Strona używa plików cookies więcej

Kartka z przeszłości

Studenci Uniwersytetu w czasie II wojny światowej

W chwili wybuchu II wojny światowej, we wrześniu 1939 r. władze Uniwersytetu Wrocławskiego, zwanego wówczas Śląskim Uniwersytetem Fryderyka Wilhelma, dostrzegły dla siebie szansę. Co prawda placówkę zamknięto na trzy tygodnie, jednak już 18 września 1939 r. ówczesny rektor Martin Stammler, prosił władze w Berlinie o zgodę na rozpoczęcie pracy, ponieważ w związku "z rozwojem sytuacji w Polsce ustały wszelkie przesłanki, dla których Uniwersytet musiał zostać zamknięty". O sytuacji Uniwersytetu i jego studentów w czasie wojny pisze dr Joanna Hytrek-Hryciuk z wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. 

Uniwersytet na Wschodzie

Rektor argumentował, że placówka będzie idealnym miejscem na prowadzenie profesjonalnych badań nad Europą Wschodnią, doskonałym miejscem kształcenia Volksdeutschy z okupowanej Polski czy wreszcie urlopowanych i rannych żołnierzy. Ku zaskoczeniu Stammlera, władze w Berlinie postawiły jednak przed Uniwersytetem jeszcze bardziej ambitne zdanie. Uniwersytet Rzeszy w Poznaniu oraz placówki naukowe w Królewcu i Wrocławiu miały stworzyć „zwarty mur wschodni ducha niemieckiego”.

Choć w latach 30. XX w. wyraźnie spadła ranga Uniwersytetu, o czym może świadczyć malejąca liczba studentów: w 1933 r. naukę rozpoczęło 5070 żaków, a w 1938 r. było ich już tylko 2435, to w trakcie wojny liczba immatrykulowanych studentów rosła. Rekordowy był pod tym względem semestr zimowy 1943/1944, gdzie na Uniwersytet zapisało się 1047 kobiet i 3043 mężczyzn. Kobiety wybierały na ogół kierunki związane z medycyną, naukami o naturze, prawo oraz zajęcia na fakultecie filozoficznym. Mężczyźni rekrutowali się na prawo, medycynę oraz kierunki techniczne. Ten sam rok był również rekordowy pod względem liczby urlopowanych. W szeregach Wehrmachtu oraz służb pomocniczych znajdowało się 1582 studentów i 51 studentek. Konieczność urlopowania studentów pojawiła się po raz pierwszy jeszcze latem 1938 r. We wrześniu tego samego roku obowiązujący wówczas ośmiotygodniowy urlop wydłużono o kolejne cztery tygodnie.

Wrocław nadal pozostawał głównym miejscem edukacji mieszkańców Górnego i Dolnego Śląska, którzy należeli do najbiedniejszych w Niemczech. W latach II wojny światowej liczba studentów spoza granic regionu zmieniła się nieznacznie. W kwietniu 1942 r. podanie o przyjęcie na studia złożył Volksdeutsch, łodzianin Rudolf Schöller. W swoim życiorysie napisał: „pomimo obcego otoczenia, język niemiecki pozostał mową mojego rodzinnego domu”. Jednak na zachowanym odpisie świadectwa maturalnego zarówno język polski, jak i niemiecki ocenione zostały na „dobrze”. Aktualnie Schöller znajdował się w wojsku, ale jak deklarował, po studiach chciał pracować w „szkolnictwie na wschodzie”.

Kamasze i kałamarze

Łodzianin nie był tu wyjątkiem. Jeszcze w 1942 r. na konferencji rektorów w Salzburgu szacowano, że obecnie przebywa w wojsku 170 tys. mężczyzn, którzy po zwolnieniu ze służby będą chcieli podjąć naukę na uniwersytetach.

Wojna wymusiła rozwiązania, które umożliwiały podjęcie studiów żołnierzom jeszcze w trakcie jej trwania. Początkowo naukę mogli podjąć ci, którzy otrzymali pozwolenie z rodzimej jednostki. W marcu 1942 r. najwyższe władze wojskowe zezwoliły na podjęcie nauki młodym Niemcom walczącym w Afryce, o ile służyli w wojsku dłużej niż cztery miesiące. Inaczej sytuacja wyglądała w szeregach. Luftwaffe: urlop na kontynuację studiów mogli otrzymać jedynie przyszli medycy, farmaceuci oraz inżynierowie – specjaliści budowy maszyn, konstrukcji lotniczych, fizycy i chemicy. Humaniści w mundurach lotników pozostawali bez szans na edukację.

