Strona używa plików cookies więcej

Największym wyzwaniem na etapie prac przy podium była gruntowna konserwacja malarstwa monumentalnego przede wszystkim na sklepieniu, gdzie przedstawiona jest scena oddania Uniwersytetu w opiekę Maryi i świętych.

Fresk nad podium przed renowacją,
Sklepienie nad podium przed renowacją. Fot. Dominika Hull/UWr CC BY-NC 2.0
Fresk nad podium po renowacji.
Sklepienie nad podium po renowacji. Fot. Dominika Hull/UWr CC BY-NC 2.0

Największym wyzwaniem jest gruntowna renowacja malarstwa monumentalnego sklepienia, gdzie przedstawiona jest scena oddania Uniwersytetu w opiekę Maryi i świętych. Malowidła freskowe w Auli w ostatnich trzech stuleciach uległy rozległym zniszczeniom i przekształceniom. Choć nie ulega wątpliwości, że w znacznej mierze zachowany jest oryginalny fresk autorstwa Johanna Christopha Handkego, to jednak obecne były liczne przemalowania i retusze wykonane podczas kolejnych renowacji. – Niestety dekoracja freskowa ulega systematycznej degradacji, zarówno pod względem estetycznym, jak i technicznym. W wielu miejscach malowidła te nie spełniają już swojej pierwotnej funkcji iluzyjnej. Malarstwo monumentalne z definicji jest silnie podporządkowane architekturze. Ma ono uwypuklać formę i styl, a jest to możliwie jedynie przy największej harmonii między malarstwem a architekturą. Stan malarstwa w Auli jest zły i to był ostatni dzwonek, żeby rozpocząć konserwację –  mówiła w lipcu 2016 r. tuż po rozpoczęciu prac mgr Anna Mossler, konserwator dzieł sztuki, kierująca pracami przy malowidłach, dodając jednocześnie: – Zaczęliśmy od oczyszczenia powierzchni malowideł ze wszystkich nawarstwień. Będziemy dążyć do odsłonięcia warstwy autentycznej i wszystkie te materiały, których użyto w poprzednich renowacjach, a które są mało zbieżne z techniką wykonania oryginału, będą w miarę możliwości usuwane.

W centrum sceny ponad podium przedstawiona jest Madonna z Dzieciątkiem – której towarzyszą aniołowie i zwróceni ku niej święci, m.in. dwaj główni święci Towarzystwa Jezusowego: Ignacy Loyola i Franciszek Ksawery (na prawo od Maryi). Św. Franciszek Ksawery wyobrażony został przez Handkego w białej albie z płomieniami wydobywającymi się z piersi, interpretowanymi czasami jako płonąca żagiew [na zestawieniu poniżej zdjęcie nr 1, fot. Rudolf Jagusch, 1944] . Fragment malowidła obejmujący m.in. tors świętego został uszkodzony w czasie działań wojennych, więc wymagał odtworzenia. Podczas renowacji prowadzonej w latach 50. XX wieku św. Ksaweremu domalowano jeszcze jeden atrybut, którego na wizerunku w Auli pierwotnie nie miał: księgę trzymaną pod prawą ręką [nr 2, fot. sprzed rozpoczęcia konserwacji]. Podczas prac prowadzonych w 2016 r. konserwatorzy dążyli do odsłonięcia jak największej części oryginału [nr 3 i 4, fot. w trakcie konserwacji technicznej]. Fragmenty domalowane w latach 50. usunięto, a powierzchnię przygotowano do ponownej rekonstrukcji [nr 5 przed rozpoczęciem konserwacji estetycznej]. Ostatecznie św. Ksawery wygląda teraz tak, jak pierwotnie przedstawił go Handke [nr 6 po zakończeniu prac].

