Strona używa plików cookies więcej

Wydarzenia

Sto razy dyktando

W piątkowe przedpołudnie, 21 września, w sali im. Tadeusza Mikulskiego w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, sto osób zasiadło do pisania dyktanda o pierzchliwej Hiacyncie w dwukolorowym balejażu i jej nauczycielu fizyku, wystylizowanym na stabloidyzowanego demonstranta, którzy niespodziewanie spotkali się na wrocławskim dworcu Wrocław Nadodrze.

Po raz drugi w historii Dolnośląskiego Festiwalu Nauki najmłodsi i dorośli miłośnicy ortografii spisywali dyktowaną przez profesora Jana Miodka historię (pełny tekst poniżej): nieco żartobliwą, ale też mrożącą krew w żyłach, z powodu zawiłości ortograficznych i tempa akcji. Bohaterowie jak zwykle przemieszczali się po Wrocławiu, mijając znane wszystkim punkty na mapie miasta, które często pojawiają się w dolnośląskich rozmowach, lokalnej prasie czy na przystankach, ale nieco rzadziej są przez nas zapisywane.

W Instytucie Filologii Polskiej jesteśmy przekonani, że dyktando to nie przeżytek, ale ćwiczenie angażujące ciało i umysł. Zadanie pozwala nam się zatrzymać, skupić i wsłuchać w głos dyktującego. W pisaniu dyktanda istotne są nie tylko zawiłości ortograficzne polszczyzny. Ważna jest także uwaga, aktywne słuchanie, staranność czy kondycja ręki, która współcześnie przyzwyczajona jest raczej do obsługi klawiatury niż do ręcznego pisania.

Pierwszą nagrodą dla wytrwałych jest wysłuchanie ciekawej opowieści, wzbudzającej uśmiech na twarzach piszących, chociażby z powodu nagromadzenia wyrazów, zazwyczaj znanych, ale rzadko występujących w podobnym sąsiedztwie. Przyjemnością dla wszystkich jest także wspólne pisanie, zmaganie się ramię w ramię z podobnymi trudnościami. Natomiast wyróżnieniem dla najlepszych są nagrody. W tym roku do grona mistrzów ortografii dołączyli: Tomasz Malarz i Marek Szopa (I miejsce), Bożena Kloc i Adam Biniszewski (II miejsce), Magdalena Oczek (III miejsce) i Michał Selwesiuk z Prywatnego Gimnazjum Salezjańskiego we Wrocławiu, który otrzymał wyróżnienie dla najlepszego ucznia. Dumni jesteśmy jednak ze wszystkich uczestników, gdyż w dyktandzie nie chodzi tylko o to, aby je wygrać, ale tak jak w maratonie – by podjąć wyzwanie i dobiec do mety.

Monika Zaśko-Zielińska, Anna Majewska-Tworek, Małgorzata Dawidziak-Kładoczna | Instytut Filologii Polskiej UWr


II Dyktando Wrocławskie | Nadodrzański thriller pół żartem, pół serio

Pewnego razu znana już co niektórym, wprawdzie nie najlepsza z ortografii i interpunkcji, ale za to charyzmatyczna i arcyciekawa świata młoda Dolnoślązaczka obudziła się na peronie dworca na wrocławskim Nadodrzu. Była naprawdę niezwykle skonsternowana i na pewno nieco wystraszona. Wokół panowała megaciemność. Było superpusto i zatrważająco cicho. Z dala jedynie zauważyła podążającego ni to szybko, ni to od niechcenia niby-demonstranta z arcyhipsterskim plecakiem, z którego wystawała niebiesko-pomarańczowo-fioletowa flaga. Wkrótce spostrzegła, że to wcale nie żaden stabloidyzowany demonstrant ani też podejrzany nie-Szekspirowski bohater, ale jej niegdysiejszy nauczyciel fizyk, zagorzały przeciwnik myślistwa i rybołówstwa. Od dawna mieszkał na wrocławskim Kleczkowie, mimo że jest z pochodzenia jeleniogórzaninem. Miał na sobie jasnobeżowy T-shirt, przykrótkie spodnie koloru écru i quasi-hiszpańskie sombrero nieco przyprószone kurzem.

Była trochę rozhisteryzowana, ale bynajmniej nie bezradna. Raz-dwa zaczęła biec w stronę swojego eksnauczyciela, który od razu usłyszał niezbyt szybkie odgłosy typu stuku-puku i szuru-buru. Z nagła poczuł się niezbyt dobrze, ale niezadługo ujrzał znaną sobie z dawien dawna nie lada odważną, ultradociekliwą uczestniczkę jedno- i dwutygodniowych warsztatów w pewnym liceum ogólnokształcącym w okolicy parku Staromiejskiego we Wrocławiu. Zawołał: „Można by się tu każdego spodziewać, tylko nie pierzchliwej Sylwii Skarżanki! Dawnośmy się nie widzieli! Bądź co bądź wolisz jeździć swoim dwudziestodwuipółletnim fiatem niż pendolino czy intercity!”. Nie poważyła się przypomnieć, że tak naprawdę ma na imię Hiacynta. Poprawiła swą maksisukienkę w talii, a także zuchwałą fryzurę afro połączoną z dwukolorowym balejażem. Zrobili sobie sweet focię, a następnie podążyli w stronę mostu Trzebnickiego. Zależało jej, by znaleźć się nieopodal ronda Hemara przy nowo wybudowanym osiedlu. Nauczyciel-podróżnik ruszył w stronę jazu Różanka, by świeżo zrewitalizowanym wałem dotrzeć do cmentarza Osobowickiego. Od dawna był przecież zapalonym hobbystą fotografii funeralnej.

Dodane przez: Michał Raińczuk

26 Wrz 2018

ostatnia modyfikacja: 4 Kwi 2019