Strona używa plików cookies więcej

Prace przy emporze rozpoczęły się w ostatnich dniach lutego 2017 r. i już pierwszego dnia, podczas demontażu drewnianej balustrady zdobiącej front balkonu muzycznego, natrafiono na niespodziankę w postaci niewielkiej kartki z tekstem w języku niemieckim. Trwające kilka dni śledztwo doprowadziło do ciekawych ustaleń. Więcej na ten temat w artykule Zagadka znalezionej w Auli Leopoldyńskiej karteczki rozwiązana.

Na zdjęciu tajemnicza karteczka z widocznymi śladami uszkodzeń mikrobiologicznych.

Tajemnicza karteczka znaleziona podczas prac przy balustradzie balkonu.

Kolejne dni pracy przy balustradzie przyniosły ciekawe odkrycia i ustalenia. Okazało się, że większość złoceń nie jest oryginalna, tylko pochodzi najprawdopodobniej z początku XX wieku. Wtedy to Joseph Langer prowadził prace renowacyjne w Auli w związku z obchodzonym w 1911 r. stuleciem państwowego Uniwersytetu we Wrocławiu powstałego w 1811 r. po połączeniu katolickiej Leopoldiny i protestanckiej Viadriny z Frankfurtu nad Odrą. Wydaje się wielce prawdopodobne, że to właśnie wtedy zapadła decyzja, by nie szczędzić złota. Podczas powojennych prac konserwacyjnych złotą farbą uzupełniono ubytki w złocie, nie podejrzewając najprawdopodobniej, że nie jest to dekoracja oryginalna. Teraz – decyzją komisji konserwatorskiej – postanowiono powrócić do oryginalnego wyglądu balustrady, pozostawiając wiele jej elementów w kolorze kości słoniowej, a złoto płatkowe nakładając tylko na ornamentach roślinnych, czyli tam, gdzie znajdowało się pierwotnie.

Na zdjęciach balustrada przed renowacją, ale już po demontażu jej dwóch bocznych skrzydeł, oraz po zakończeniu prac.

Balustrada przed renowacją, ale po demontażu dwóch jej części.Balustrada po renowacji.

Kilka niespodzianek kryło malowidło ponad sklepieniem. Jedną z nich była „zagubiona” w trakcie jednej z poprzednich konserwacji książka leżąca na kolanach Silesii, czyli żeńskiej personifikacji Śląska. Konserwatorom niezbyt naturalny wydawał się układ prawej ręki Silesii, dlatego podejrzewali, że czegoś w tym miejscu brakuje. Ponadto malowidło w tym miejscu było w znacznej mierze rekonstrukcją, dlatego należało sięgnąć do skąpych materiałów ikonograficznych. Podejrzenia okazały się słuszne. Silesia oryginalnie trzymała na kolanach otwartą księgę, którą teraz „odzyskała”.

Na zdjęciach obok Silesia na fotografii z 1893 r. [nr 1], przed rozpoczęciem prac konserwatorskich [nr 2], w ich trakcie, gdzie widoczne są znaczne ubytki oryginalnej warstwy malarskiej [nr 3], oraz po ich zakończeniu [nr 4].

Silesia na fotografii z 1893 r. [nr 1], przed rozpoczęciem prac konserwatorskich [nr 2], w trakcie [nr 3] i po ich zakończeniu.

Zaskoczeniem dla konserwatorów okazało się jedno putto, któremu Joseph Handke namalował nie pięć a sześć palców u jednej ze stóp. Putto niosące tacę z dwiema książkami (prawdopodobnie przywilejami nadanymi Uniwersytetowi przez cesarza) po konserwacji nadal ma sześć palców, skoro tak chciał autor dekoracji malarskiej Auli Leopoldyńskiej. Co ciekawe, dodatkowo Handke nie namalował głowy tego putta, gdyż teoretycznie jest ona ukryta za tacą. Faktem jest jednak, że na pierwszy rzut oka dwa wyobrażone koło siebie putta zdają się mieć jedną głowę…

zestawienie putto z 6 palcami

Choć konserwatorów dzieł sztuki często można widzieć z pędzlem w ręce, to jednak wszystkie fragmenty malowidła, które są przez nich rekonstruowane, czyli malowane od podstaw, powstają w bardzo charakterystyczny sposób: nie poprzez pociągnięcia pędzla po powierzchni malowidła, ale poprzez kropkowanie, czyli stawianie maleńkich kropek jedna obok drugiej. Taki sposób malowania, całkowicie nie do rozpoznania z odległości większej niż kilkadziesiąt centymetrów, pozwala gołym okiem z bliska odróżnić oryginalne partie malowidła od tych zrekonstruowanych. Ile takich kropek położyli konserwatorzy na sklepieniu ponad balkonem? Zapewne miliardy…

Na zdjęciu obok widać, jak duże fragmenty z przedstawieniem Silesii wymagały uzupełnienia i wykropkowania.