W 1940 r. wprowadzono również podział roku akademickiego na trzy semestry trwające mniej więcej po cztery miesiące. Nowy porządek miał ułatwić studia nie tylko żołnierzom, ale i maturzystom, którzy odbyli obowiązkową „służbę pracy” oraz kobietom – przyszłym nauczycielkom. Jesienią 1940 r. Ministerstwo Nauki, Wychowania i Wykształcenia Publicznego, w porozumieniu z władzami wojskowymi, zezwoliło na urlopowanie z wojska studentów wszystkich fakultetów, którzy byli w stanie ukończyć studia w ciągu dwóch trymestrów. W informacji skierowanej do władz uniwersytetów, jako ostateczny termin zdania egzaminów końcowych wyznaczono 15 kwietnia 1941 r. Aby uniemożliwić ewentualną dezercję, po przybyciu do miejsca zamieszkania student miał obowiązek zameldować się na najbliższym posterunku policji.

W semestrze letnim 1942 r. wprowadzono również ułatwienia dla podjęcia studiów przez inwalidów wojennych. Byli oni zwolnieni z wszelkich opłat i mieli prawo do pomocy ze strony opiekuna. W październiku 1944 r., w tej roli znalazła się jedna z młodych, energicznych wrocławianek, która pisała w liście do przyjaciół: „Los rzucił mnie po krótkim czasie w wojsku w szeregi pracy studenckiej, gdzie dostałam pod swoje skrzydła niewidomego studenta prawa. Być może nie przypuszczacie, jak ciekawe może być studiowanie prawa. Ale chociaż całymi dniami czytam grube, zakurzone teksty prawnicze, sama nie mam zamiaru zostać skostniałą, dobrze wykształconą prawniczką. Krótko mówiąc, mój niewidomy jest prawnikiem, skończył dwa semestry i chce mnie zatrzymać do marca. Przed południem słucham mniej lub bardziej ciekawych wykładów. Po południu kujemy materiał. Czasami chodzimy na zajęcia z filozofii. Cztery razy w tygodniu, wieczorem, słuchamy jeszcze wykładów z medycyny sądowej. A potem  nadchodzi niedziela, którą dobrowolnie spędzamy razem. To byłoby na tyle jeżeli chodzi o moją, będącą w cywilu, skromną osobę.

Platon a ochrona przeciwpowietrzna

Skracanie semestrów, problemy finansowe a przede wszystkim rotacja kadr oraz ułatwienia w przyjmowaniu na studia żołnierzy, musiały wpłynąć na jakość nauczania. W 1941 r. prof. prawa dr Faust narzekał w piśmie do rektora: „Bez przesady można powiedzieć, że w dzisiejszych czasach wyższe wykształcenie młodych oficerów Wehrmachtu nie może oznaczać tego, czego by człowiek oczekiwał.” Faust narzekał na powszechną nieznajomość łaciny i greki, co powodowało, że nikt nie czytał Platona w oryginale, oraz problemy z językiem francuskim, „tak że nie można ze studentami czytać tego ważnego dzieła jakim jest testament polityczny Fryderyka Wielkiego i inne, ważne dokumenty pruskiej historii” – podkreślał. „My wyjdziemy z tej wojny jako zwycięzcy, dlatego nasz naród musi objąć obowiązki nie tylko militarne, polityczne czy ekonomiczne, ale również kulturalne” – kończył autor listu. O ile te problemy można złożyć na karb dominacji szkolnictwa realnego nad klasycznym, które obowiązywało na początku XX w., o tyle zastanawiające jest, że również profesorowie matematyki zaczynali swój kurs od powtórki dla najsłabszych, co nigdy wcześniej nie miało miejsca.

W czasie wojny pojawiły się także nowe, obowiązkowe elementy edukacji. Studenci prawa musieli odbyć kursowe zajęcia pn. „Naród i rasa”, „Prawo gospodarcze wojenne” czy „Wprowadzenie do prawa na terenach wschodnich”. Choć po wprowadzeniu podziału na trymestry liczba zajęć wyraźnie spadła, studenci nadal mogli wziąć udział w wykładzie „Prawo karne w Wehrmachcie”. Na tym samym wydziale, co dwa tygodnie należało również wziąć udział w kursie nazwanym „Gaz i ochrona przeciwpowietrzna”. W planie zajęć pojawiły się również wykłady otwarte dla studentów wszystkich kierunków, a wśród nich „Niemiecka polityka zagraniczna od 1933 r. i prawa człowieka” czy „Walka o porządek w Europie w czasach dzisiejszych”. W grudniu 1942 r., w Auli Leopoldyńskiej wykład otwarty pt. „Mikołaj Kopernik jako duchowy bohater niemieckiego wschodu” miał wygłosić prof. Schosenberg.