Św. Ksawery przed, w trakcie i po konserwacji Św. Ksawery przed, w trakcie i po konserwacji

Prawą stronę sceny przedstawionej nad podium zamyka anioł prezentujący rysunek gmachu uniwersyteckiego oraz dwa putta z berłami: rektorskim, fakultetu filozofii i teologii. Putta prezentują trzy berła leopoldyńskie: fakultetu filozofii (na malowidle pierwsze od lewej), fakultetu teologii (środkowe) oraz rektorskie (po prawej). Berła te szczęśliwie ocalały i po wojnie zostały odnalezione w uczelnianym skarbcu, a dwa z nich są dziś prezentowane na wystawie stałej w Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego. Ponieważ berła zostały wykonane przez wrocławskich złotników z okazji fundacji Uniwersytetu na początku XVIII wieku, to jest bardzo prawdopodobne, że Handke, tworząc dekorację Auli niespełna trzydzieści lat później, odtworzył je na swoim malowidle dość wiernie. Dziwi więc fakt, że te prezentowane w Muzeum wyglądają nieco inaczej. Wiele wskazuje na to, że i one mogły paść ofiarą walki władz pruskich z habsburską przeszłością uczelni, kiedy to jeszcze w XVIII wieku usunięto z gmachu Leopoldiny większość symboli Habsburgów i jezuitów m.in. tarcze z dwugłowym orłem i inicjałem Leopolda I oraz monogramy Towarzystwa Jezusowego. Być może to właśnie wtedy usunięto np. glorię znajdującą się w zwieńczeniu berła rektorskiego i zamieniono kolejność niektórych elementów na tym i dwóch pozostałych berłach. Podczas oczyszczania fresku w okolicy bereł konserwatorzy dokonali ciekawego odkrycia. Okazało się, że Handke pierwotnie namalował berło rektorskie w nieco innym miejscu, bliżej św. Leopolda. Ostatecznie jednak zmienił koncepcję i namalował je ponownie w miejscu, w którym widnieje obecnie.

Grupa św. Leopolda z aniołem prezentującym projekt gmachu Uniwersytetu oraz putta z trzema berłami.
Grupa św. Leopolda z aniołem prezentującym projekt gmachu Uniwersytetu oraz putta z trzema berłami. Fot. Dominika Hull/UWr CC BY-NC 2.0
Fragment malowidła w trakcie konserwacji. Widoczne są pozostałości po wczesniejszym umiejscowieniu wizerunku berła, na które Handke się nie zdecydował, ostatecznie zmieniając jego lokalizację.
Fragment malowidła w trakcie konserwacji. Widoczne są pozostałości po wcześniejszym umiejscowieniu wizerunku berła, na które Handke się nie zdecydował, ostatecznie zmieniając jego lokalizację. Fot. Dominika Hull/UWr CC BY-NC 2.0

W ościeżach okiennych, w owalnych monochromatycznych medalionach, przedstawiono sławnych teologów i uczonych, których można łatwo zidentyfikować dzięki podpisom. Wszystkie portrety, jak i kolorowa dekoracja roślinna i ornamentowa wnęk okiennych, były stosunkowo mocno zniszczone, szczególnie w dolnych partiach narażonych m.in. na przypadkowe stłuczenia. Po oczyszczeniu malowideł oraz usunięciu wtórnych przemalowań i źródeł zakażenia mikrobiologicznego spowodowanego m.in. wilgocią, konserwatorzy uzupełnili ubytki i odświeżyli malowidła, przywracając im pierwotny wygląd wraz ze wszystkimi jego zaletami.

Część malarstwa stanowi kontynuację rzeczywistej architektonicznej artykulacji ścian oraz rzeźbiarskiej dekoracji dolnej strefy podium. Architektoniczno-ornamentalne dekoracje gzymsów i innych elementów przestały z czasem pełnić swoją podstawową, iluzjonistyczną funkcję. Kilku elementów po zniszczeniach wojennych w ogóle nie odtworzono ze względu na brak materiałów ikonograficznych. Inne zostały niewłaściwie zrekonstruowane w latach 50. i 70. XX wieku i teraz należało je na nowo odtworzyć, używając przy tym odpowiednich technik i materiałów tak, by malowidło sprawiało wrażenie jednolitej całości i znów pełniło swoją funkcję tzn. było iluzjonistyczne. Wielu zabiegów konserwatorskich, łącznie ze wzmacnianiem konstrukcji, wymagały gzymsy ponad sklepieniami okiennymi i lunetami.

