Strona używa plików cookies więcej

Wydarzenia

Patron na 2021 – kardynał Wyszyński

W ramach cyklu "2021. To będzie dobry rok ?!?" dr Łukasz Kamiński z Instytutu Historycznego pisze o kardynale Stefanie Wyszyńskim, z okazji ustanowienia przez Sejm RP roku 2021 rokiem pod jego patronatem.

Rok 2021 obfituje w patronów. Łącznie Sejm i Senat przyjęły uchwały o uhonorowaniu tym tytułem sześciu osób, a dodatkowo zbiorczo pracowników służby zdrowia i powstańców śląskich, Konstytucji 3 Maja oraz nieco abstrakcyjnej „tradycji konstytucyjnej”. W związku z rocznicami urodzin (120.) i śmierci (40.) w tym gronie znalazł się także kardynał Stefan Wyszyński, który w historii Polski zapisał się jako Prymas Tysiąclecia.

W treści uchwał obu izb parlamentu pojawiła się argumentacja stojąca za wyborem. W sejmowej czytamy, że posłowie przekonani są o „szczególnym znaczeniu kardynała Stefana Wyszyńskiego dla poszanowania godności człowieka i wolności, szacunku dla Ojczyzny i budowania wolnej i niepodległej Polski”, Senat wyraził zaś uznanie dla „Jego całego życia, które było wielkim świadectwem umiłowania Ojczyzny i Rodaków”. Nie kwestionując prawdziwości tych słów, warto przyjrzeć się tej wybitnej postaci z nieco innej perspektywy.

Stefan Wyszyński święcenia kapłańskie otrzymał w sierpniu 1924 r. Po roku rozpoczął dodatkowe studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelski, zakończone doktoratem w 1929 r. W tym czasie wielki wpływ wywarł na niego ks. Władysław Kroniłowicz, znany ze swojej postawy otwartości na drugiego człowieka i gotowości do dialogu. Kolejne miesiące ks. Wyszyński spędził na wyjeździe studyjnym, obserwując aktywność społeczną Kościoła w Austrii, Belgii, Holandii, Francji, Niemczech i Włoszech.

Po powrocie do Włocławka sprawował szereg funkcji kościelnych, z których najważniejszą była rola wykładowcy seminarium duchownego. Redagował „Ateneum Kapłańskie”, sam będąc płodnym autorem – opublikował ponad sto tekstów (artykułów i broszur), poświęconych głównie sprawom społecznym (bezrobocie, oświata, położenie i prawa robotników). Wśród nich wyróżnia się cykl poświęcony analizie komunizmu. Rozpoczął przygotowania do habilitacji, KUL dwukrotnie proponował mu posadę wykładowcy. Ks. Wyszyński zajmował się nie tylko teorią, ale i praktyką – założył Chrześcijański Uniwersytet Robotniczy, był duszpasterzem Chrześcijańskich Związków Zawodowych, organizatorem Katolickiego Związku Młodzieży Robotniczej, aktywnym działaczem Związku Polskiej Inteligencji Katolickiej „Odrodzenie”. Dostrzegając działalność młodego kapłana prymas Polski kard. August Hlond w 1937 r. powołał go w skład Rady Społecznej.

Wybuch II wojny światowej przyniósł ks. Wyszyńskiemu doświadczenie tułaczki poza własną diecezją, którą opuścił na wyraźne polecenie biskupa Michała Kozala. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa uratowało to życie przyszłego prymasa. Od 1942 r. mieszkał w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach, który odgrywał także ważną rolę w formacji części

inteligencji. Rolę kapelana łączył z konspiracyjnymi wykładami, w trakcie powstania warszawskiego był także kapelanem szpitala polowego.

Koniec wojny oznaczał powrót do Włocławka i pracy w seminarium. Wkrótce ukazały się dwa podstawowe dzieła ks. Wyszyńskiego – Duch pracy ludzkiej. Myśli o wartości pracy oraz Miłość i sprawiedliwość społeczna – rozważania społeczne. Wkrótce jednak przyszło kolejne wyzwanie – papież Pius XII mianował go biskupem lubelskim. Rządy w diecezji objął w maju 1946 r., rok później był głównym autorem głośnego listu Episkopatu przeciwko ograniczaniu nauczania religii i ateizacji młodzieży, a także ograniczaniu wolności obywatelskich i cenzurze. Relacje między komunistyczną władzą a Kościołem pogarszały się z dnia na dzień.