Wojna odbiła się negatywnie na kontaktach międzynarodowych uniwersytetu. Od 1940 r. studenci mogli wyjechać na wymianę jedynie do Danii, Włoch, Japonii, Portugalii, Szwecji, Hiszpanii, na Węgry, Islandię i do Jugosławii. Rok później do oferty dołączyły szkoły wyższe z Finlandii, a od 1942 r. z Bułgarii. Wrocławską placówkę wybierało również niewielu cudzoziemców. Uczelnia pozostawała zamknięta dla abiturientów z Polski, jeżeli posiadali polskie obywatelstwo i narodowość. Jesienią 1939 r. władze zdecydowały, że również osoby posiadające obywatelstwo Protektoratu Czech i Moraw, zarówno etniczni Czesi jak i Polacy, nie mogą podjąć studiów we Wrocławiu „bez podania istotnych powodów”. Ten przepis dwukrotnie korygowano. Ostatecznie, przynajmniej formalnie, Czesi mogli studiować we Wrocławiu po uzyskaniu odpowiedniego zezwolenia z ministerstwa. Taki sam przepis dotyczył „mieszańców pierwszego stopnia” – dzieci pochodzących z mieszanych aryjsko-żydowskich małżeństw. Paragraf oczywiście pozostawał martwy.

W związku z objęciem władzy przez narodowych socjalistów zamarła we Wrocławiu aktywność studenckich korporacji. Zastąpił je Narodowosocjalistyczny Związek Studentów Niemieckich (NDS). Podobnie jak w przypadku nauczycieli akademickich, również w przypadku studentów przynależność do NSDAP i organizacji afiliowanych mogła przynieść nieoczekiwane pozytywne skutki. W styczniu 1939 r. Joachim Haschke wniósł prośbę o zwolnienie z opłaty ponoszonej przy obronie doktoratu. Jako jeden z argumentów przedstawiał list polecający z NSDAP. Haschke był dzieckiem swoich czasów: w swoim doktoracie analizował rolę Niemców zamieszkujących górne Węgry i ich wpływ na osadnictwo na wschodzie. Promotorem dzieła był Hermann Aubin, jeden z twórców wrocławskich badań wschodnich. NSDAP polecało również innych doktorantów – współpracowników, głównie na wydziałach humanistycznych. Prośby o obniżenie opłaty lub jej zniesienie wnosili również żołnierze, często jako argument podając, obok niskiego żołdu i trudnej sytuacji rodzinnej, właśnie przynależność do NSDAP czy SS. W przypadku studentek dobre wrażenie robiły listy polecające od kierownictwa Związku Dziewcząt Niemieckich (BDM).

„I wydarzyło się to czego obawiał się cały Wydział…”

Nie wiadomo dokładnie, ilu studentów Uniwersytetu poległo na polach bitew II wojny światowej. W dokumentach archiwalnych Wydziału Teologii Katolickiej Uniwersytetu zachowała się lista poległych studentów wydziału. Dokument nie jest datowany, ale ostatni z wymienionych zginął wiosną 1942 r. Łącznie spis liczy 25 nazwisk. Studenci ginęli we Francji, w okolicach Belgradu, w czasie bitwy o Anglię i pod Narwikiem. Najwięcej przyszłych teologów poległo jednak w ZSRR. Najmłodszy, pochodzący z Górnego Śląska, zginął w okolicach Konstantinowki na Ukrainie, trzy miesiące po swoich dwudziestych urodzinach. Najstarszy, dwudziestoośmioletni zmarł w lazarecie wojskowym w wyniku odniesionych ran w bitwie pod Kijowem. Za zasługi na polu walki został odznaczony Żelaznym Krzyżem ii klasy, podobnie jak poległy, również na froncie wschodnim, kolega z roku. Listę zaktualizowano pod
koniec 1942 r. Wydłużyła się o sześć nazwisk. „I wydarzyło się to czego obawiał się cały Wydział: musieli państwo poświęcić swojego jedynaka dla ojczyzny” – napisał dziekan Wydziału Prawa do rodziców innego studenta.

Festung Uniwersytet

We wrześniu 1944 r. decyzją Ministra Nauki, Wychowania i Kształcenia Narodowego wstrzymano immatrykulację na kierunki techniczne Uniwersytetu. Na uczelni mogli pozostać ci, którzy planowo do marca lub maja 1945 r. mieli zło- żyć egzaminy lekarskie. Pozostali mieli zgłosić się do jednostek pracy. Na Uniwersytecie pakowano ostatnie skrzynie ze zbiorami przeznaczonymi do ewakuacji. Jedną z ostatnich obronionych prac doktorskich była dysertacja Margit Siebert zatytułowana „Praca kobiety na wojnie”. Jednocześnie jednak, w treści korespondencji Wydziału Prawa z organizacjami studenckimi z 1944 r., nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy. Za symboliczny można więc uznać fakt, że udostępniane dziś w Archiwum Uniwersytetu Wrocławskiego akta, które stanowią podstawę źródłową niniejszego tekstu, są… nadpalone, ponieważ ucierpiały w trakcie pożaru gmachu głównego Uniwersytetu, kilka miesięcy później, w czasie walk o Festung Breslau.

dr Joanna Hytrek-Hryciuk


Tekst został po raz pierwszy opublikowany w „Przeglądzie Uniwersyteckim” nr 2/2017 (217), s. 48–49.

Dodane przez: Kamilla Jasińska

1 Wrz 2017

ostatnia modyfikacja: 1 Wrz 2017