Podczas prowadzonych kilkukrotnie w ostatnich trzech stuleciach prac konserwatorskich zastosowane techniki, które odbiegały od malarstwa barokowego, przyczyniły się do wielu uszkodzeń, zabrudzeń, a także zainfekowania mikrobiologicznego, dlatego jednym z zadań konserwatorów było usunięcie przyczyn tego zakażenia. W tym celu podczas usuwania nawarstwień niweluje się ślady działalności mikroorganizmów, a następnie wykonuje się profilaktyczną dezynfekcję miejsc narażonych na zniszczenia mikrobiologiczne. Innym problemem są też występujące w niektórych miejscach wykwity soli. – Występowały one najczęściej w południowo-zachodniej części podium w okolicy spływu sklepienia, gdzie jest największa wilgotność, a wynika to m.in. ze względów konstrukcyjnych. Wszystkie te miejsca musieliśmy odsolić i zabezpieczyć na przyszłość przed dalszą migracją soli. Na freski nakładaliśmy mokre kompresy, których podstawowym zadaniem było wydobycie z tynku soli, a przy okazji oczyszczenie powierzchni malarskiej z brudu – tłumaczyła Małgorzata Kądziołka, zajmująca się malarstwem.

Turystom, zwiedzającym Aulę w pierwszych miesiącach prac konserwatorskich przy podium, rzucały się w oczy m.in. okrągłe białe „plamy”, będące w rzeczywistości miejscami, w których umieszczone zostały specjalne metalowe wkręty. – Te metalowe wkręty, a mówiąc wprost – śruby, są pozostałością po konserwacji prowadzonej pod kierunkiem prof. Bohdana Marconiego z Warszawy pod koniec lat 40. XX wieku. Ich zadaniem było ustabilizowanie tynku – wyjaśniał Jerzy Mielcarek pracujący w Auli. Początkowo mogło się wydawać, że tych okrągłych „plam” było bardzo dużo, jest to jednak nieprawda. – Śrub wcale aż tak dużo nie ma, zważywszy na to, że pierwotnie u góry była sala teatralna dość mocno obciążona i eksploatowana w pierwszym okresie jej istnienia. Pamiętajmy też o bombardowaniach w czasie II wojny światowej, które naruszyły konstrukcję budynku – dodawał Mielcarek. Uszkodzenie w 1945 r. ściany południowej spowodowało fragmentaryczne ubytki tynku, który odpadł wraz z warstwą malarską. Sklepienie na całej powierzchni było mocno spękane. Zespół konserwatorski prof. Marconiego uzupełnił ubytki tynku oraz zabezpieczył spękane i odspojone sklepienie za pomocą metalowych wkrętów przykrytych później kitami gipsowymi. – Starych śrub nie będziemy usuwać, gdyż byłoby to z większą szkodą dla tynku. Nie będziemy ich też prawdopodobnie wymieniać na nowe, gdyż mimo upływu lat dobrze spełniają swoją funkcję – tłumaczył w lipcu 2016 r. Mielcarek. Pracom przy starych kitach towarzyszyły dźwięki jak u dentysty. – Wszystkie gipsowe kity są najpierw odsłaniane, a potem niektóre, np. te niestabilne – wyjmowane. W ich miejsce będą zakładane nowe i lepsze technologicznie, ale będziemy je montować wyłącznie w granicach ubytków tynku, gdyż przy malarstwie zawsze jest walka o każdy centymetr pierwotnych warstw malarskich – mówiła Małgorzata Kądziołka. Białe „plamy” rzucały się początkowo w oczy, bo została z nich zdjęta powierzchnia malarska. W toku dalszych prac wszystko zostało uzupełnione i scalone kolorystycznie z pozostałą partią malowidła, więc po zakończeniu prac osoby oglądające fresk, nie widzą tych miejsc.