Ciężar odpowiedzialności za wybór najlepszej drogi w warunkach postępującej stalinizacji Polski pod koniec 1948 r. spoczął na barkach biskupa Wyszyńskiego. Ku zaskoczeniu wielu to właśnie jego papież po śmierci kardynała Hlonda mianował arcybiskupem metropolitą warszawsko-gnieźnieńskim, co wiązało się z objęciem funkcji prymasa Polski. Mimo oporu części Episkopatu z kardynałem Adamem Sapiehą na czele nowy prymas dążył do zawarcia kompromisu z komunistami. Liczył, że w ten sposób przynajmniej odroczy ostateczne uderzenie w Kościół.

Porozumienie z kwietnia 1950 oznaczało daleko idące ustępstwa, m.in. zobowiązanie do nie występowania przeciw kolektywizacji wsi i do potępienia „wystąpień antypaństwowych”, w tym zwalczania „zbrodniczej działalności band podziemia”. W zamian władze miały gwarantować m.in. utrzymanie prasy katolickiej i nauczania religii w szkołach. Mimo, iż władze notorycznie łamały zapisy porozumienia i nasiały prześladowania, prymas Wyszyński dążył do podtrzymania dialogu. Nie znaczy jednak, że nie widział granic ustępstw. Kiedy w lutym 1953 r. władze PRL uzurpowały sobie prawo do obsadzania stanowisk kościelnych, Episkopat odpowiedział słynnym listem ze słowami non possumus. Prymas nie zgodził się także na potępienie biskupa Czesława Kaczmarka, skazanego pod spreparowanymi zarzutami.

Odpowiedzią komunistów była decyzja o uwięzieniu Wyszyńskiego, oficjalnie określanego jako internowanie. Poddany izolacji i pełnej kontroli kardynał (godność tę otrzymał na początku 1953 r.), mimo kłopotów zdrowotnych wywołanych ciężkimi warunkami, nie załamał się. Przebaczył swoim prześladowcom i modlił się za nich. Przygotował też ambitny plan duszpasterski, związany ze zbliżającym się milenium chrztu Polski.

Uwolnienie prymasa było jednym z najważniejszych żądań podnoszonych w burzliwym roku 1956, jego nazwisko skandowano w czasie demonstracji w Poznaniu, a później w całym kraju. Żądanie to zostało spełnione pod koniec października. W odróżnieniu od zwolnionego w tym czasie prymasa Węgier Józsefa Mindszentyego, Wyszyński nie wezwał do walki z komunistami, ale starał się uspokoić sytuację. Zachęcał nawet do udziału w „wyborach” ze stycznia 1957 r.

Zapoczątkowana w tym czasie poprawa relacji państwa z Kościołem nie trwała długo. Mimo narastających szykan, inwigilacji i ataków propagandy, prymas Wyszyński starał się podtrzymywać dialog z władzami. Czterokrotnie osobiście spotkał się z Władysławem Gomułką. Zapisy z tych wielogodzinnych dyskusji są świadectwem postawy kardynała wobec

przeciwnika. Chodzi nie tylko o okazywany drugiemu człowiekowi szacunek, ale też np. uznanie, że ktoś o całkowicie przeciwstawnym światopoglądzie może być patriotą. Dążenie do dialogu nie oznaczało on jednak, że Kościół rezygnował z krytyki władzy. Z inicjatywy prymasa w marcu 1968 r. Episkopat wystosował list do premiera Józefa Cyrankiewicza, domagając się zaprzestania represji i wskazując, że „Władza państwowa nie może zastąpić rozsądku i sprawiedliwości – pałką gumową”.

Wcześniej nastąpiła kulminacja konfliktu z władzami, które pod koniec 1965 r. rozpoczęły kampanię propagandową związaną z wystosowanym przez polskich biskupów słynnym orędziem do biskupów niemieckich. Była to jedyna skuteczna akcja tego typu, wielu wiernych oraz duchownych nie rozumiało sensu słów o przebaczeniu. Prymas Wyszyński zaczął wówczas cierpliwie tłumaczyć ich znaczenie. W efekcie kilka miesięcy później, w czasie równoległych oficjalnych obchodów tysiąclecia państwa i kościelnych milenium chrztu Polski można było usłyszeć okrzyki „przebaczamy”.

