalendarzu Wrocławskim” Bernard Woodrow Januszewski.

Fakt, że nagrobek Nehringa postawiony został z inicjatywy fundacji Towarzystwa Miłośników Wrocławia, potwierdza jedynie krótka jednozdaniowa notka zachowana w kronice TMW opracowanej przez Tereniusza Nawrockiego. Nie zachowały się żadne inne dokumenty. Dziwi też to, że choć kamień z piękną inskrypcją ustawiono 30 września, to zwięzła informacja w „Słowie Polskim” zamieszczona została dopiero 13 października. Dlaczego prasa tak długo milczała? Dlaczego milczały inne dzienniki? Czy w powojennych dwóch dekadach niemiecko brzmiące nazwisko wielkiego polskiego uczonego przyćmiło jego dokonania na polu nauki? To pytanie pozostaje nadal otwarte.

Grób Nehringa znajduje się na polu nr 76, w drugim rzędzie po lewej od alei głównej wiodącej od głównego wejścia w kierunku kaplicy.

Władysław Nehring (ur. 23 października 1830 r. w Kłecku, zm. 20 stycznia 1909  r. we Wrocławiu). Był jedynym polskim rektorem uniwersytetu w Breslau i jednym z najwybitniejszych przedstawicieli przedwojennej wrocławskiej slawistyki. Z uniwersytetem związany był jako student, a później nauczyciel akademicki. W 1856 r. obronił doktorat i podjął pracę najpierw w gimnazjum w Trzemesznie, a potem w gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu. Po śmierci Wojciecha Cybulskiego objął w 1868 r. kierownictwo Katedry Literatur i Języków Słowiańskich, którą kierował przez blisko czterdzieści lat, do 1907 r. Był trzecim Słowianinem i drugim Polakiem pełniącym tę funkcję. Ogromny wkład pracy organizacyjnej, a przede wszystkim naukowej sprawił, że katedra ta szybko osiągnęła europejski poziom, a okres ten uważany jest do dziś za złoty okres przedwojennej wrocławskiej slawistyki. Nehring równolegle opiekował się Towarzystwem Literacko-Słowiańskim, do którego sam niegdyś należał. Władze uczelni doceniały jego działalność na wielu polach, dlatego dwukrotnie powierzono mu funkcję dziekana Wydziału Filologicznego, a w 1893 r. wybrano go na rektora Uniwersytetu we Wrocławiu. Pracował niemal do ostatnich chwil życia, wykładając m.in. gramatykę porównawczą języków słowiańskich i mówiąc o początkach słowiańszczyzny, mitologii i poezji ludowej Słowian. Zrewolucjonizował system nauczania na kierunkach filologicznych. Wprowadził lektorat języka polskiego i nową, nieznaną dotąd formę nauczania – seminarium uniwersyteckie. Jego seminarium slawistyczne cieszyło się dużą popularnością wśród polskich studentów. Nehring był nie tylko wybitnym uczonym, co potwierdza jego bogaty dorobek, ale także wyśmienitym pedagogiem. Wypromował wielu doktorów, a do najsłynniejszych jego uczniów zaliczany jest Ignacy Chrzanowski, historyk literatury i profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego zamordowany w Sachsenhausen w 1940 r. Swojego nauczyciela określał mianem apostoła lub kapłana czystej nauki i wskrzesiciela slawistyki. Mówił o nim: „Właśnie za duszę kryształową, za nieposzlakowanej piękności charakter czcili i kochali Nehringa zarówno koledzy, jak uczniowie, zarówno rodacy, jak cudzoziemcy”.

W Archiwum Uniwersytetu Wrocławskiego zachowały się m.in. własnoręcznie napisane życiorysy Nehringa i zdjęcia z albumów profesorskich, a także dyplom doktorski.

Już w 1945 r., w pierwszych miesiącach polskiej administracji, Nehring, Cybulski i Chrzanowski zostali patronami wrocławskich ulic. W 2004 r. na głównej siedzibie Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego – na budynku, w którym znajduje się sala im. Nehringa będąca czytelnią Instytutu Filologii Polskiej – została odsłonięta upamiętniająca Nehringa tablica.

Kamilla Jasińska

*** Tekst pierwotnie ukazał się w kwartalniku „Pamięć i Przyszłość” nr 31, 1/2016 s. 50–55.

Dodane przez: Kamilla Jasińska

19 Sty 2017

ostatnia modyfikacja: 7 Lut 2017