Strona używa plików cookies więcej

Felietony

Bogusław Bednarek: O szkole w „Firleju”

W starożytnych Atenach utrzymywano, że doskonały człowiek powinien być kalós k’agathós, piękny i dobry, opromieniony pełnią zalet fizycznych i umysłowych. Aby zbliżyć się do tego ideału, helleńskiego chłopca kształciło trzech pedagogów: grammatysta, kitarzysta i paidotryba. Pierwszy uczył czytania, pisania i interpretacji utworów literackich, drugi – gry na kitarze lub lirze, trzeci – sprawności fizycznej. Owi dydaktycy zapewne uświadamiali swoim wychowankom, czym jest Platońska teoria czterech cnót. To następujące cnoty: mądrość, męstwo, panowanie nad sobą, sprawiedliwość. A Sokrates, syn rzeźbiarza Sofroniska i położnej Fajnarety? Otóż opracował on kapitalną metodę poszukiwania wiedzy. Dowodził bowiem, że można wytropić prawdę podczas rzetelnej dyskusji. W elenktycznej fazie wymiany myśli należało sprowadzić do absurdu rozmaite fałszywe przekonania, natomiast w fazie maieutycznej, czyli akuszeryjnej, wydobyć z interlokutora wiedzę prawdziwą. Sokrates przywiązywał więc wagę do precyzyjnego stawiania pytań i krytycznej oceny odpowiedzi. Ranga pedagogiczna tych zabiegów jest przeogromna, lecz wymaga indywidualnej, czasochłonnej współpracy mistrza z wychowankiem, mistrza, który nie toleruje „edukacji na skróty”, nie kieruje się koniunkturalizmem, nie ulega naciskom politycznym.

O sygnalizowanej wyżej problematyce napisano erudycyjne rozprawy i artykuły. Ale dla higieny psychicznej warto niekiedy zastąpić koturnową powagę czynnikiem ludycznym. Cieszę się zatem, że pod koniec września bieżącego roku we wrocławskim klubie „Firlej” zaspolono szkolną tematykę z piosenką, wierszem, dowcipnym monologiem. Impreza odniosła sukces, ponieważ do grona wykonawców należały takie estradowe znakomitości, jak Marta Dzwonkowska, Agata Damrych, Leszek Niedzielski, Jerzy Skoczylas. Aby rozbawić publiczność, posłużono się humorem z zeszytów szkolnych: „Gramatycznie rzecz biorąc, dziewczyna ma inną końcówkę niż chłopiec”; „Jacek Soplica szukał zapomnienia pod klasztornym habitem”; „Jeż i jaskółka to zwierzęta, które pomagają rolnikowi w zjadaniu robaków”. Oczywiście, prawie wszyscy pojmują, że i dorośli ludzie operują werbalnymi kuriozami. Właśnie takie dziwotwory słowne zgromadził Michał Rusinek w Pypciu na języku, zbiorze wycyzelowanych felietonów. Szczególnie podnieca reklama usług dentystycznych: „Twoje zęby leżą nam na sercu”. Zdumiewa również osobliwa więź suchej informacji z taktownym apelem: „Awaria toalety. Prosimy załatwiać się na własną rękę”.

Rozmaite obrazy szkolnej rzeczywistości znajdujemy w Siłaczce i Syzyfowych pracach Stefana Żeromskiego, Wspomnieniach niebieskiego mundurka Wiktora Gomulickiego, Szatanie z siódmej klasy Kornela Makuszyńskiego i wielu innych utworach literackich. A Zmory Emila Zegadłowicza? W powieści tej mówi się o nauczycielu, który potrafił oczarować najbardziej zatwardziałego wałkonia i dwójarza, a także o tępym, upartym antypedagogu, uważającym swoich podopiecznych za bandę matołów i troglodytów. Z kolei w Ptakach dla myśli Urszula Kozioł barwnie deprecjonuje trzy licealne wykładowczynie (Subtell, Intell, Sentymell), trzy ciumkające ciumkajły wszystko nasączające przesłodzoną, infantylną paplaniną. Ciekawe, jak skomentowałyby wdzięcznie odśpiewaną w „Firleju” refleksję Andrzeja Waligórskiego: „Panienka z drugiej ręki/ Dobra na okres wakacji,/ Ma już za sobą sęki społecznej weryfikacji”. Uczniowie starszych klas świetnie orientują się w tej materii. Nie są im również obce sprawy, o których traktuje Wychowanie seksualne, perfekcyjnie wyrecytowany w wiadomym klubie wiersz Waligórskiego. Ponadto uczniowie ci bez wątpienia interesują się „chemią miłosną”. Dlatego ani chybi poddadzą wnikliwej analizie zachętę sformułowaną przez namiętną bohaterkę tekstu Jerzego Skoczylasa: „I szepnie – mój etylenie,/ stwórzmy podwójne wiązanie,/ wejdźmy w reakcję złożoną,/ zróbmy syntezę, mój panie!”

Według Jana Amosa Komeńskiego uczciwy, światły nauczyciel musi ufać, że piastuje stanowisko na najwyższym szczeblu dostojeństwa. Bo cóż jest wspanialszego od szansy kształtowania rozumu, charakteru i wrażliwości młodzieży? Wykorzystując tak wzniosłe zadanie, pedagog powinien łagodnie i delikatnie, bez przymusu i zanudzania ukazywać wychowankom kolejne obszary wiedzy i obligować scholarów do samodzielnego myślenia. W satyrycznym monologu, który w „Firleju” wygłoszono, poglądy owe zostały pryncypialnie potępione. Nie wolno przecież dopuścić, żeby szkoła była zaczynem dojrzałości intelektualnej. To piekielnie kłopotliwe dla władzy zawdzięczającej witalność osobnikom lojalnym i posłusznym. Na szczęście chorobliwe urojenia Komeńskiego satyryk zneutralizował celnymi spostrzeżeniami profesora Pimki z Ferdydurke Witolda Gombrowicza. Otóż Pimko dowodził, że najprzydatniejsi są nauczyciele pozbawieni inwencji, obdarzeni odstręczającymi właściwościami, ślepo trzymający się programów szkolnych. Tylko dzięki takiemu personelowi „zdołamy wtrącić w zdziecinnienie cały świat”. To trafne, albowiem zdaniem Gombrowicza jesteśmy ofiarami formy, czyli konwenansów, schematów, frazesów zagłuszających w człowieku autentyzm i spontaniczność. Mamy też nawyk upupiania bliźnich, przypisując im cechy istot zdziecinniałych. Bliźnim tym przyprawiamy gębę, sprowadzając ich liczne wady i pozytywy do poziomu banalnej nazwy – etykietki.

Szkoła bywa azylem i przybytkiem tortury, źródłem radości i wylęgarnią lęków, kuźnią talentów i fabryką konformistów. Rzecz jasna, szkoła nigdy nie pozbędzie się trudnych problemów, ponieważ ani uczniowie, ani nauczyciele nie są aniołami. Dobrze, że w „Firleju” można od tych kwestii odpocząć.

Bogusław Bednarek

Dodane przez: Agata Sałamaj

25 Paź 2017

ostatnia modyfikacja: 2 Mar 2018