Mimo tej wielkiej ofensywy propagandowej władz i trwających przez ponad dekadę szykan w dramatycznych dniach Grudnia ’70 kardynał Wyszyński wysłuchał żądania władz i przełożył zaplanowane na 27 grudnia odczytanie w kościołach listu Episkopatu „w obronie zagrożonego bytu narodu”. Przygotowany dużo wcześniej, w nowej sytuacji nabierał dodatkowego kontekstu. Prymas podejmując tę decyzję kierował się przede wszystkim chęcią uniknięcia eskalacji protestów, co mogło w jego opinii prowadzić do nieobliczalnych skutków, włącznie z zewnętrzną interwencją.

Ta charakterystyczna cecha polityki prymasa była m.in. źródłem jego ostrożnej polityki dyskretnego wspierania opozycji przedsierpniowej. Doprowadziła go też do największego błędu politycznego, jakim było kazanie z 26 sierpnia 1980 r., de facto nawołujące do powrotu do pracy. Zostało ono bardzo źle przyjęte przez strajkujących i skłoniło papieża Jana Pawła II do interwencji. Wkrótce jednak zapomniano o tym incydencie, a kardynał Stefan Wyszyński stał się dla powstającego NSZZ „Solidarność” wielkim autorytetem. W ostatnich miesiącach życia aktywnie wspierał także walkę chłopów o własny związek.

Mimo silnej osobowości i przekonania do własnych racji, prymas Wyszyński wielokrotnie spotykał się z osobami reprezentującymi inny punkt widzenia. Prowadząc niekiedy ostry spór z częścią środowisk katolików świeckich nie zaprzestał z nimi kontaktu, zarówno osobistego, jak i listownego. W 1963 r. w Laskach spotkał się z Janem Strzeleckim i Leszkiem Kołakowskim (wówczas członkami PZPR), by poznać uch perspektywę spojrzenia na Sobór Watykański II. W drugiej połowie lat 70. kilkakrotnie rozmawiał z Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem. Obserwując nasilający się kryzys społeczno-ekonomiczny, wiosną 1980 r. odbył serię spotkań z osobami kojarzonymi z obozem władzy, zarówno po to, by poznać ich punkt widzenia, jak i przekazać swoją opinię. Wśród rozmówców znalazł się zarówno członek Rady Państwa Jan Szczepański, jak i młody partyjny ekonomista Leszek Balcerowicz.

Kardynał Stefan Wyszyński zmarł 28 maja 1981 r. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją patriotyczną i religijną. Komunistyczne władze inwigilowały prymasa do jego ostatnich chwil. Także i one zmuszone były jednak uznać wielkość człowieka, z którym walczyły przez ponad trzy dekady. Ogłoszono trzydniową żałobę narodową. Prasa pisała o

nim jako „wielkim Polaku”, podkreślano jego niekwestionowany autorytet. Na pierwszej stronie „Trybuny Ludu”, organu Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej ukazał się tekst depeszy kondolencyjnej władz PRL: „Odszedł wybitny kapłan i wielki patriota. Jego postawa nacechowana była zrozumieniem procesów historycznych i obywatelską odpowiedzialnością męża stanu za pomyślność ojczyzny”.

Jeśli wybór patrona nie ma być tylko pustym gestem, powinien oznaczać, między innymi, poszukiwanie w jego dziele aktualnej inspiracji. Przeszłość zawsze odczytujemy przez pryzmat naszego współczesnego doświadczenia. W tej perspektywie warto, abyśmy patrzyli na kardynała Stefana Wyszyńskiego nie tylko jako na wielkiego Polaka i męża stanu oraz przywódcę Kościoła w trudnym czasie, ale także na człowieka dialogu. Takiego patrona dziś szczególnie potrzebujemy.

Dodane przez: Agata Kreska

11 Sty 2021

ostatnia modyfikacja: 22 Sty 2021