Fragment sklepienia w trakcie konserwacji. Widoczne kity mocujące tynk.
Fragment sklepienia w trakcie konserwacji. Widoczne kity mocujące tynk. Fot. Dominika Hull/UWr CC BY-NC 2.0

Malowidła w Auli, wykonane przez Handkego ok. 1732 r., były niejednokrotnie konserwowane, po raz pierwszy już w roku 1788. Największe zmiany zostały jednak dokonane po II wojnie światowej, podczas prac prowadzonych przez prof. Antoniego Michalaka. – Po wojnie były dwie opcje rekonstrukcji zniszczonych malowideł. Miejsca, z których odpadł tynk wraz z farbą, można było wypełnić neutralną szarą farbą lub próbować wiernie odtworzyć brakujące fragmenty. Ponieważ zdecydowano wówczas, że należy dążyć do zachowania jedności malowidła nawet kosztem jego oryginalności, to wybrano tę drugą opcję. Michalak wykonał wtedy wiele rekonstrukcji, niestety niekoniecznie udanych, co widać gołym okiem – wyjaśniała jesienią 2016 r. Anna Mossler, wskazując na takie fragmenty fresku, które znacznie odbiegały od przedwojennego pierwowzoru. – Podczas rekonstrukcji wprowadzono też kilka istotnych zmian ikonograficznych, np. św. Franciszkowi Ksaweremu domalowano książkę, której pierwotnie nie miał, co potwierdzają choćby zdjęcia Rudolfa Jaguscha z 1944 r. Przemalowania i scalenia, głównie te wykonane po wojnie przez Antoniego Michalaka w latach 50. oraz w latach 70. przez Pracownie Konserwacji Zabytków, uwidoczniły się po odsłonięciu przez konserwatorów powierzchownych zabrudzeń.

Fragment sklepienia ponad lunetą w trakcie prac.
Fragment sklepienia ponad lunetą w trakcie prac. Fot. Kamilla Jasińska/UWr CC BY-NC 2.0
Fragment sklepienia ponad lunetą w trakcie prac.
Fragment sklepienia ponad lunetą w trakcie prac. Fot. Kamilla Jasińska/UWr CC BY-NC 2.0

Decyzje w sprawie wątpliwych autorsko fragmentów, np. draperii szat niektórych postaci, i tego, czy należało je zachować czy ponownie zrekonstruować, podejmowała każdorazowo specjalna komisja złożona ze specjalistów różnych dziedzin, ale przede wszystkim konserwatorów i historyków sztuki. W przypadku większości takich fragmentów – szczególnie przemalowań wykonanych przez Michalaka, które różniły się od oryginału formą i fakturą tynku, co sprawiało, że malowidło nie sprawiało wrażenia jednolitej całości – zdecydowano się na ich ponowne odtworzenie.

Po wykonaniu konserwacji technicznej, która trwała od lipca, we wrześniu rozpoczęto prace rekonstrukcyjne. Brakujące elementy malowidła na sklepieniu i na ścianach oraz we wnękach okiennych były uzupełniane i rekonstruowane m.in. na podstawie specjalnych kalek i szablonów opracowanych na podstawie dokumentacji fotograficznej (przede wszystkim kolorowych zdjęć Rudolfa Jaguscha z 1944 r. i czarno-białych Eduarda van Deldena z początku XX wieku). Rekonstrukcje wykonywano przy użyciu palety barwnej zbliżonej do palety Handtkego z zastosowaniem pigmentów stosowanych dla malowideł freskowych. Jak podkreślali konserwatorzy, rekonstrukcje form barokowych należą do najtrudniejszych, trzeba mieć bowiem opanowany do perfekcji warsztat i umieć malować tak, jak robili to artyści przed wiekami. Pomimo tego, ten etap prac był znacznie przyjemniejszy niż poprzedzające go rozpoznawanie malowidła oraz trudne i mozolne czyszczenie i usuwanie uzupełnień.

Fragment sklepienia ponad lunetą w trakcie konserwacji estetycznej.
Fragment sklepienia ponad lunetą w trakcie konserwacji estetycznej. Fot. Kamilla Jasińska/UWr CC BY-NC 2.0
Fragment sklepienia ponad lunetą po konserwacji.
Fragment sklepienia ponad lunetą po konserwacji. Fot. Kamilla Jasińska/UWr CC BY-NC 2.0